Recenzje

2021-12-10
Mariusz Duda - "Interior Drawings"
„Interior Drawings” to trzecia i ostatnia już część pandemicznej trylogii, którą Mariusz Duda zapoczątkował wydanym w czerwcu 2020 albumem „Lockdown Spaces” i kontynuował wydanym w kwietniu 2021 „Claustrophobic Universe”.
Wykonawca: Mariusz Duda
Wytwórnia: Mystic Production
Rok wydania: 2021

Mógłbym się do tego przyzwyczaić: nowy album Mariusza Dudy, co kilka miesięcy. To rekord na polskim rynku fonograficznym: w przeciągu dwóch lat, artysta wydał cztery albumy z premierowym materiałem – jeden album Lunatic Soul, oraz trzy odcinki cyklu sygnowanego własnym nazwiskiem. Co powoduje tą niezwykłą płodność? Czy pandemia i przymusowy postój potrafi aż tak uskrzydlić? A może chodzi nie o ‘zajęcie czymś głowy’ w ciężkich, depresyjnych czasach, lecz o przystosowanie się do nowej rzeczywistości? Może nie ma już odwrotu od pracy zdalnej, bez stałego i bezpośredniego kontaktu z innymi ludźmi, może skończył się czas globalizacji a nastał czas odosobnienia? Pandemiczna trylogia Mariusza zdaje się dotykać najnowszych rozdziałów teorii socjologicznej, pisanych na naszych oczach, naszymi dłońmi, w naszej własnej izolacji; i po raz kolejny przynosi nam dźwiękowy przekaz kogoś, kto tak jak my wszyscy boryka się z pytaniami i usiłuje znaleźć w tym sens.

Każdy, kto obserwuje pandemiczny cykl Mariusza bez trudu rozpozna w nim pewien schemat, odpowiadający kolejnym fazom fantasmagorii, w której żyjemy. Najpierw było wywrócenie porządku do góry nogami, w postaci Lockdown Spaces, który niejako skradł show nowemu Lunatic Soul. Był reakcją na nagły zwrot sytuacji, odpowiedzią na otępienie, niedowierzanie, i szok, jaki przyniósł globalny lockdown. Pół roku z okładem później było już inaczej. Nastał Claustrophobic Universe, mroczniejszy od poprzednika, wciąż niepogodzony z losem; czekający na wiatr, co rozgoni ciemne skłębione zasłony, na słońce i wybudzenie z koszmaru. A dziś, znowu, po pół roku z okładem, spotykamy Interior Drawings – kolejny odcinek perypetii naszego niewidzialnego bohatera, podmiotu lirycznego, którego słów nie słychać, ale którego emocje przemawiają do słuchacza w znacznie bardziej abstrakcyjnej formie, płynącej bezpośrednio do serca i duszy – dźwiękami muzyki.

Tu nie trzeba wielkiego filozofa, aby zrozumieć postęp, jaki uczynił ów podmiot liryczny od ostatniego razu. Na początku było odliczanie dni, gwizdanie przy wynoszeniu śmieci i znamienne Nie wiem, ile to jeszcze potrwa. Potem była desperacja i ucieczka w urojony kosmos, odnajdywanie przygód w misce płatków śniadaniowych. Dziś, naszego bohatera nadal nie widać, ale słychać – siedzi w pracowni, coś pisze, rysuje, coś tam u niego szura, chrobocze, dźwięczy i stuka. Brzmią tu już nie tylko ambientowe tła i sprawozdanie ze spaceru dookoła pokoju, lecz melodie – płynące z wieloletnich inspiracji, doświadczeń, badań i przygód. Nasz bohater wrócił do tworzenia; zamiast użalać się i wygrażać pięścią światu, udał się we własny, metaforyczny lockdown, co jest prawdziwą ucieczką. Ktoś wpuścił tu trochę światła, a depresyjną stagnację przerwała chwila natchnionej kreatywności i idącego za nią szczęścia. Czas wrócić do życia; nawet, jeśli to życie nie poprawiło się obiektywnie ani o centymetr.

Muzyka elektroniczna ma tą właściwość, że znacznie lepiej niż rock znosi generyczność. Nawet, jeśli Interior Drawings przypomina nam wiele innych elektronicznych nagrań, i nie odbiega zasadniczo od dwójki swoich poprzedników, to nie ma w tym nic złego. Wielcy mistrzowie elektroniki, z natury rzeczy, lubią się powtarzać i częstować nas tymi samymi chwytami, tak jak Klaus Schulze, Steve Roach, Pete Namlook, Vangelis czy Aphex Twin. Słuchając Interior Drawings można pokusić się o zgadywanie poszczególnych inspiracji Mariusza, od Tangerine Dream z ich ‘niebieskiego lat’, przez Marka Snowa i Z Archiwum X, aż po Kjartana Sveinssona i fortepian, na którym grał w Sigur Rós. Mariusz staje się naszą rodzimą odpowiedzią na najważniejsze postaci współczesnego syntetyczno-klasycznego ambientu, takich jak Nils Frahm, Ólafur Arnalds, czy Jon Hopkins. A jednocześnie, kłania się analogowym brzmieniom, które kształtowały go za młodu z przegrywanych kaset.

Czy na Interior Drawings kończy się trylogia pandemiczna? Bardzo chciałbym, aby pandemia już poszła precz, ale aby Mariusz wciąż wydawał taką muzykę. Douglas Adams udowodnił przecież, że każda trylogia może mieć pięć części. Pandemia nie minęła, lockdowny cały czas nad nami wirują. Czy Mariusz wyczerpał już temat elektroniczny, instrumentalny? Na pewno nie. Przecież już kilka poprzednich jego albumów bazowało na dźwiękach tła i kształtach zeń powstałych – chociażby Fractured czy Under the Fragmented Sky, nie wspominając o Eye of the Soundscape. Co będzie dalej? Kiedy to minie? To już poruszaliśmy i to zostawmy na innych płytach. Na razie, trzeba okiełznać rzeczywistość; urządzić sobie izolację w taki sposób, w jaki urządzamy dom, pokój czy nawet swoje biurko. Przewrócić kartkę, poddać się inspiracji, ukoić nerwy kreatywnością, przetrwać kryzys, zebrać owoce zadowolenia i chwilowego szczęścia, aby za chwilę zacząć wszystko od nowa.  


Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load