Wywiady

WIJ

2021-09-11

Wij to specyficzne trio protometalowców, którzy nazwę swej formacji zaczerpnęli z tytułu opowiadania Nikołaja Gogola, horroru napisanego w oparciu o ludowe wierzenia o wiedźmach i demonach. Podobną zresztą tematykę podejmują na świeżo wydanym długogrającym debiucie „Dziwidło”, o którym opowiedziała mi wokalistka i autorka tekstów Tuja Szmaragd.

Rozmowa z: Tuja Szmaragd

MM: Wij to trzygłowy stwór wypełzający nocami z warszawskich piwnic. Chrzęszcząc snuje w swoim ojczystym języku pieśni o  przedwiecznych tajemnicach. To także stawonóg - małe, przypominające stonogę zwierzę żyjące w ciemnościach i żywiące się szczątkami martwych zwierząt. Zanim przejdziemy do genezy albumu, powiedz skąd taka tematyka w waszym zespole?

TS: Wszystko co ma rogi, macki, pełza w mroku i złorzeczy, świetnie wpisuje się metalowe imaginarium. Estetyka starego kina grozy jest mi bardzo bliska. Wyobraźnia zawsze zdawała mi się potężniejsza od logiki, więc czuję się w tym sosie równie swobodnie jak Cthuhu w R'lyeh.

MM: Odbieram to także jako swoistą formę paleontologii. Patrząc na tytuł płyty - ‘Dziwidło’ to olbrzymia roślina o łacińskiej nazwie Amorphophallus titanum, nazywane także ‘trupim kwiatem’ ze względu na wydzielaną woń przypominającą rozkład padliny.- nawet kłania się botanika.

TS: Tak, lubię czytać o dziwnych stworzeniach i roślinach. Czasem odpalam przypadkowy artykuł na Wikipedii o jakimś żyjątku i niemal zawsze okazuje się, że to świetny temat na piosenkę. Np. staroraki, skrzypłocze zwane też mieczogonami – wiesz, że ich krwią odkaża się sondy kosmiczne?! Dziwidło wygląda niesamowicie, ale jest też machiną zniszczenia - zapachem padliny przyciąga naiwne robactwo. Niektóre odmiany zwie się "językiem smoka". Odkrył je nomen omen Doktor Drakenstein! Tak się składa, że tuż przed premierą naszego albumu dziwidło po raz pierwszy zakwitło w Polsce. Nikt się tego nie spodziewał, to chyba jakiś cuchnący chuch przeznaczenia.

MM: Przechodząc do kwestii muzycznej, wiem, że jesteście określani mianem zespołu protometalowego. Tymczasem słuchając "Dziwidła", odniosłem wrażenie, że gracie normalnego podkręconego Twoim wokalem rock and rolla.

TS: Niektórzy mówią, że protometalu nigdy nie było. Tym lepiej - jednorożce też nie istniały, a poświęcono im więcej powieści, niż koniom. Nie jestem specjalnie przywiązana do tego określenia, w nazwie fanpage'a chcieliśmy po prostu jakoś zajawić, zaintrygować. Sama nazwa "Wij" Facebookowi mówi niewiele, zwłaszcza że po holendersku znaczy "my".

MM: Twoje teksty charakteryzują się sporą ilością pętli językowych. Najlepszym przykładem jest "Madame", w którym - nomen omen - Twój wokal się właściwie wije.

TS: Faktycznie, trudność pisania tekstów piosenek w j. polskim leży w długości wyrazów. W porównaniu do j. angielskiego, zdania mierzy się w kilometrach. Traktuję to jednak jako przyjemne wyzwanie, pozwalające na większą zabawę z podziałem rytmicznym. Z j. polskim w rocku jesteśmy mniej osłuchani, dlatego teksty pisze się trudniej, ale to nie znaczy, że gorzej. W refrenie "Madame" psi skowyt wyraża za to więcej niż tysiąc słów.

MM: Z kompozycją z repertuaru Venom odeszliście się dość żwawo. Jak zatem "W przymierzu z diabłem" ma się do reszty tematycznie?

TS: Moim zdaniem i tekstowo, i muzycznie ten cover nie odbiega klimatem od naszych autorskich kawałków. Venom to też bardziej rock&roll, niż metal, a sam Szatan, cóż, ma wiele twarzy. Oziębła Madame sprowadza na manowce z taką samą skutecznością jak tradycyjny rogaty. „Czerw”, oparty luźno na motywach wiersza "Jadwiga” Bolesława Leśmiana ma głęboko ateistyczny przekaz.” Tyrania Trupa” zawoalowany, ale jednak zdecydowanie antykościelny. „Żmij”, przedstawiciel pogańskich wierzeń Słowian, również ma w głębokim poważaniu "niewolników światła".


MM: Materiał wyprodukował Haldor Grunberg. Czyj to był pomysł, by to jego zaprosić do współpracy?

TS: Nie pamiętam już dokładnie, kto wpadł na ten pomysł, ale od razu się zgodziłam. Bardzo lubię jego zespół Mentor, wysoko sobie cenię jego realizacje i muzyczną kumację. A poza tym to strasznie fajny gość. Cieszę się, że znalazł czas na sesję z nami, bo ma mega napięty grafik. Nagrania zrealizowaliśmy w domu Mikołaja, naszego perkusisty. Gotowaliśmy, plotkowaliśmy, lataliśmy z mikrofonami, paliliśmy lulki w ogrodzie, no i nagrywaliśmy. To było mega przyjemne doświadczenie, zero stresu.

MM: Podejrzewam, że takich opowieści, które przestawiliście na "Dziwidle", macie bez liku. Płyta ma raptem 36 minut. Czy coś na nią nie weszło?

TS: Zastanawialiśmy się nad powtórnym nagraniem jeszcze kilku numerów, które wcześniej wyszły na tylko na demówkach - "Królowa jest głodna" czy "Na dnie moich oczu" - cover Breakoutu, ale stwierdziliśmy, że czas na nowe. Na koncertach gramy też czasami cover "Stosu", megahitu polskiego metalu. W zanadrzu oczywiście są całe fury opowieści dziwnej treści. Znajdą one swoje miejsce na kolejnej płycie, którą już powoli planujemy.

MM: Ten cover Breakoutu ma swoje uzasadnienie - Twój głos przypina ten należący do Miry Kubasińskiej.

TS: Słyszałam to od wielu osób i choć bardzo sobie cenię talent i artystyczną osobowość Miry, to nie była to zamierzona inspiracja. Cieszą mnie jednak te porównania, bo śpiewała świetnie i miała wampirzy urok Barbary Steele. Piosenka jest przejmująca. Motyw nieuchronnie nadchodzącej katastrofy przed którą nie ma ucieczki i w obliczu której możemy jedynie wyszarpywać dla siebie chwile swobody, zawsze mnie porusza. Powinien zresztą chyba poruszać każdego, bo wszystkich nas w równym stopniu dotyczy.

MM: Klip do utworu "Kat" liczy ponad rok. Planujecie jeszcze jakiś obrazek?

TS: Jasne, w kolejce najbliższych działań jest zrobienie teledysku, ale nie mamy jeszcze konkretów.

MM: A koncerty?

TS: 24.09 gramy w 2 kołach z Toxxxik Flash i Swayzee, 1.10 w Chmurach z Hypnozaurem i Poison Heart. To w Warszawie, ale mam nadzieję, że lada chwila ruszymy w trasę do innych polskich miast.

Foto: Piotr Franaszczuk


Rozmawiał: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load