Recenzje

2021-12-07
Gallileous - "Fosforos"
Śląski Gallileous ostatnimi czasy średnio co dwa lata raczy nas nowym krążkiem. Najnowszy „Fosforos” jest nie tylko pożegnalnym albumem basisty Pawła Cebuli, ale też najlepszym z ostatnich dokonań grupy.
Wykonawca: Gallileous
Wytwórnia: Prog Meta Rock Promotion
Rok wydania: 2021

Przyznaję, że nie wiem, czy pandemia ‘pomogła’ w jakiś sposób zespołowi przy nagraniach tej płyty. Kompozycje wydają się być bowiem bardzo przemyślane, a całość jest ciekawie poukładana. Począwszy od „Golem”, w którym z jednej strony słychać echa najwcześniejszych dokonań… HEY, a z drugiej – powolny, szamański wręcz rytm pozwala wstępnie zanurzyć w atmosferze płyty – niespiesznie i miarowo. Do tego wokalistce Annie Pawlus minęła nadmierna chwilami maniera, która sprawiała, że można ją było pomylić z Mylesem Kennedym z Alter Bridge. Jej głos jest tu pełny, gdzie trzeba wycieniowany i płynny. Inaczej sytuacja ma się w nieco ‘purple’owym’ „The Groke”. Tutaj słychać przede wszystkim rasowy hardrockowy sznyt, a jednocześnie spory potencjał na przebój.

Natomiast jedną z najciekawszych kompozycji na płycie jest epicki „Frankenstein”. Smutny, balladowy klimat miesza się tu z klasycznym południowym rockiem, by w drugiej części na moment przejść do spacerockowej podróży rodem z Pink Floyd. Utwór tytułowy to z kolei rozległa transowa pętla, naznaczona polskim tekstem, podanym długimi frazami Anny i frapującym riffowym frazowaniem w drugiej części. Jak pokazać się z kilku różnych stylistycznie stron w jednym kawałku, a jednocześnie nie wypaść z torów, Gallileous na tej płycie prezentują po mistrzowsku. Trochę mylące wrażenie robi wolniejszy „An Invisible Man”. To nieco ponura pieśń z ciężkim, acz melancholijnym riffem  (brawa dla Stony!), idealnie nadająca się na finał. Równie dobrze na końcu mogłaby się znaleźć kolejna, zatytułowana „Bakeneko”, gdzie smutną melodię podkreśla dodatkowo naznaczonym żalem wokal Anny. Dodatkową ozdobą jest tu jednak brzmienie saksofonu, na którym zagrała Agnieszka Nawrat. Z kolei „La La Land” kompletnie przełamuje poprzednie utwory – to dość skoczny, ponad dwuminutowy numer, mający w sobie  coś z nagrań The Stubs.  Balladowy klimat powraca w „The Basilisk”. Przyznaję, że w takiej formule zespół jest dużo bardziej przekonujący, niż jeszcze parę lat temu. Tu ponownie z czasem kompozycja nabiera mocy i dostaje nie kopa, ale jeszcze jeden porządny, melancholijny riff. Album kończy kapitalny okołostonerowy „Ja Monster” z kolejnym polskim tekstem i świetnymi wokalami.

Trudno powiedzieć, czy odejście Pawła Cebuli naznaczy szczególnie zespół Gallileous w przyszłości. Na „Fosforos” brzmią jednak jak monolit, bardzo poukładana i dojrzała formacja, która jeszcze nie raz może nas zaskoczyć.

P.S. Świetnym dopełnieniem płyty jest jej okładka, na której zespół wykorzystał rysunek  Stanisława Wyspiańskiego - “Jutrzenka, Phosphoros, Hesperos, Helios”.


Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load