Wywiady

Morświn

2021-07-06

Grali ze sobą od lat przy różnych okazjach. Wreszcie postanowili tę współpracę utrwalić, zakładając zespół Morświn. Płyta „Rewolucjaaa” jest pierwszym trwalszym zapisem tej artystycznej podróży. Dwie krakowskie legendy Marcin Świetlicki i Małgorzata ‘Tekla’ Tekiel, opowiadają, jak to jest współegzystować na własny sposób.

Rozmowa z: Małgorzata Tekiel/Marcin Święcicki

MM: Graliście ze sobą nie raz, ale co było tym czynnikiem, który ukonstytuował twór o nazwie Morświn?

MŚ: Jakiś klej pewnie (śmiech). Kleiliśmy się do siebie od jakiegoś czasu, aż wreszcie znaleźliśmy właściwy klej… Myślę, że wynikło to z potrzeby oraz z nudy. Znudziliśmy się naszymi poprzednimi muzycznymi partnerami, więc rzuciliśmy się na siebie.

MT: Bardzo dobrze nam się pracowało przy płycie z utworami Lecha Janerki. Materiał morświnowy graliśmy jeszcze w duecie, który wówczas miał różne nazwy. Okazało się, że to żre, więc postanowiliśmy zrobić zespół i nagrać te utwory na płycie oraz zaprosić na nią ludzi, którzy są utalentowani tak samo jak my (śmiech). Paulina Owczarek, która gra z nami w zespole, jest saksofonistką totalną.

MM: Panie Marcinie, skoro Świetliki są żoną, to czy Morświn to kolejna z Pana kochanek?

MŚ: Tak to właśnie jest, że się zakochuję, ale też żadnej kochanki nie rzuciłem.Jedynie coraz rzadziej z nich korzystam (śmiech). Znając jednak mój charakter, boję się, że za rok lub dwa znajdę sobie nową. Ale Tekli w pewnym sensie wierny będę.

MT: A ja Marcinowi. Istnieje ewentualność, że za jakieś 10 lat będziemy mieli swój 85-ty zespół. Dużym ułatwieniem jest to, że jesteśmy z tego samego miasta, zawsze łatwiej pracuje się będąc blisko, zwłaszcza w pandemicznym czasie.

MŚ: Poza tym zespół to nie tylko porozumienie muzyczne, czy psychologiczno-ideologiczne, ale też to, że z Teklą się miło podróżuje oraz dobrze spędza czas przed i po koncercie. Z nią jest po prostu łatwo. Poza tym nie ma konfliktu charakterów, co też jest bardzo ważne. Grywałem w dużych zespołach pięcio-, sześcio-, czy siedmioosobowych i zawsze ktoś marudził albo komuś się coś nie podobało. To utrudnia pracę. Tutaj tego nie ma.

MT: To samo mogę powiedzieć o Marcinie.

MM: Materiału mieliście ponoć i na 3 płyty. Tymczasem „Rewolucjaaa” trwa winylowo 39 minut.

MŚ: Od początku myśleliśmy o tym, by była to płyta z przeznaczeniem na winyl, ponieważ nagrywanie płyt ponadsiedemdziesięciominutowych jest trochę bez sensu. Sam najbardziej lubię płyty czterdziestominutowe, bo mają lepszy przekaz.

MT: Tak, to jest akuratna dawka. Poza tym nagrywaliśmy piosenki z myślą o płycie winylowej, wiedząc, że mamy po 21 minut na stronę. Stąd takie ułożenie.

MM: A jak to wyglądało pod kątem tekstowym? Były one gotowe wcześniej i dopisywane do form muzycznych, czy też rodziły się na gorąco?

MŚ: Chyba wszystkie były napisane wcześniej, oprócz utworu tytułowego, który częściowo był pisany na świeżo. Reszta powstała wcześniej. Graliśmy te utwory po wydaniu zbioru „Ale o co ci chodzi?” i brałem do tego świeżo napisane wiersze z tamtej książki. Co ciekawe, książka miała bardzo złe recenzje, a płyta ma bardzo dobre (śmiech).

MM: Te soundscape’y w tle „Mowy Nienawiści” to Michał Wandzilak?

MT: To jest tylko i wyłącznie bas. Nagraliśmy go we trójkę na żywo. A to, co słyszysz w tle, to efekt Eventide H9.

MM: Nawiązując do tego fragmentu, gdzie zmienia Pan ‘babę’ na ‘panią’ – nie macie wrażenia, że poprawność polityczna zabrnęła ostatnio trochę za daleko?

MŚ: Gdybym miał się stosować do tego, czego oczekuje poprawność polityczna… Zresztą tutaj nie chodzi o poprawność polityczną, ale o językową, bo to nie ma żadnego związku z polityką. Gdybym miał się do tego stosować, to właściwie nie byłbym w stanie nic napisać. A w tym tekście chodziło o żarcik. Oryginalnie to była baba i tak ją widziałem (śmiech).

