Wywiady

Wojtek Mazolewski

2022-01-23

Wojtek Mazolewski wydał solową płytę "Yugen", która powstała jako jego "reakcja obronna" na pandemię. O okolicznościach powstania tego albumu, jego związku z japońską kulturą oraz dziejach pewnej gitary porozmawialiśmy z Wojtkiem w siedzibie Agory czyli wydawcy "Yugen".

Rozmowa z: Wojtek Mazolewski

- Co widzisz za szczytem góry, na którą wspinasz się na okładce Twojej nowej płyty?

- Widzę, że za tym wzgórzem wszyscy będziemy szczęśliwi (śmiech). I widzę spełniające się życzenia. Jak powiedział Marek Aureliusz: "życie zależy od jakości naszych myśli".

- Parę miesięcy temu wydałeś płytę z Pink Freud. Kiedy w Twojej głowie powstał pomysł nagrania pierwszego albumu sygnowanego Twoim imieniem i nazwiskiem?

- W zasadzie zostałem namówiony i przekonany przez innych muzyków oraz moich bliskich, aby podzielić się tą twórczością, którą robiłem od wielu miesięcy w domu i studio.  Ona powstawała spontanicznie. Grałem dla siebie i najbliższych.  Lubię siedzieć w domu i grać na gitarze, ale przez ostatnich dwadzieścia kilka lat byłem w permanentnej trasie koncertowej i nie zawsze miałem na to czas. A jak już miałem to zazwyczaj komponowałem na gitarze materiał dla Pink Freud lub Wojtek Mazolewski Quintet. W ostatnich kilkunastu miesiącach, w związku z lockdownem, było tyle wolnego czasu, że siedziałem w domu i grałem na gitarze dużo więcej. Utworów powstało naprawdę dużo, doszedłem do wniosku, że skoro i tak nie będę mógł ruszyć w trasę z kwintetem, to zarejestruję te kompozycje i wydam na płycie. Tak więc ten materiał powstał w moim domu podczas muzykowania dla radości samego muzykowania i po to, aby nie zwariować. Wiadomo, że ta sytuacja przyniosła na początku wiele obaw, o zdrowie psychiczne, o pieniądze – zarówno u nas muzyków, jak i u was słuchaczy. Wszyscy byliśmy równi w tej sytuacji. Każdy sobie radził jak mógł. Okazało się, że tak jak w dzieciństwie, lekarstwem na szarzyznę i brutalność świata było granie muzyki. To podniosło mojego ducha i dało mi satysfakcję oraz pozwoliło mi przetrwać. Tak więc postanowiliśmy nagrać ten materiał dla siebie, tak, abym miał ten materiał nagrany przynajmniej do szuflady. Po nagraniach poczuliśmy moc tej muzyki i kiedy puszczałem ten materiał ludziom to naprawdę mocno reagowali. Gdy zobaczyłem, jak to działa na ludzi, nie mogłem już tego trzymać w „szufladzie”.

- Można powiedzieć, że podczas tworzenia tej płyty gitarę odkryłeś na nowo…

- Na pewno jest to dla mnie wielka radość, że mogę sobie pograć na gitarze i dzielić się tą radością z wami. To dla mnie naturalny proces, ze dzielę się potencjałem, który udaje się wypracować. Gitara to wspaniały instrument i cieszę się, ze mogę mu teraz poświęcać więcej czasu.  Moją poprzednią płytę z Johnem Porterem też skomponowałem na gitarze, ale w studio złapałem już za bas. A teraz pojawiła się naturalna przestrzeń dla mnie do pełnego wyrażenia się w grze na tym instrumencie. Zresztą z tą gitarą związana jest ciekawa historia. W życiu zdarzają się niespodzianki i często nie rozumiemy ich głębokiego znaczenia, kiedy się wydarzą. W młodości, gdy nie stać mnie było na różne instrumenty, zdarzyło mi się pożyczyć pieniądze na jakiś instrument, a po jakimś czasie okazywało się, że dzięki niemu ktoś zaprosił mnie do jakiegoś projektu. Jeszcze przed pandemią miałem okazję pojechać do Kalifornii. To jest miejsce, w którym etos gitary jest bardzo żywy, i trzymał się mocno przez ostatnich 20 lat, kiedy to gitara troszeczkę zeszła w cień. Jakieś 3-4 lata temu będąc zaraz po przylocie z rodziną do Los Angeles powiedziałem im: „słuchajcie, ja was przepraszam, ale muszę pojechać do chociaż jednego sklepu muzycznego z gitarami zanim ruszymy na wycieczki” (śmiech). Spędziłem w sklepie oczywiście kilka godzin, ale gdy wziąłem do ręki tę właśnie gitarę to poczułem, że gra mi się na niej genialnie. Pomyślałem sobie, że będę tu jeszcze przez dwa tygodnie i na pewno będę jeszcze w wielu sklepach muzycznych, w których spotkam mnóstwo gitar. Gdy po dwóch tygodniach wróciłem do tego sklepu w Los Angeles, to ta gitara była jeszcze i czekała na mnie i mówiła do mnie: „zabierz mnie do domu, zabierz mnie do domu” (śmiech). I tym razem już nie zwlekałem i kupiłem ją. Jak przyszła pandemia, to skomponowałem na niej całą nową płytę.


