Wywiady

Budyń

2021-11-16

Jacek 'Budyń' Szymkiewicz jako jeden z nielicznych artystów opowiedział mi o 'pozytywniejszej' stronie pandemii. Na ile rzeczywiście okazała się ona dobrym doświadczeniem i na ile znajduje to swoje odbicie na jego najnowszej płycie "Ukryte do wiadomości"? Wszystko w poniższym zapisie.

Rozmowa z: Jacek Sienkiewicz

MM: Te piosenki powstawały przez ostatnie 3 lata. Mimowolnie wstrzeliły się tematycznie w okres pandemii, natomiast wydaje mi się, że to jest mimo wszystko płyta dość anarchistyczna. Te tematy, które poruszyłeś w tekstach długo się w Tobie zbierały?

JS: Na ostatniej trasie z Pogodno naszym kierowcą był Sebastian Juszczyk, który jest jednocześnie autorem naszych teledysków. Powstał wtedy pomysł, by wziął ze sobą kamerę i zarejestrował materiał, który miał być czymś w rodzaju dokumentu o zespole. Po 3 dniach ktoś go zapytał, dlaczego nic nie kręci. Wówczas stwierdził, że nie ma co kręcić, bo wszystko wygląda rutynowo: gramy koncert, jedziemy do hotelu, rano wstajemy i jedziemy na kolejny koncert. Uznałem, że ma rację. Gdy wróciliśmy i zabrałem się za pisanie nowych piosenek, doszedłem do wniosku, że nabrałem już wystarczającego dystansu do wszystkich tragicznych wydarzeń w swoim życiu, że spokojnie mogę pisać nonszalancko i otwarcie we wszystkich kierunkach. Mam 47 lat i zupełnie inaczej patrzę na rzeczywistość od jakiegoś czasu. Stąd też nieco ’ulało’ mi się w tekstach. Mówisz, że to płyta anarchistyczna i coś w tym jest, bo w trakcie pandemii doszedłem do momentu, w którym uważam siebie za ciepłego humanistycznego anarchistę. Natomiast utwór „Czas” powstał na długo przed pandemią. Już wtedy miałem takie poczucie rzeczywistości, jakie jest w tym tekście. Refleksje, które dotykają ludzi w moim wieku są jednak gorzkie. Rzeczywistość jest gównem i trzeba się z tym pogodzić. Nie można udawać, że okoliczności są inne, niż są.  

MM: Jak zatem zniosłeś ten pierwszy etap pandemii?

JS: Znakomicie! Mimo tego, że moją rodzinę też tragicznie dotknął Covid-19, to wydarzyła się rzecz niesamowita – po raz pierwszy od lat ludzie mieli post od wszystkiego. Kiedyś posty były wpisane w kalendarz we wszystkich kulturach. Teraz został narzucony znienacka. W czasie postu człowiek staje z boku, zmienia perspektywę, tak by spojrzeć na swoje życie, na skutki decyzji, które podejmował z dystansem którego brak mu na co dzień. Tego od lat w takim wymiarze nie było. Wszyscy żyliśmy w takim bezrefleksyjnym galopie, który doprowadził na przykład do tego, że wartość płyty była oceniana po liczbie sprzedanych egzemplarzy. Nie ze względu na jej wartość artystyczną, ale dzięki ciężkiej pracy, jaką wykonali ludzie, którzy ją reklamowali. Najlepszy przykładem tego jest fakt, że gdy wrzuciłem nasz ostatni teledysk do piosenki „Kiedyś”, to zyskał on poniżej 100 ‘lubisi’ oraz zasięg na poziomie 1500 użytkowników. Poprosiłem więc Krzyśka Zalewskiego, by wrzucił ten numer u siebie. U niego taki sam poziom ta sama piosenka osiągnęła w 5 minut. Wszyscy nauczyliśmy się myśleć w ten sposób. Nie patrzyliśmy na to, jakie rzeczy są, tylko jaki mają zasięg. A gdy ogłoszono kwarantannę, okazało się, że musimy przewartościować nasze myślenie, nasze relacje z najbliższymi. Musimy zrozumieć, że papier toaletowy lub kostka masła są ważniejsze, niż nowy Iphone.  Mnóstwo związków się wtedy rozpadło dlatego, że ludzie nie potrafili stanąć twarzą w twarz ze swoimi problemami i woleli uciec do pracy.

MM: A na którym etapie płyty pojawiła się ekipa z Chango?

JS: Prawie na samym początku. Najpierw Chango zaprosili mnie na pojedyncze koncerty. Podczas przygotowań do któregoś z koncertów, przyniosłem kilka piosenek, które już miałem wstępnie przygotowane. Początkowo zakładałem, że znajdą się na nowej płycie Pogodno. I próbowałem je z Pogodno robić, ale okazało się, że chemia tym razem nie teges. Stanęło na tym, że zacząłem je robić z Chango i od początku ten materiał bardzo dobrze brzmiał z tym zespołem.


MM: Pytam o to, bo zespół Chango gra bardzo sprawnie. Mam zresztą wrażenie, że robicie sobie jaja pod kątem stylistycznym z innych artystów. Na przykład w „Mówisz” szydzicie ze stylu Organka, w „O Smokach” trochę się bawicie w stylu kwintetu Wojtka Mazolewskiego, a „Geniusze”  to zrzymka z Lao Che.

