Wywiady

Jungle

2021-10-04

Po 3 latach od wydania „For Ever”, brytyjski duet Jungle powrócił z pełną słońca i tanecznych rytmów płytą „Loving In Stereo”. Tom McFarland i Josh Lloyd-Watson po zażegnaniu wszelkich problemów natury osobistej, postawili na dobrą zabawę. Drugi z panów, siedząc w jednym z angielskich pubów, opowiedział mi online o nowym dziele zespołu.

Rozmowa z: Josh Lloyd-Watson

MM: Po przesłuchaniu “Loving In Stereo” pomyślałem, że może przestanie mi brakować Daft Punk

JL-W: (śmiech) Chyba wiem, co masz na myśli. Nie było to co prawda do końca naszą intencją, ale porównania do Daft Punk pojawiają się teraz przy okazji tej płyty nawet częściej, niż wcześniej.

MM: "For Ever" było słodko-gorzką płytą. Pierwsza połowa była bardzo radosna i jasna, a drugą przepełniała melancholia i smutek. W przypadku tej płyty mam wrażenie, że pierwsza połowa jest radosna, a reszta ma klimat stricte retro.

JL-W: Masz rację, ale „Loving In Stereo” powstawało w zupełnie innych okolicznościach, niż „For Ever”. Mieliśmy duży komfort, byliśmy skupieni na pracy. Poza tym wyprostowały się nasze sytuacje życiowe. A retro? Czemu nie. Nie chcemy ‘komputeryzować’ naszej muzyki, tylko sięgać do tych patentów, które nas inspirują. Muzyka z lat 70 i 80 jest wspaniała. Wtedy powstały najlepsze taneczne kawałki. Chciałbym, żeby ludzie przy tej płycie bawili się nieustannie.

MM: Przechodząc zatem do utworów: czemu “Dry You Tears” jest takie krótkie? Wiem, że smyczki pochodzą z jednego z waszych utworów “Don’t You Cry Now”, który wyszedł w Japonii na stronie B jednego z singli, ale brzmią wspaniale. Przypominają mi niektóre kawałki Jamiroquai.

JL-W: Och, uwielbiam Jamiroquai! Do dziś tworzą wspaniałe rzeczy. Jay Kay zawsze miał tendencję do wzbogacania brzmienia zespołu orkiestracjami. Tym razem go przebiliśmy, bo na naszej płycie zagrało 50 osób (śmiech). Chcieliśmy by “Dry Your Eyes” było delikatnym wprowadzeniem do płyty. Co ciekawe – ten utwór stworzyliśmy jako ostatni, kiedy zastanawialiśmy się nad tym, jak ta płyta powinna się zaczynać. Pierwotnie miała się zaczynać od „Fire”. Ostatecznie jednak uznaliśmy, że chcemy czegoś krótszego. Wykorzystaliśmy jedynie fragment smyczków, gdyż to wprowadzenie miało być takim ‘teaserem’. Ma przyjemnie otwierać całą płytę i zapraszać do zabawy.

MM: Skoro wspaniałeś o „Fire”, to czemu nie wydaliście tego utworu razem z „Talk About It”?

JL-W: Ponieważ wbrew pozorom te utwory różnią się od siebie w tematyce. Pewnie odnosisz się do wypowiedzi Toma, który zasugerował, że chcieliśmy, by te utwory były bliźniacze. I rzeczywiście „Talk About It” powstało z inspiracji „Fire”. Natomiast jest to utwór znacznie bardziej osobisty. Tom napisał go dla swojego przyjaciela. Wykorzystaliśmy jedynie podobne patenty dla obu utworów. Myślę, że udanie.


MM: Z kolei “Truth” brzmi jak utwór surf rockowy według Jungle.

JL-W: To bardzo nietypowy utwór w naszym dorobku. Jeśli znasz naszą twórczość – a z tego, co słyszę – tak, to wiesz, że w naszych kawałkach nie ma zbyt wielu gitar. A zwłaszcza zagranych w taki sposób. Puściliśmy wodzę fantazji i trochę się powygłupialiśmy. Tego utworu w ogóle nie miało być na płycie! Tak się nam jednak spodobał, że uznaliśmy, że naszym słuchaczom też może się spodobać. Surf rock jest jak najbardziej dobrym tropem, bo chcieliśmy by to nagranie miało klimat starych kawałków Beach Boys lub garażowych nagrań z lat 60.

MM: “Loving In Stereo” ma w sobie mnóstwo nadziei. Sprawia wrażenie bardzo pocieszającej płyty, a jednocześnie relaksującej.

JL-W: Wow, pięknie to ująłeś! Myślę, że o to nam chodziło, zwłaszcza po tych ‘nierównościach’, które były na „For Ever”. Tak jak już wspomniałem – pracowaliśmy w dobrej atmosferze i chcieliśmy, by udało się ją przenieść na ten album. Jeśli muzyka daje radość, to czego chcieć więcej?

MM: Na płycie pojawiło się dwójka gości.

JL-W: Tak. W utworze “Romeo” pojawił się zajebisty raper – Bas. Sam się do nas odezwał. Poznaliśmy się na Coney Island, następnie przyjechał do Church Studios w Londynie i nagrał swoje wersy. Z kolei w „Goodbye My Love” zaśpiewała Priya Ragu, wokalistka o korzeniach szwajcarsko-indyjskich. Wspaniała kobieta! Nagraliśmy kilka kawałków w londyńskim studio Sleeper Sounds, należącym do Guya Chambersa (autora wielu piosenek Robbiego Williamsa – przyp. MM). „Goodbye My Love” to jeden z tych utworów, który powstał pod koniec dnia w studiu. Słychać na nim mnóstwo ciepłych brzmień, a resztę zrobiła Priya.

MM: Ruszyliście już w trasę…

JL-W: …i nie masz pojęcia, jak się z tego powodu cieszę! Pandemia dała nam porządnie w dupę. Do tej pory zagraliśmy głównie w Anglii, gdzie po Brexicie wszystko jest dodatkowo utrudnione. Zaraz lecimy do Stanów. Mam jednak nadzieję, że wszystko się uda i będziemy mogli zagrać, gdzie tylko będzie można – także w Polsce.

MM: Dziekuję za rozmowę. 

Foto: Anna Victoria


Rozmawiał: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load