- Na tej płycie dałeś także swój wyraz fascynacją kulturą japońską. Poczynając chociażby od tytułu albumu „Yugen” oznaczającego „świadomość ogromu wszechświata, która wywołuje reakcję zbyt głęboką by wyrazić ją słowami”…

- Dobrze znam kulturę japońską, gdyż byłem w Japonii kilka razy na trasach koncertowych. Spokój będący częścią japońskiej kultury i buddyzmu zen był i jest nam bardzo potrzebny w tych niepewnych czasach.  A nawiązując do tytułu płyty oraz kilku kompozycji – podoba mi się w języku japońskim to, że słowa są wieloznaczne. Że jedno malutkie słowo, takie jak „yugen” oznacza bardzo wiele rzeczy. Kiedy wysłałem album jednemu z moich znajomych japońskich didżejów, to napisał mi, że dopiero po zapoznaniu się z tekstami zrozumiał, że chodzi o TEN „yugen”. Moja interpretacja tytułu to „zachwyt nad wszechświatem, który zapiera dech i nie wiesz jak to wyrazić”. Idealnie to pasuje do tej płyty.

- Wspomniałeś o stronie wizualnej tego projektu. Czy myślałeś o przeniesieniu tej płyty na jakiś rodzaj filmu? Na przykład dokumentalnego bądź krótkometrażowego? Moin zdaniem to bardzo filmowa muzyka.

- Oj, byłoby wspaniale! Bardzo dziękuję, że to powiedziałeś, bo kocham film. Zdajemy sobie sprawę z niszowości i niekomercyjności tego projektu. Choć wiemy, że jego jakość jest bardzo wysoka. Więc pomyśleliśmy, że warto będzie podzielić się historią powstania tej płyty i pokazać, ile nam to dało radości oraz jak zwyczajnie, a nawet „oldschoolowo” powstawały te nagrania. Znalazłem między innymi nagranie z tego sklepu w Los Angeles, o którym wspomniałem wcześniej, na którym zostało uwiecznione jak gram na TEJ gitarze i ostatecznie z nią stamtąd wychodzę. Także mamy już pierwszą scenę tego filmu. Obecnie pracujemy nad takim projektem pokazującym proces powstawania „Yugen”. Nie mamy jeszcze formuły, nie wiemy, ile to będzie trwać, ale chcemy coś takiego zrobić i podzielić się tym materiałem na naszych kanałach YT i social media. Będzie to, obok takich wywiadów jak ten, jeden z elementów opowiadających o tym albumie. Także tym pytaniem trafiłeś w dziesiątkę (śmiech).

- Jak wygląda przyszłość Pink Freud i Twojego kwintetu? Masz w planach nowe nagrania?

- Mają się dobrze.  Zapraszam serdecznie na koncerty tych zespołów, jeśli się uda je zorganizować. Wolny czas wykorzystywałem twórczo, więc w 2022 roku mam nadzieje ze wyjdzie to na płytach. Oba zespoły pracowały. Pink Freud nad wydaniem płyty i przygotowaniem jej do koncertów, a kwintet…nie chcę za dużo zdradzać, ale wkrótce będziemy mieli dla Was ciekawe ogłoszenia i będziemy się dzielić rzeczami, które teraz dla Was przygotowaliśmy. Jestem bardzo podekscytowany tym, co się szykuje. Więc bądźcie z nami, obserwujcie nasze social media, niebawem wszystko się ujawni.

- Dziękuję za rozmowę.

Foto: Grzegorz Szklarek

 


Rozmawiał: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load