Recenzje

2022-05-10
Soft Cell - "Happiness Not Included"
Duet Soft Cell wydał pierwszą od 20 lat płytę studyjną "Happiness Not Included", o którym nasz recenzent Jakub Oślak napisał: "(...) najbardziej ludzki album, jaki Soft Cell mają w dorobku. Tu nie ma teatru, dyskoteki i iluzji wielkości; tu słychać gorzki żal, prosto z mostu i z serca, bez masek, makijażu i jupiterów".
Wykonawca: Soft Cell
Wytwórnia: BMG
Rok wydania: 2022

Pomimo zapewnień, że występ w londyńskiej o2 Arenie pod koniec września 2018 był ich ostatnim, Soft Cell ponownie wracają do aktywności muzycznej. Nowy album, którego tytuł informuje muzycznego konsumenta, że poszukiwane przez niego szczęście jest sprzedawane osobno, idealnie oddaje naturę zawartości tego zestawu. To inny Soft Cell niż ten, który pamiętamy z czasów Non-Stop Erotic Cabaret. To inny Marc Almond niż ten, który uwiódł nas na lata swoim brawurowym wykonaniem „Tainted Love” i „Where Did Our Love Go?”, a którego głos naturalnie się obniżył. Nie pełni już roli mistrza ceremonii tego kabaretu, pełnego dwuznaczności, sugestywności i zmysłowości. *Happiness Not Included to być może jego najbardziej osobisty ze wszystkich dotychczasowych krążków, w zespole, solowych i gościnnych, niczym najświeższe zapiski w pamiętniku.

Mnóstwo tu autobiograficznych wątków, którymi nasz bohater, a zarazem podmiot liryczny wszystkich piosenek usiłuje rozliczyć się ze swoją barwną przeszłością, jak i w trwodze przygląda się dniom dzisiejszym. Almond sięga do swoich najmłodszych lat, kiedy fantastyka naukowa rozbudzała wyobraźnię o przyszłości, jak i początków artystycznych i fascynacji blichtrem (i hedonizmem) sławy. Obie te pasje mocno go rozczarowały: gdy przyszłość stała się teraźniejszością okazało się, że bliżej nam do tej z powieści „Nowy, wspaniały świat” Aldousa Huxley’a lub filmu Soylent Green, kultowego S-F 1973 r. Almond wie, że stał się artystyczną kliszą, obiektem nostalgii, a cały świat dookoła, tak jak i on sam, gnije i unicestwia się od wewnątrz. Dramat bohatera na całej płycie odbywa się na dwóch przenikających się płaszczyznach – osobistej i globalnej. Hedonizm zniknął, a nastała mizantropia.

Na Almondzie ta płyta się nie kończy, albowiem swoje dokładają tutaj muzycy, na czele oczywiście z Dave’m Ballem, wspieranym przez chórki i instrumenty dęte. Tu zaskoczenie – oczekiwałem czegoś mocno zakurzonego, a tymczasem *Happiness Not Included pod tym kątem brzmi świeżo i wciągająco. Pomogli w tym Pet Shop Boys, dostarczając symfoniczne syntezatory Chrisa Lowe i niezmiennie młody głos Neila Tennanta do utworu „Purple Zone”. Poza tym, takie kawałki jak „Nostalgia Machine”, „Light Sleepers” czy „Bruises On My Illusions” zapamiętuje się od razu, podobnie jak „Polaroid” czy „Nighthawks” (numer dostępny tylko w wersji CD). Uwagę zwraca także niezwykle nastrojowa, melancholijna końcówka albumu – przepełniona smutkiem, goryczą, niechęcią i brakiem nadziei, wreszcie ciszą – tryptyk „I'm Not A Friend Of God” / „Tranquiliser” / „New Eden”.

*Happiness Not Included to najbardziej ludzki album, jaki Soft Cell mają w dorobku. Tu nie ma teatru, dyskoteki i iluzji wielkości; tu słychać gorzki żal, prosto z mostu i z serca, bez masek, makijażu i jupiterów. To album który powstał w celu wyrażenia konkretnych potrzeb, bez udawania że czas się zatrzymał albo że świat jest piękny. Świat jest obrzydliwy, a ludzie toczą go jak rak. To spory kontrast z tym, co Almond tworzył do tej pory, z czym jego nazwisko i głos nieodmiennie się kojarzą. Już nie kontempluje ciemnych meandrów swojego pokręconego serca, lecz cierpko komentuje świat, w którym przyszło mu żyć. Zasłony opadają, te czarne i te błękitne, a za nimi ukazuje się człowiek przyłapany na byciu człowiekiem, nie gwiazdorem, nie pupilem pożeraczy mediów. Właśnie tym ta płyta wygrywa, a nie próbami replikowania przeszłości, choćby znacznie weselszej i porywającej.


Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load