Recenzje

2022-04-21
Tindersticks - "Past Imperfect: The Best Of Tindersticks '92 - '21"
Brytyjscy mistrzowie klimatycznego grania z Tindersticks grają już 30 lat. Dla uczczenia tego jubileuszu zespół wydał płytę "Past Imperfect: The Best Of Tindersticks '92 - '21".
Wykonawca: Tindersticks
Wytwórnia: City Slang / Sonic Records
Rok wydania: 2022

Czy można odmówić sukcesu zespołowi, który nieprzerwanie tworzy muzykę od 30 lat? Zespołowi, który mimo to nie zanotował żadnego ‘hitu’, który momentalnie przywołuje na myśl konkretne imię, wspomnienie, czas, emocje? Tindersticks są sami sobie wizytówką; ktokolwiek ich usłyszał ten wie, że bardziej niż twórcami przebojów są oni marką atmosfery, jakości, niezależności i enigmatyczności. To zespół mroczny i czuły jak Nick Cave & The Bad Seeds, ale mistyczny i tajemniczy jak Current 93. Być może kojarzymy ich z pierwszych płyt, który miały najwięcej czasu, aby zapisać się w naszych duszach takimi numerami jak „City Sickness” czy „Tiny Tears”. A może tą najważniejszą łzą, która wpadła prosto do naszego serca było „Willow”, zaśpiewane w filmie High Life przez Roberta Pattisona? Te trzy numery, oraz wszystko co wydarzyło się pomiędzy nimi znajdziemy tu, na tej kompilacji, którą Tindersticks usiłują w zwięzły sposób podsumować swoją dotychczasową, jakże barwną działalność.

Owa zwięzłość jest osobliwą stroną Past Imperfect. 20 utworów, ułożone chronologicznie, podzielone po równo przez cztery okresy działalności zespołu. Można spierać się długo i bezowocnie, dlaczego na składance „najlepszych” numerów nie znalazło się „She’s Gone”, „Sleepy Song”, „A Night So Still”, nie mówiąc o „Buried Bones” czy „Boobar Come Back to Me”. To świadczy nie tylko o subiektywności doboru tych numerów, ale też o przepastności i elastyczności dorobku Tindersticks. To jeden z tych zespołów, który jak wspomniałem nie ma jednoznacznych hitów, przez co każdy wariant takiej składanki będzie równie trafiony, co chybiony. To właśnie owa wizytówka, podpis, demonstracja możliwości, wrażliwości, głosu i stylu, a także zaproszenie do rewizyty w teatrze snów. To ponowna demonstracja siły takich kawałków jak „Medicine”, „Show Me Everything”, „The Fire of Autumn”, czy “How He Entered”. To czterostronicowy list miłosny do słuchaczy, którzy jeszcze ich nie znają.

Słuchając muzyki Tindersticks łatwo jest uciec – wyobraźnią, sercem, emocjami, wspomnieniami, oraz bieżącą wrażliwością. Należą oni do tych artystów, którzy bardziej niż wiekopomne numery tworzą nastrój – z innego czasu, niczym chanson/chamber pop lat 60-tych, w wydaniu ze snu, niczym Gene Pitney śpiewający „Something’s Gotten a Hold of My Heart”, ale z Markiem Almondem, gdzieś w klubie w Londynie. Tak samo jak wspomniane „Willow”, które na tym albumie słyszymy w wykonaniu Stuarta Staplesa, a nie w wersji Pattisona. Można się spierać, które wykonanie jest lepsze; ważne jest to, że to pewna nowość, ukłon w stronę fanów, którzy oczekują po składance czegoś nowego, co ich zaskoczy, czego jeszcze nie znają. Drugim z takich numerów jest „Both Sides of the Blade”. Filmowość muzyki Tindersticks jest udowodniona, a nowy numer tylko to potwierdza. I dokłada kolejny koralik w pozornie niekończącym się łańcuchu ulotnych, kruchych, przepięknych ballad i kołysanek.

Past Imperfect jest płytą, którą poleciłbym, jak większość kompilacji, przede wszystkim tym, dla których Tindersticks stanowią tajemnicę – hasło znajome, ale bliżej nieznane. To rzecz dla tych, którzy swego czasu zachwycili się głosem i wrażliwością Antony & The Johnsons, oraz domowym ciepłem Lambchop. To także rzecz dla tych, którzy cenią poezję śpiewaną, zarówno w stylu Leonarda Cohena, Lee Hazelwooda, Roy’a Harpera czy Gene’a Clarke’a, jak i muzykę pop z innego świata, taką jak The Divine Comedy, The Style Council, Father John Misty czy St. Vincent. To wreszcie rzecz dla tych, co kochają wszelkie odmiany eleganckiej czerni – Nick  Cave, Mark Lanegan, Soulsavers, Current 93, Bonnie Prince Billy czy Tom Waits. Wszystkie te hasła odnajdziemy tu między słowami, ale i tak prawda leży w niezwykłym głosie Stuarta Staplesa, nastrojowej gitarze Neila Frasera, oraz instrumentalnych zdobieniach Davida Boultera. Zaproszenie nie powinno pozostać bez odpowiedzi.


Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load