Recenzje

2016-02-18
The Shipyard - "Niebieska Linia"
Trzeci album trójmiejskiej grupy The Shipyard to najbardziej dojrzałe i najlepsze dzieło tej formacji.
Wykonawca: The Shipyard
Wytwórnia: 2.47 Records / Warner Music
Rok wydania: 2016

Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego The Shipyard nie zyskuje w naszym kraju uznania na jakie zasługuje? Grupa łączy w dobrym stylu melodyjność i melancholię charakterystyczną dla trójmiejskiej gitarowej sceny alternatywnej z zimnofalowym oraz post-punkowym mrokiem (to zasługa współzałożyciela grupy i basisty Piotra Pawłowskiego znanego z grupy Made In Poland). Pierwsze dwie płyty The Shipyard, choć nie przekonywały w 100%, to jednak nie pozostawiały słuchacza obojętnym, na pewno intrygowały, wciągały, serwowały dużo emocji oraz fajnych piosenek. Pomimo to, zespół funkcjonował gdzieś na uboczu rodzimej sceny muzycznej. "Niebieska Linia" jest płytą, która powinna tę sytuację zmienić. To pierwszy album The Shipyard, który nie tylko jest najbardziej zróżnicowany pod względem nastrojów, ale także najbardziej spójny muzycznie. Każda piosenka na "Niebieskiej Linii" tworzy idealnie dopasowaną cegiełkę, z której zbudowany jest solidny gmach, jakim jest ten album. 

Ten album jest skonstruowany według recepty Hitchcocka: "Najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie musi narastać". Już otwierający płytę utwór "Kruki i Wrony" (z wpadającym w ucho motywem gitary nawiązującym do "Love Like Blood" Killing Joke) daje albumowi porządnego kopa. Dalej jest jeszcze lepiej. Znajdą tu coś dla siebie zarówno miłośnicy gitarowych czadów ("Na Barykady", "Wielka cisza", przypominające dokonania Placebo "I Got The Feeling"), jak i ci (zwłaszcza ci), którzy gustują w bardziej nastrojowym graniu. W tej kwestii The Shipyard osiągnęli na tym wydawnictwie mistrzostwo (fantastyczna wersja "Nightcall" Kavinsky'ego; wyciszone, zaśpiewne niemal a capella "We Are At Sea"; "kjurowskie" "Morze Las" z fantastyczną partią saksofonu i zamykający płytę, blisko 9 minutowy utwór tytułowy, w którym dzieje się więcej niż na całych płytach niektórych artystów). Niespodzianką dla fanów może być nawiązująca do stylistyki reggae kompozycja "Oceany", która z powodzeniem może podbić playlisty komercyjnych stacji radiowych. Całość jest zagrana z "pazurem", jest pełna energii i czuć, że "Stoczniowcy" mieli frajdę nagrywając tę płytę. Ten zespół to bez wątpienia sprawnie działający mechanizm, który ma swój styl i charakter. Klasa sama w sobie. Do tego albumu będziemy jeszcze wielokrotnie wracać. 


Autor: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load