MT: Pamiętam moment, kiedy Marcin zmienił ten tekst. Graliśmy koncert w „Koneserze” w Warszawie w ubiegłym roku. On improwizuje z tekstami na żywo,  a ta zmiana została w tekście na stałe.


MM: A „Stary Skończony” miał najpierw partię basu, a potem Paulina dograła saksofon?

MT: Tak.Ten riff powstał w 1998 roku i w żadnym z moich stałych składów nie był wykorzystany. Dobrych kilka lat temu zagrałyśmy go z Pauliną na „Gadającym Psie”, później już graliśmy go z Marcinem. Tam jest takie przesunięcie, które nie wychodziło w innych konfiguracjach. Oprócz tych wszystkich energii i improwizacji, które są na tej płycie, zależało mi także na precyzji nagrania, dlatego ten bas nagrałam najpierw w domowym studio, a potem Paulina dograła saksofon. „Stary Skończony” jest muzyczną pigułą.

MM: ”RB” to chyba najlepsza elegia dla Roberta Brylewskiego, jaką słyszałem.

MT, MŚ (razem): Dziękujemy.

MM: Panie Marcinie, odnosząc się z kolei do „Tyk Tyk”, chciałem zapytać, czy Pan czuję potrzebę wzmożonej aktywności?

MŚ: Ten wiersz był napisany 3-4 lata temu i wówczas odczuwałem taką potrzebę. Teraz nie odczuwam.

MT: Ja odczuwam (śmiech).

MŚ: To jest dla mnie bardzo wymagający numer na koncertach, bo muszę mieć kontakt z Teklą zupełny, bo staramy się robić różne myki jednocześnie, a nie są to szczególnie rytmiczne sprawy.

MT: ‘Tyktykujemy’ się razem.Zresztą nagrywaliśmy go razem na setkę.

MM: Czemu w tytuł „Polska 9”? Czy to nawiązanie do „Revolution 9” The Beatles?

MŚ: Nie, to jest taki ciekawy przypadek, że od kilkudziesięciu lat w moich książkach pojawiają się wiersze pt. ”Polska”i ja je numeruję. Jest ich już zdaje się 13. Okazało się, że ten z numerem 9 nadał się na piosenkę. A że „Revolution 9” też się pojawiła na jednej stronie winyla, to taka ładna zbieżność nam wyszła.

MM: Muszę Was zapytać o to, jak powstała sama „Rewolucjaaa”, bo jest to rzecz epicka i zdaje się być kluczem dla całej tej płyty.

MT: Marcin wpadł na pomysł tego utworu. Napisał do parunastu osób, ja napisałam do kilku. Wszyscy przysłali różne swoje dźwięki. nagrali je osobno, w kuchniach, wannach, ogrodach itd. Wrzuciliśmy wszystkie te puzzle do sesji, 44 ścieżki. Przed odpaleniem sesji miałam obawy, czy uda się uszyć ciekawą muzykę, przecież każdy zagrał w innym tempie, innej tonacji, z różną energią. A tymczasem te dysonanse, które się tam pojawiły, zaczęły współbrzmieć. Poszczególne ścieżki były punktem wyjścia, wzięliśmy do ręki nożyczki i powstała suita. Wszystko ze sobą współgra.

MŚ: Biorąc pod uwagę ilość tych ścieżek, myślałem, że to będzie bardziej stuknięta kompozycja, zbliżona do wspomnianego wcześniej numeru The Beatles. A tutaj zaczęło się wszystko pięknie ze sobą układać i kleić. W tym momencie nie mam poczucia, że jest to jakaś awangardowa kompozycja.

MM: Będziecie ją grali na żywo?

MŚ: Nie, ponieważ nie dalibyśmy rady oraz byłoby to nudne na scenie.Bardzo chętnie sprzedalibyśmy ten utwór jakiemuś baletowi. Chciałbym zobaczyć piętnastominutową etiudę baletową do tego numeru, ale nie granego na żywo.

MM: Panie Marcinie, ukaże się zbiór Pana 444 wierszy? Na „Wierszach” sprzed 10 lat było zdaje się 535 wierszy. To się jakoś pokrywa?

MŚ: Tamten zbiór dotyczył 9 moich pierwszych książek oraz niepublikowanych, rozproszonych, a ten jest wyborem z 13 moich książek, czyli pojawiają się 4 następne. Zrobiłem taki duży wybór, bo się tyle uzbierało, a ludzie płaczą, że nie mają tamtego. Zatem będzie to zbiór z całego mojego dorobku, wiersze wybrane przeze mnie i ułożone chronologicznie. Wyrzuciłem wiersze niefajne a zostawiłem fajne. 

MM: Dziekuję za rozmowę. 

Foto: Ola Kania


Rozmawiał: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load