Recenzje

2016-02-08
The Cult - "Hidden City"
"Hidden City" to trzecia i ostatnia część trylogii, na którą składają się jeszcze albumy "Born Into This" z 2007 roku i "Choice Of Weapon" sprzed 4 lat.
Wykonawca: The Cult
Wytwórnia: Cooking Vinyl
Rok wydania: 2016

Wydany w 2012 roku album "Choice Of Weapon" był miłą niespodzianką dla fanów The Cult po kilkunastu latach otrzymywania od tego zespołu płyt przeciętnych lub po prostu słabych. Było to najlepsze wydawnictwo Iana Astbury'ego i jego ferajny od przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku. Gdy doszły nas słuchy, że The Cult nagrywa nowy materiał, byłem ciekaw, czy grupie uda się podtrzymać wysoką formę sprzed czterech lat czy też może (nie daj Boże) "Choice Of Weapon" było jednorazowym wyskokiem?

Już pierwsze single promujące "Hidden City" zaostrzyły apetyt na ten album. I nie zawiodłem się, gdyż jest to kolejne po "Choice Of Weapon" wydawnictwo The Cult nawiązujące do najlepszych dokonań tego zespołu z drugiej połowy lat 80. i początku 90. To solidna dawka hardrocka jakby żywcem wyjęta z kultowego albumu "Electric" z 1987 roku wymieszanego z odrobiną nowofalowych klimatów z wydanego dwa lata wcześniej krążka "Love" i szczyptą nowoczesnych brzmień z nieco zapomnianej płyty "The Cult" z 1994 roku. Na "Hidden City" słyszę muzyków, którzy czerpią młodzieńczą radość z grana. Ian Astbury czaruje swoim głosem, Billy Duffy atakuje słuchacza mocnymi riffami i solówkami, a John Tempesta nakręca całość świetną grą na perkusji (gdy trzeba atakuje w bębny ze wściekłością, by za chwilę tworzyć intymny klimat delikatnymi uderzeniami w perkusję). 

Jedną z zalet "Hidden City" jest znakomity balans między utworami dynamicznymi a balladami. Płyta ma odpowiednie tempo i jasny układ: kilka utworów szybkich, 1-2 nastrojowe kompozycje, znowu kilka piosenek dynamicznych, po czym zwolnienie prędkości. I ballada na zakończenie czyli specialite de la maison The Cult. Nie od dziś wiadomo, że mało kto potrafi wyczarować tak piękny klimat w balladach jak Astbury i spółka. Posłuchajcie tylko zamykającej płytę piosenki "Sound And Fury" opartej na cudownej partii pianina (instrument ten pojawia się jeszcze w kilku utworach na tym albumie) czy czwartego na płycie "In Blood".

Po wysłuchaniu "Hidden City" mam już pewność, że The Cult powróciło na właściwe tory po dwóch dekadach błądzenia i szukania drogi. To znowu ten sam znakomity kolektyw, z jakim mieliśmy do czynienia 25-30 lat temu. 

Autor: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load