Recenzje

2022-03-05
BOKKA - "Blood Moon"
Czwarty album wciąż dość enigmatycznej grupy Bokka, zainspirowany scenariuszem fikcyjnego pseudoserialu autorstwa reżyserki Doroty Piskor, to nie tylko płyta z zaszytym niepokojem, ale i... spokojem.
Wykonawca: BOKKA
Wytwórnia: PIAS Poland
Rok wydania: 2022

Tak, wiem, że dwa uczucia wykluczają się, ale „Blood Moon” w swej blisko 40-minutowej rozciągłości serwuje nie tylko te dwa, ale i pochodne zbliżone. Otwierający utwór tytułowy na przykład, dość mocno przypominający dokonania Björk, nosi w sobie piętno lęku o przyszłość (pierwsze numery na ten album powstały jeszcze w 2019 r., więc trzeba przyznać, że intuicja zdaje się nieszczególnie myliła twórców). Jednak wobec tytułowego ‘krwawego księżyca’ podmiot liryczny obaw jednak nie ma – tak jakby wiedział, co ją/jego czeka. Podobnie rzecz ma się w przypadku robotycznego „How…It All Ends”, który brzmi niemniej ponuro, niż poprzednik, aczkolwiek harmonie spreparowanej gitary do spółki z jednym z kilku syntezatorów w tle, niosą jakąś nadzieję. Z kolei deklaracja płynąca z „900”, napisanego ponoć pod wpływem… liczby zachorowań na Covid-19 (wtedy taki wynik pozytywnych testów na koronawirusa wydawał się czymś przerażającym) jest jasna – nie dam się wciągnąć w tej horror i tę bezsensowną kołomyję, jaka płynęła zewsząd. Pierwsze prawdziwe uspokojenie przynosi dopiero instrumentalny, soundscape’owy „Altitude”. Ten fragment płyty spełnia właściwie taką samą funkcję jak „Treefingers” na „Kid A” Radiohead - można zamknąć oczy i dać się prowadzić delikatnym dźwiękom. A jest to wskazane zwłaszcza w obliczu dość minorowego „Noises From Outside”, w którym zwracają uwagę dość złowieszcze… chórki.

Nieco dziwnie wypada natomiast „What If?”, czyli bardzo równa mieszanka elektroniki z lat 80. i 90., podszyta nieco zmutowanym wokalem. Wydaje się za dużo efekciarstwa jak na jeden numer, ale zaskakująco nie zaburza on całości. Jako ciekawy rodzynek postrzegam natomiast acapellowo-chóralny „Point” - nie wiadomo jak rozumieć te 92 sekundy, ale nie zaniżają one wartości ogólnej. Chóralne wokale w jakimś stopniu przenoszą się na mgławicowy „The Abyss”, który przynosi jeszcze jedną dawkę ulgi.  A ponieważ cały czas mamy do czynienia z historią właściwie filmową, to „Walk On A Wire” świetnie sprawdziłby się w napisach końcowych. Być może dlatego też zamykający „No Counting Backwards” wydaje się z jednej strony zapowiedzią ciągu dalszego, a drugiej – sprawia wrażenie utworu bonusowego, najmniej przystającego do reszty.

„Blood Moon” to najbardziej zwarty album w dorobku grupy Bokka. Wspólny mianownik koncepcyjny jest wyczuwalny i słyszalny. Wspomniane na początku przeciwstawne uczucia zaskakująco się uzupełniają. Nie zdziwiłbym się, gdyby sytuacja pierwotna się odwróciła i Dorota Piskor na podstawie muzyki z tej płyty zrealizowała serial.



End of content

No more pages to load