Recenzje

2016-01-29
Kinsky - "Copula Mundi"
Kinsky powrócił siać ferment. Reedycja „Copula Mundi”, który pierwotnie ukazał blisko ćwierć wieku temu tylko to potwierdza.
Wykonawca: Kinsky
Wytwórnia: Requiem Records
Rok wydania: 2015

Pierwszą oznakę powrotu odnotowałem podczas ubiegłorocznego Off-Festivalu. Wówczas na scenie w namiocie zespół dał intensywny, silny, obłąkany i wściekły performance. Wyszedłem z niego oszołomiony i przygnieciony. I pomyślałem sobie, że te 20 lat temu taki strzał musiał równie mocno zmieść, co wyrzucać z letargu. Wznowienie długogrającego debiutu zespołu przypomina, a jednocześnie nakreśla złożoność zjawiska, jakim jest Kinsky.

W bardzo ładnie wydanej książeczce, będącej główną częścią tego wydawnictwa już na początku czytamy: Artysta jest soczewką skupiającą wszelkie przemiany. I właściwie ten cytat stanowi wykładnię filozofii twórczej zespołu.Podobnych myśli jest jeszcze kilka, a dopełnia je opowieść o realiach wczesnego kapitalizmu, w jakich zespół działał przed ćwierćwieczem.Muzyczną zawartość „Copula Mundi” otwiera „Coincidentia Oppositorum”, w którym industrialno-katakumbowe intro przechodzi w jazzrockowo-metalowe szaleństwo, poprzetykane złowieszczym, dadaistycznym głosem Paulusa. „O Powinnościach Ludzi Zamożnych” początkowo mantruje, by po chwili złamać schemat kolejnymi mniej lub bardziej awangardowymi figurami rytmicznymi. To wszystko płynnie przechodzi w pokręcone „Lamentabili” i uberpunkowy „L'Homme-Machine”. „Operę Posthuma” wypełniają natomiast echa industrialu wraz z rozpaczliwymi paulusowymi wyziewami, które kończy niepokojącą partia gitary akustycznej. Po miniaturowej metalizie „Historie de L'Olei Joint” następuje z kolei „Multiplied By Hypercube”, brzmiący jak skrzyżowanie Joy Division z Mayhem. Zapętlony i przesycony „Der Mensch Ist Was Er Isst“ to kolejny skok na ukos i nieco mylące wprowadzenie dla zmutowanej „Harmonii Praestability”. Punktem kulminacyjnym całości jest jednak manifestujące „Światłem Ciała Jest Oko” (a czy łączy się jakoś z cytatem przytoczonym nieco wyżej, trzeba - zgodnie z podejściem zespołu - ocenić samemu). Końcówka płyty w postaci „Mistici Corporis Christi”, „Rectangular Seal” i zapętlonego „Les Fleurs Du Mal”, również nie dopieszcza uszu, ale po wcześniejszych ciosach, raczej skutecznie uzupełnia (dobijają) całość. „Mediator Iscariota” potraktować można jako wisienkę na tym rozrzuconym wokół sonicznym torcie.

Trudno to wszystko jednoznacznie przyjąć, bo zawartość „Copula Mundi” to jedno, a koncerty zespołu, na których dźwiękowe szaleństwo dopełnione jest równie poruszającą stroną wizualną, to osobna kwestia. Do doświadczania twórczości Kinsky w obu tych formach serdecznie jednak zachęcam.

Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load