Recenzje

2021-12-20
Czesław Mozil - "#Ideologiamozila"
Ostatnie lata działalności Czesława Mozila to projekty, które nie kłaniały się mainstreamowi. Dostaliśmy płytę z Arte dei Suonatori nawiązującą do muzyki klasycznej i wierszy dla dzieci oraz projekt z Dziećmi Przyszłości – dziećmi ze szkół muzycznych z całej Polski. Przyszedł czas na powrót do twórczości, która ma celować w liczniejsze grono słuchaczy.
Wykonawca: Czesław Mozil
Wytwórnia: Mystic Production
Rok wydania: 2021

I ten powrót do bardziej piosenkowej formy sygnalizują takie kompozycje jak „To nasze coś” (w początkowej fazie, bo końcówka bardziej wyciszająca i poważna) oraz wesolutkie, ejtisowe, kiczowate muzycznie „Mama zawsze mówiła”. Mozilowy, nieco teatralny sznyt znajdziemy w „Pan tu nie stał” (z domieszką bałkańskiego klimatu wprowadzoną przez Bum Bum Orkestar) czy w tworzących niewesoły dyptyk „6/13” i „Korsaka”. „Młynarzu miel” zaciekawia hymnicznym refrenem, a „Głód” fragmentami w nieco PRL-owskim stylu mówienia. Ciekawie wypada zestawienie wesołych muzycznie kompozycji („To nasze coś”) obok tych bardziej ponurych.

Mozil bardzo dosadnie komentuje rzeczywistość na różnych poziomach. Sporo nawiązań do polskiego podwórka: „Dzień, w którym uśmiech znikł” czy „To nasze coś”. Ale ponadto „Ziemia obiecana” z kontekstem klimatycznym („Umieralnią staje się świat”), „Pan tu nie stał” o konfliktach pokoleniowych czy proste, fortepianowe, ale i przerażające „Z miłości” o przemocy domowej. Teksty niepozbawione ostrych, momentami nawet wulgarnych słów.

Goście, goście. Już wspomniałem o Bum Bum Orkestar, ale w tej samej kompozycji czyli „Pan tu nie stał” pojawia się Stanisław Sojka. Głos Michała Sławeckiego wzmacnia niepokój „Dnia w którym uśmiech znikł”. W „Z miłości” na fortepianie gra Hania Rani. Goście dokładają od siebie coś cennego w każdej kompozycji, w której się pojawiają. Najbardziej zwraca zaś uwagę ciekawy i nieoczywisty mariaż z Pawłem Dudkiem znanym jako Czadoman, który przynosi ciekawy i nieoczywisty „Autorytet”. To nie koniec zaskoczeń, bo za produkcję odpowiada na albumie Mateusz „Matheo” Schmidt kojarzony z hip-hopem.

Jakby było mało wychodzenia ze strefy komfortu, to Czesław Mozil przełamuje kompleks pisania po polsku. Większość tekstów napisał samodzielnie. Pewnie też dlatego płytę wydaje pod imieniem i nazwiskiem, a nie pod szyldem Czesław Śpiewa, bo Czesław nie tylko śpiewa, ale i pisze. Kolejna z tegorocznych płyt, która niektórym nie spodoba się tekstowo. Muzycznie mocno zaciekawia.


Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load