Wywiady

Jude

2022-01-10

Łódzka formacja Jude ani myśli przestać działać na własnych, wysoce odrębnych zasadach. Album "Broken Pillar” nie tylko stanowi kolejny punkt na drodze i artystycznej ekspresji, ale jak zwykle daje dość uniwersalny ogląd na rzeczywistość, podany mocno, krytycznie i bardzo niezależnie. O płycie, ale i o bycie artystycznym Jude wpisanym nierozerwalnie w łódzki krajobraz opowiedział mi jego spiritus movens – Wiktor Skok.

Rozmowa z: Wiktor Skok

MM: Zapytam nieco przewrotnie: po co chodzić po ruinach?

WS: W naszym otoczeniu ruiny są wszechobecne. Żyjąc w Łodzi, co dzień dosłownie ocierasz się o ruiny domów, ulic, fabryk, ludzi. Szczególnie dojmujący jest stan porzuconego dobra kulturowego. Stan otoczenia będący szczególnym refleksem stanu świadomości. Okaleczona dusza i zdewastowany zmurszały świat. Optyka charakterystyczna dla krótkich mrocznych dni drugiej połowy grudnia…

MM: Tylko, że płyta "Broken Pillar" ma bardziej uniwersalny wydźwięk. Jak zatem te ruiny postrzegasz w szerszym kontekście?

WS: Owszem, pojmujemy ruiny w sensie bardziej uniwersalnym. Mowa tu o świecie nam najbliższym, jak i tym percypowanym za pośrednictwem mediów, sztuki, lektur itd. Nie chodzi tylko stan kultury materialnej, tego co widzimy na fotografiach typu "abandoned heritage".  Myślę o podświadomym lub całkowicie jawnym poziomie autoagresji obecnym w europejskiej autorefleksji. Samobójczym szaleństwie - tak nadkonsumpcji, jak i ułudzie ekologii. Fantazmach ideologicznych, totalnym zakwestionowaniu własnej tożsamości. Ruinie umysłowej wyrażającej się w pomieszaniu pojęć, ignorancji, wszechobecnej kłamliwej nowomowie.

MM: Refleksja jest zatem niewesoła, a czy widzisz jakąkolwiek nadzieję na zmianę? Na byt w lepszych okolicznościach?

WS: Nadzieja na zmiany? Nasza rzecz jest na pewno próbą samoobrony przed tym stanem. Ważne jest ratowanie siebie, swojej kultury. Swojej integralności, aby nie rezygnować, nie ulegać mass histerii, nie uczestniczyć w szaleństwie beznadziejnym spętaniu / opętaniu.  Jest wiele recept. Jedna z najważniejszych spraw to uniezależnienie się od toksyny mediów. Metodologie obejmować mogą również twórczość, dla zachowania higieny pośród zniszczenia. Reakcją może być twórczość krytyczna, percepcja i interpretacja rzeczywistości gołym okiem pozbawionym ideologicznych soczewek.

MM: Twórczość krytyczna jest dziełem Jude od samego początku. "Broken Pillar" tylko to potwierdza, natomiast zastanawiam się, czemu wydajecie tak rzadko, skoro tworzycie właściwie na bieżąco, co w dodatku właściwie się nie dezaktualizuje?

WS: Gdybyśmy dziś mogli wejść do studia, zaczęlibyśmy nagrywać już nowy materiał. Cały czas powstają nowe rzeczy - część jest odrzucana, część jest dyskusyjna. Walczymy aby wycisnąć z motywów uskutecznianych w sali najlepsze momenty. Być może czasem jesteśmy zbyt krytyczni… Zazwyczaj z braku środków nie spędzamy w studiu zbyt wiele czasu. Nagrywamy błyskawicznie, bo zawsze wchodzimy przygotowani. Być może zawęża to trochę możliwości, trochę brakuje pola do eksperymentowania i eksploatacji samego studia. Dopiero od niedawna w miejscu takim jak Łódź, mamy zaprzyjaźnionych realizatorów, z którymi jakoś znajdujemy wspólny język. Wcześniej to z czym przychodziliśmy budziło strach. Spoglądając wstecz, oczywiście jest to dość nieduży wynik. Szit, pozostaje się z tym pogodzić i dalej napierać.

MM: A czy ta płyta ma dla was jakieś szczególne znaczenie, czy jest po prostu olejnym rozdziałem w waszym dorobku?

WS: Nie no, każda płyta ma szczególne znaczenie. A ostatnia maks.

