Wywiady

Leski

2021-10-05

Leski wydał trzeci album w dyskografii zatytułowany "Supersam". Jak powstawała ta płyta i jak tworzone były teksty na ten album - o tym możecie się dowiedzieć z naszego wywiadu z Artystą.

Rozmowa z: Leski

- W tym roku stuknęła Ci „czterdziestka”. Czy ta rocznica miała wpływ na sentymentalno-wspomnieniową tematykę tego albumu?

- Nie miało to żadnego wpływu. Właściwie dopiero teraz mi przypominasz (śmiech). Nie jest to dla mnie jakaś szczególnie ważna data. Obyło się bez imprez. Trudno powiedzieć, skąd ten powrót do przeszłości. Teksty na płytę zacząłem tworzyć podczas sesji nagraniowych, bezpośrednio przed mikrofonem, więc nie było czasu na jakieś szczególne rozmyślania. Wprawdzie nie był to stuprocentowy freestyle, ale jednak słowa wyrzucałem z siebie podświadomie. Ostatnio sporo myślałem o tamtym czasie. Być może to przełożyło się na ostateczny przekaz. A może wpływ na to miała pandemia, podczas której człowiek częściej siedział w fotelu i myślał o rzeczach, na które wcześniej nie miał czasu. Jakiś czas temu spacerowałem też po podwórkach, na których się wychowywałem…

- Te wspomnienia z dzieciństwa są bardzo ciepłe….

- Dobrze wspominam dzieciństwo, a zwłaszcza jego podwórkową i szkolną wersję. Ostatnio rozmawiałem z kumplem i zadałem mu pytanie: „Częściej wracasz wspomnieniami do szkoły średniej czy podstawówki?”. W moim przypadku podstawówka miała o wiele większy wpływ. Miałem fajną klasę, dużo podróżowaliśmy. Ferie, zielone szkoły, obozy harcerskie. Kolorowy czas. Koniec końców uważam, że najmocniej ukształtowały mnie jednak podwórka.

- Płyta porusza nie tylko tematy wspomnieniowe, ale także społeczne, jak chociażby w kompozycji „Supersam”.

- To również przypadek. Byłem na zakupach i zapomniałem zabrać ze sobą gotówkę. Okazało się, że na karcie też nic nie ma.  Musiałem opróżnić wózek. Zauważyłem, w jaki sposób ludzie, schowani pod maseczkami, na mnie patrzą. Bez zrozumienia, oceniająco. Gdy wracałem do domu zwróciłem uwagę na porozrzucane opakowania po tych samych artykułach, które jeszcze przed chwilą leżały na półkach, kusiły kolorem i zapraszały do interakcji. Pomyślałem, że trochę to śmieszne, ale bardziej straszne. Ludzie najpierw bez opamiętania wrzucają do wózków upragnione rzeczy, często nawet te, których nie potrzebują, żeby chwilę potem pozbyć się ich, byle gdzie. Bez jakiejkolwiek refleksji i świadomości wpływu na rzeczywistość. Stąd „Supersam”. Wszystkie utwory na tej płycie są zresztą efektem jakiegoś bodźca bądź obserwacji. Nie umiem wymyślać tematów, do których musiałbym „inscenizować” sytuacje. Wydaje mi się, że życie jest pełne spraw, o których warto rozmawiać. Również w piosenkach.


- Ciekawy jest również utwór „Chiny” nawiązujący do pewnego mitu…

- Gdy byłem dzieckiem krążyła legenda, że jeśli wykopiesz dostatecznie głęboki dół, to dokopiesz się do Chin. Przypomniał mi się ten mit, ale potraktowałem go metaforycznie. Przebijanie się przez kolejne powłoki ziemi skojarzyło mi się z szukaniem miłości, która jest przecież dla wielu celem, mitycznymi Chinami na końcu tunelu, i jak w tej historyjce, wymaga procesu oraz ciągłego przekraczania kolejnych warstw.

- Wspomniałeś o freestyle’u podczas nagrywania tekstów. Czy nie masz odczucia, już po nagraniu płyty, że pewne teksty mógłbyś zapodać inaczej?

-  Kiedyś często tak właśnie miałem. Nowa płyta jest pierwszą, dzięki, której to uczucie mnie opuściło. To jest album, który zaakceptowałem w 100%. Nie definiuję, czy jest dobry czy nie. Po prostu jestem z niego zadowolony. Wszystkie treści, które się na nim znalazły są konsekwencją jakiegoś naturalnego procesu. Są szczere, bez nadmiernej kombinacji i dotykają tych spraw, które chciałem dotknąć – prostej codzienności. Jestem również zadowolony z formy, w którą te teksty zostały wpisane. Niezbyt długa i poddana muzyce. To też zupełnie coś nowego w stosunku do tego, co pojawiało się na moich poprzednich płytach. Wreszcie udało mi się uchwycić język mówiony, który zgrabniej opisuje rzeczywistość niż ten przywiązany do papieru.

- Jesteś twórcą swojej muzyki, praktycznie sam wszystko nagrywasz. Czy sądzisz, że Twoje płyty brzmiałyby tak samo, gdybyś zaprosił do współpracy pełnoprawny zespół?

- Na finalnym etapie tworzenia, podmieniłem perkusję na „żywą” i zaprosiłem do jej nagrania Roberta Rasza. Podobnie było z partiami basu, które pięknie zarejestrował Piotr Zalewski. Pierwszy album powstawał z muzykami w sali prób. Gotowe piosenki obrabialiśmy już wspólnie na próbach. Dzięki temu chłopcy też mieli wpływ na to jak one zabrzmiały. Odpowiadając na Twoje pytanie: już tak się kiedyś wydarzyło. Drugi album z kolei powstał w duecie z Marcinem Borsem. Na końcowym etapie chłopaki z Wrocławia, z którymi wówczas współpracowałem dograli swoje partie. Trzeci album powstał spontanicznie, w „praniu”. Była pandemia, nie można było się spotykać. Miałem gotowe utwory, bez tekstów. Postanowiłem więc wziąć na siebie rolę producenta. Nie było zresztą wówczas innej możliwości. Później okazało się, że czuję się z tą sytuacją całkiem dobrze i sprawia mi to ogromną radość.  

- Chcesz taki system pracy kontynuować na kolejnych wydawnictwach?

- Kiedyś tak, ale nie wiem, czy akurat na kolejnym albumie. Poszukam, popatrzę. Wtedy zdecyduję. Chodzenie utartymi szlakami grozi utratą smaku (śmiech).

- Dziękuję za rozmowę.


Rozmawiał: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load