Recenzje

2017-02-24
Rag'n'Bone Man - "Human"
Rag'n'Bone Man, czyli Rory Graham nagrodzony parę dni temu nagrodą Brit Award w kategorii British Breakthrough Act, być może zasłużył na ten triumf. Debiutancki album jednak rozmija się nieco z oczekiwaniami.
Wykonawca: Rag'n'Bone Man
Wytwórnia: Sony Music Polska
Rok wydania: 2017

Kiedy usłyszałem utwór „Human” po raz pierwszy, pomyślałem, że Rag ’n’ Bone Man mógłby być bratem Adele. Ten sam poważny i wiarygodny ton, podobna podniosłość i gospel-popowa atmosfera. Jednak wsłuchując się w zawartość krążka pod tym samym tytułem, mam wrażenie, ze Rory chciał dobrze, a wyszło… jednostajnie. Otwierający całość wspomniany przebój robi oczywiście bardzo dobre wrażenie. Nie gorzej wypada „Innocent Man”, skrojony w klimacie specjalności brytyjskiej – białym soulu. Mike Hucknall z Simply Red i Jay Kay z Jamiroquai mogliby nieco pozazdrościć. I jeszcze nieco przejmujący refren dodaje całości solidnego i nośnego sznytu. Niestety dalej jest już gorzej. „Skin” zbudowany na niemalże identycznym patencie, co poprzednik, wypada wątpliwie, zwłaszcza w obliczu zbytecznego chóru w refrenie. „Bitter End” podobnie „niebiańsko” się niesie. A szkoda, bo nieco mroczniejszy klimat zwrotek, wskazuje, że można utrzymać go także w refrenie. Nieco ciekawiej wypada „Be The Man” z kapitalnym bitem perkusyjnym, lekko zapętlonym fortepianem i przyjemnie poprowadzonym, ciepłym refrenem. Tę część płyty ratuje też smutna ballada „Love You Any Less” z „filmową” linią fortepianu i przejmującymi smyczkami (znów kłania się Adele – do „Skyfall” sporo brakuje, ale kierunek jest dość oczywisty). A dalej jest już tylko mętnie. Nudna „Odetta” mimo starań wokalisty, ginie w kołysankowym podkładzie. Zaś w „Grace” przez całą długość trwania utworu podtrzymywane jest dziwne wrażenie oczekiwania na jakiś wybuch ekspresji. Ten, który następuje pod koniec niestety jest nieco przytłumiony. Dopiero końcówka płyty rozbudza pewną ciekawość za sprawą „Ego”, zbudowanym na rhytmandbluesowym bicie, sekcji dętej i rapie Rag ‘N’ Bone’a oraz „Arrow”, będącego dość pogodną pieśnią z kapitalnie podbitym refrenem. Po ponownie wątpliwym „As You Are”, następuje natomiast zwieńczenie płyty w postaci znakomicie zaśpiewanego acapella „Die Easy”.

Tak kończy się zasadnicza część albumu. Wersja deluxe zawiera jeszcze 7 dodatkowych nagrań. Pytanie tylko, czy na pełnowymiarowy debiut fonograficzny artysty, który - zgodnie z przyznaną nagrodą – ma tworzyć coś przełomowego, warto było pakować aż tak wiele aranżacyjnie podobnych do siebie utworów? Chyba nie. Wierzę jednak, że w przyszłości Rag'n'Bone Man jeszcze nas zaskoczy.


Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load