Wywiady

Cukier

2021-09-06

Duet Cukier wydał drugą płytę zatytułowaną "CK Anderson", która jest następcą znakomicie przyjętego ubiegłorocznego debiutu "Jeden". Z tej okazji po raz kolejny porozmawialiśmy z Bartkiem Caboniem, który opowiedział nam między innymi o tworzeniu "CK Anderson".

Rozmowa z: Bartek Caboń

- Pracę nad nową drugą płytą zaczęliście jeszcze w okolicach premiery debiutanckiego albumu czyli ponad rok temu. Czy nagrywając „CK Anderson” mieliście znany wśród muzyków tak zwany „syndrom drugiej płyty” czyli poczucie, że tym albumem musicie potwierdzić sukces debiutu?

- Nie, raczej takiego ciśnienia nie czuliśmy. Pracowaliśmy nad tą płytą w zupełnym spokoju. Dojrzeliśmy jako artyści, nabraliśmy pewności w kwestii czym jest nasz duet Cukier, czego możemy i powinniśmy oczekiwać od siebie samych, od naszej muzyki, a przede wszystkim i co najważniejsze: sprawdziliśmy, czym jest Cukier w wersji koncertowej. Bo jest to nasze wcielenie, które jest siłą, która zaskoczyła nas samych.

- Czy to brzmienie koncertowe przenieśliście do wersji studyjnych?

- W jakimś sensie tak. To są dwie siły które się ze sobą zmieszały czyli ta praca w studiu nagraniowym oraz praca z myślą o koncertach. Pomysły sceniczne wykorzystaliśmy też podczas pracy nad nowymi nagraniami.

- „CK Anderson” był nagrywany podczas pandemii. Czy ten pandemiczny nastrój miał wpływ na brzmienie i ogólny kształt tej płyty?

- Cukier jest bardzo chłonny na różne wpływy z zewnątrz. Pandemia miała ogromny wpływ na klimat tej płyty, co słychać niemal w każdej piosence. Jeśli przy pierwszej płycie mieliśmy konflikty artystyczne między sobą i z tych różnych tarć powstał debiutancki album, tak teraz mieliśmy konflikt z otaczającym nas światem i to nam dało energię, żeby nagrać „CK Anderson”.


- Co miało wpływ na to, że podjęliście decyzję, aby ta płyta była takim „concept albumem”?

- To był naturalny proces. Jak wspomniałeś, był to materiał robiony podczas pandemii, więc tematyka płyty jest zwarta. To nam się jakoś samo tak ułożyło. Pomyśleliśmy sobie: „Kurczę, to jest przecież jeden czas, jedna tematyka”. Ubraliśmy to więc w jeden mianownik, którym jest tytułowy Anderson.

- Kim jest ten CK Anderson? Czy jest to alter ego któregoś z Was czy jest to postać uniwersalna?

- To jest ktoś, kogo można podpiąć pod każdego z ludzi, taki Kowalski  lub Nowak. Idąc bezpośrednio za Andersonem, ten każdy z nas, jeśli przejrzy na oczy, może stać się kimś zupełnie wyjątkowym.

- Jest to płyta bardzo eklektyczna pod względem brzmieniowym – słychać na niej rocka, hip-hop, drum’n’bass. Czy ten eklektyzm był efektem naturalnego procesu czy też każdy z Was dążył w stronę swoich stylistyk?

- Tak jak w przypadku pierwszej płyty wyszło to zupełnie naturalnie. Muzyka wychodzi od Amka (Amadeusza Krebsa-przyp. GS), więc wątpię czy on się dłużej zastanawia nad tym, jaki to ma być gatunek. Po prostu siada i zaczyna tworzyć muzykę. Tam, gdzie go poniesie twórcza myśl, to tak te piosenki brzmią. I to jest taki fajny „cukrowy” styl tworzenia muzyki. Ta eklektyczność po prostu w nas jest.

- Znając tempo Waszej pracy zakładam, że myślicie już o trzeciej płycie…

- Zgadza się (śmiech). Wkrótce będziemy wydawać taką ep-kę, na której znajdą się kompozycje będące naszym powrotem do takiego hip-hopowego, oldschoolowego brzmienia. To będą cztery premierowe numery, które będą utrzymane w bardziej surowej stylistyce. Ale to tylko będzie taka chwilowa „odskocznia”, bo zapewne wkrótce potem wrócimy do „cukrowych” eksperymentów.

- Dziękuję za rozmowę.

Foto: Ola Bodnaruś

 


Rozmawiał: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load