JS: Zaskoczyłeś mnie. Podczas tworzenia tej płyty, nawet przez głowę mi nie przeszła ironia, sarkazm, czy jakiś rodzaj satyry. Nigdy nie myślałem, że piosenka „Mówisz” ma cokolwiek wspólnego z Organkiem, a to dlatego, że w ogóle nie znam jego twórczości. Mnie się ona bardziej skojarzyła z PJ Harvey. Z kolei „O Smokach” była bardzo intymna, a z zespołem zrobił się z tego taki afrykański post-rock. I znowu nie ma w tym krztyny satyry, bo nie znam twórczości Mazolewskiego.

MM: W tylko „Tylko tańcz” dochodzi do jakiegoś pogodzenia z tą zastaną rzeczywistością?

JS: Płyta zaczyna się od tego, że wszystko się wytrąca, czyli od wspomnianej piosenki „Czas”…

MM: …w którą zresztą wplotłeś fragment tekstu z „Naprawdę nie dzieje się nic” Grzegorza Turnaua.

JS: Tak, nie mogłem sobie tego odpuścić. Ten fragment idealnie tam pasuje. I dokładnie o tym samym traktuje „Tylko tańcz”. Jeżeli jestem w stanie zrobić sobie post od kompulsywnego myślenia o tym, co zrobię za chwilę oraz od upartego myślenia o tym, co wydarzyło się wcześniej, i zdaję sobie sprawę, że wszystko przepływa, że nic nie jest na zawsze, to odpuszczenie sobie dupościsku i obowiązku mienia racji wydaje się bardzo oczywiste i na miejscu.

MM: Z takim podejściem kompulsywnym w ogóle mi się nie kojarzysz. Zawsze przecież miałeś trochę wywalone na to, co się dzieje.

JS: Czasami mam, a czasami jest bardzo ciężko mieć. Jak wychodzę z bloku i popatrzę, co się dzieje na osiedlu, to jest jednak jakiś spokój w powietrzu i nie trzeba się wtedy zdobywać na „manie wywalenia”. Ale gdy wchodzę do Internetu, zaglądam do przestrzeni publicznej, w której ludzie zdobywają się na „odwagę” anonimowego uczestnika, by przyznać się do swoich poglądów, jest gorzej. Wtedy mam wrażenie, że wszystko dąży do konfrontacji. Brakuje dystansu i powietrza pomiędzy. Jakby ludzie potrzebowali tarcia na emocjonalnej skórze, żeby poczuć, że żyją, że nie są zapominani, że coś znaczą.

MM: Na płycie pojawiają się silne damskie wokale w chórkach.

JS: To Adrianka Styrcz z Wrocławia i Iza Polic z Wrocławia. Silne kobiety, mocne głosy.

MM: A kto jest na okładce płyty w tym kocu? Ty?

JS: Nie. Początkowo na okładce miała być obraz Jezusa Chrystusa z gorejącym sercem, który leży na podłodze, a nad nim stoi czarny pies, który odwraca głowę w stronę aparatu. Selfie psa z Jezusem z gorejącym sercem (śmiech). Bardzo mi się ten pomysł spodobał. Ale gdy zobaczyłem pierwszy projekt, to wyglądało to jak plakat propagandowy NSDAP, więc nie byłem w stanie tego zaakceptować. Byłby totalny skandal, gdybyśmy to wypuścili. Więc z Jackiem Staniszewskim, autorem okładki, wybraliśmy jedną z jego wcześniejszych prac. Nie mam bladego pojęcia, kto jest zawinięty w ten koc.

MM: Z której opcji częściej korzystasz przy wysyłaniu maili: z ukryte, czy z do wiadomości?

JS: Podchwytliwe pytanie. Rzadko korzystam z obu tych opcji. Gdy wypuszczaliśmy teledysk do piosenki „Czas”, to pojawił się on tej samej godzinie na wielu prywatnych wallach na Facebooku. Wszystkie osoby,  a było ich całkiem sporo, które go udostępniły, otrzymały osobne pliki z video i prywatnie udostępniły je ze swoich komputerów. W ten sposób straciliśmy co prawda licznik odsłon na YT, ale efekt był taki, że przez jakiś czas królował wszędzie „Czas”. Wyszedł z tego taki flashmob facebookowy. I gdy rozsyłałem to video, to użyłem opcji ukryte do wiadomości.

MM: Jak sam tytuł odnieść w kontekście tej płyty?

JS: Pierwszy raz napisałem na przykład, że gdy piję alkohol, to się zachlewam do spodu. Takich sytuacji w moim życiu było sporo. Ktoś mnie kojarzył jako normalnie wyglądającego gościa, który rozumnie się wypowiada, pisze fajne piosenki, nie stroni od metafor, a potem widział mnie, jak akurat wlewam w siebie drugą butelkę whiskey. Z powodu takich sytuacji mam sporo mostów popalonych w wielu miejscach. Wcześniej o takich rzeczach nie pisałem. Myślałem, że to po prostu jakiś smutny zakamarek mojego życia. Sądziłem, że ludzie nie chcą słuchać piosenek o tym, że jestem demonem. To jest między innymi esencją „Ukryte do wiadomości”. Pisanie smutnych piosenek nie wydaje mi się już smutne. W moim życiu było w cholerę smutnego czasu, ale na smutnym horyzoncie wydarzeń te zwyczajne, czy radosne chwile wyglądają mega kozacko.

MM: Będzie winyl?

JS: Będę na to namawiał wydawcę.

MM: Dziekuję za rozmowę. 


Rozmawiał: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load