Recenzje

2012-09-23
Peter Cincotti - "Metropolis"
Stojąc na rozdrożu swojej kariery Peter Cincotti nagrał nowy, czwarty już album. Niestety, jest to jego najsłabsza płyta.
Wykonawca: Peter Cincotti
Wytwórnia: Telarc
Rok wydania: 2012

Kup w

Peter Cincotti jest bez wątpienia jednym z najciekawszych, młodych, amerykańskich wokalistów jazzowych. Jest artystą z sukcesami na scenie jazzowej, brał także epizodyczny udział w kilku filmach ("Spider-Man 2", "Beyond The Sea"). I oto ten artysta postanowił nagrać płytę, która, jak na to wszystko wskazuje, ma być próbą dotarcia do szerszej, a przede wszystkim młodszej publiczności. Potrafię zrozumieć jego zamiary: ma 29 lat, dobrze wygląda, dysponuje ciepłym, ciekawym głosem. Idealny materiał na idola kobiet w średnim wieku. Tylko, iż nagrywając "Metropolis" strzelił sobie raczej "w stopę". Płyta nie zdobędzie serc jego fanów, którzy pokochali go za poprzednie trzy, bardzo dobre krążki, zaś młodsi słuchacze mają do dyspozycji takich wykonawców jak: One Republic, Robbie Williams, Coldplay czy Hurts. A propos ostatniej z tych grup: nagrywając ten album, Peter musiał chyba często słuchać debiutanckiej płyty Hurts. Czyż otwierające płytę, najlepsze na płycie utwory "Metropolis" i "My Religion", nie brzmą jak żywcem wyjęte z albumu "Happiness"?

Niestety, czym dalej tym jest gorzej. Cincotti nie może się zdecydować, czy chce brzmieć jak Robbie Williams lub One Direction, czy też chce jednak przemycić na "Metropolis" coś z dawnych, jazzowych czasów.  W efekcie znakomita większość z dwunastu utworów brzmi nijak. Jest to pop-rock pozbawiony emocji. Są tam jaśniejsze punkty, jak chociażby wspomniane już dwie kompozycje z początku płyty, rockowo-jazzowy "Nothing's Enough", wyróżniający się fajną, zapadającą w pamięci melodią "Magnetic" czy też "Graffiti Wall", który mógłby z powodzeniem trafić na debiutancki album Robbiego Williamsa. Na pewno atutem płyty jest śpiew Cincottiego, na pewno ta płyta jest lepsza od większości podobnych, współczesnych produkcji. Ale poprzednimi albumami Peter ustawił tak wysoko poprzeczkę, że "Metropolis" nie można nazwać inaczej jak "rozczarowaniem". Jednak liczę, że już jego kolejna płyta będzie kolejnym krokiem naprzód. Na razie Cincotti stoi na rozdrożu i nie wie, którą drogę wybrać. Ja z ciekawością poczekam, aby zobaczyć, jakiego dokona wyboru.  

Autor: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load