MM: Pytam o to, bo mnie wydaje się nadzwyczaj spójna i skonsolidowana. Jest niczym monument i przyznaję, że ciężko słucha mi się jej na wyrywki

WS: Dziękuje, to brzmi pozytywnie. Nigdy nie mieliśmy w planach nagrywania concept albumów. Oczywiście, każda płyta jest osobnym przedsięwzięciem. Wiele zmienia się wokół nas, my także.  Jeśli przyjrzeć się bliżej temu, co robimy - to też jakoś ewoluuje. Jednak nie znajdziesz nas wśród artystów szukających wciąż na siebie sposobu.  Tak, zmieniamy się zadajemy pytania, kwestionujemy, dyskutujemy w swoim kręgu. Gdy jednak wyrzucamy cos z siebie, staramy się emitować coś przepracowanego - bez zbędnych śmieci, przypadkowych dodatków. Staramy się, by istniała tu spójność środków integralność treści, testów, wizualiów itd.  Każda płyta, tytuł, nawet koncerty miały swoje przewodnie wątki, tytuły, osobne grafiki ściśle związane z treścią, atmosferą, aurą muzyki Jude.


MM: Przechodząc do zawartości płyty: co to za fragment mówiony pod koniec "Trespass"?

WS: Ten passus jest znaleziony. Nawet nie potrafię już powiedzieć, gdzie. Czy to realny zapis czy kreacja? Wydał się w tym miejscu jak najbardziej odpowiedni. Traktujemy go jak tzw. przedmiot znaleziony (objet trouvé). Tematem jest przekraczanie, przedostawanie się, pytanie o sposoby forsowania przeszkód. Problem pozostaje nierozwiązany, niedomknięty. Ten kawałek jest jak zadanie pytania. Bez zbędnego narzucania odpowiedzi.

MM: Zaś tytuł "Arrow Left Arrow Right" zdaje się kojarzyć nie tylko z wektorami na klawiaturze, ale i z kodami do gier, które można było niegdyś znaleźć w czasopismach komputerowych.

WS: Naprawdę? Może wedle obowiązującej metodologii powinienem na to przystać…  Odpowiedzieć : Ok, wolna interpretacja. Każdy ma jakąś tam swoją prawdę…  Nie, nie zdecyduję się wyjaśniać  ‘o czym to jest’. W Jude unikaliśmy bzdetów, przypadkowych ruchów, zbędnych deklaracji bez pokrycia. Nigdy nie zawracaliśmy głowy tanimi hasłami, których później byśmy się wypierali.  Aby uniknąć nieporozumień, publikujemy teksty. Na płytach zwykle są całe wersy, mniej lub bardziej zbliżone do tych, które można usłyszeć. Czasem podane jest to słowo w słowo, niekiedy jest to jakiś trop. Przywiązujemy uwagę do komunikacji, eksplikujemy kim jesteśmy, skąd pochodzimy, i skąd oraz po co to wszystko. Oczywiście zawsze było wokoło wielu zbyt leniwych, aby nawet spróbować rozpoznać te sygnały. Stąd te wszystkie nonsensowne oskarżenia, ostracyzmy. Ten typowy miks strachu i agresji przed czymś innym, niezrozumiałym -  tym chorym i podejrzanym zespołem z Łodzi.

MM: Są ruchome obrazy do "Atavistic", "Say ABC, Say XYZ" oraz "Trespass". Powstaną jeszcze do któregoś z utworów?

WS: Zastajesz nas właśnie w trakcie kończenia montażu obrazu do "Manhunt”. To kolejny track z "Broken Pillar” - niektórzy uznali go za najlepszy kawałek na płycie… Te roboty są bardzo ważne, dużo robimy wokół video. W Jude jesteśmy jakąś kombinacją muzyki hałasu i obrazów. Wielu obrazów. Wykształciliśmy się wszyscy  w erze absolutnej dominacji filmu video, dynamicznej reklamy. Mimo ambiwalentnego stosunku do tej relacji (otoczenie całkowicie zdominowane przez nachalne migotanie monitorów oraz absolutny odwrót od pisma słowa, tekstu w tradycyjnej formie) aktywnie składamy, montujemy i analizujemy obrazy video, filmy, dokumenty i tak dalej. Michał Wojewoda i ja tworzymy TXT EYE - specjalny twór zajmujący się właśnie wszystkimi naszymi produkcjami wizualnymi. Od fotografii po video trailery. Robimy to kompletnie metodą: do it yourself.

MM: Dziekuję za rozmowę. 

Foto: Grzegorz Szklarek


Rozmawiał: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load