Wywiady

Sarsa

2022-03-11

"Runostany" to czwarty album w dorobku Sarsy i jednocześnie najbardziej zaskakujące wydawnictwo w jej dyskografii. Na tym albumie artystka, z pomocą kilku przyjaciół, zaprezenowała ostrzejsze i bardziej poszukujące oraz dojrzałe brzmienie niż na poprzednich wydawnictwach. Między innymi o tych zmianach porozmawialiśmy z Sarsą.

Rozmowa z: Sarsa

- Na nowym albumie zwróciłaś się w stronę mroczniejszych, bardziej poszukujących brzmień. Słychać tu elementy rocka, jazzu, synth-popu. Czy ta wolta stylistyczna była zaplanowana jeszcze przed rozpoczęciem pracy nad „Runostanami” czy też poszliście w tym kierunku już w trakcie tworzenia tego albumu?

- W tworzeniu albumu „Runostany” nie planowałam brzmienia. Jednak faktycznie czułam, że znajduje się już w innym miejscu na ścieżce mojego rozwoju artystycznego i osobistego. Jak każdy człowiek dojrzewam, pragnę się rozwijać i to znalazło swój wyraz w brzmieniu mojej nowej twórczości. Na pewno fakt, że płytę produkowałam z Marcinem Borsem oraz Pawłem Smakulskim wpłynęło na jej brzmienie. Wywodzimy się w trójkę z różnych fascynacji muzycznych, a jednak poszliśmy zgodnie w tym samym kierunku dosyć gitarowego bezkompromisowego tworzenia.

- „Runostany” są Twoją najbardziej „antyradiową” płytą, a takie utwory jak na przykład „Wieża”, „La La Las”, „Na szczęście” czy „Przyspieszam” będą zapewne z daleka omijane przez komercyjne stacje radiowe. Tak był gry-plan?  

- Moim planem jedynie było spełnić własne oczekiwania. Zdawałam sobie sprawę, że ceną za takie bezkompromisowe podejście może być materiał ‘nieradiowy’. Ale wygraną jest poczucie wolności i prawda. Te wartości zawsze były i są dla mnie najważniejsze. Dzisiaj napisali do mnie fani, że album zadebiutował na 14 miejscu listy top 50 najczęściej kupowanych albumów w Polsce. Ten wynik mnie turbo ucieszył właśnie w kontekście tego, że płyta nie ma wsparcia mainstreamowych stacji, a mimo to Polacy chętnie po nią sięgnęli. Jestem mega wdzięczna i szczęśliwa.

- Płyta jest tak odmienna od Twoich poprzednich dokonań, że zastanawiam się, czy można ją traktować jako Twój ponowny debiut lub rozpoczęcie całkowicie nowego etapu w Twojej karierze muzycznej?

Najważniejsze dla mnie jest tworzyć w zgodzie z aktualną prawdą. W zgodzie z tym, co podpowiada serce. Nie odcinam się od moich poprzednich płyt – w tamtym czasie oddawały moje wewnętrzne poczucie siebie. Dzisiaj czuję „Runostany”. Ocenę tego materiału muzycznego oraz tego co to może oznaczać zostawiam innym. Ja podchodzę do tworzenia w naturalny sposób – bez planowania, bez wielkich strategii. Moją jedyną strategią w pracy z muzyką jest utrzymanie się w prawdzie i radości. Cieszy mnie bardzo gdy słyszę, że moi odbiorcy, czy dziennikarze zauważają mój rozwój, że dojrzewają razem ze mną. To fajna długofalowa podróż i bynajmniej nie samotna.

- Jest to Twoja czwarta płyta studyjna i w mojej opinii (i zapewne nie tylko mojej) najbardziej dojrzałe Twoje dzieło. Czy nie było tak, że do powstania „Runostanów” musiałaś po prostu dojrzeć – jako artystka i kobieta?

Myślę, że tak… album tworzyłam będąc w ciąży. To na pewno miało wpływ na mnie. Otworzyłam się bardziej przed samą sobą i zapragnęłam wyrzucić z siebie zalegający syf, lęki, frustracje. Chciałam zrobić tym albumem miejsce na piękno, dobro. jednak żeby zrobić miejsce na nowe, najpierw trzeba uprzątnąć stary bałagan. Także myślę, że mój synek, który był pod moim sercem dodał mi odwagi żebym nagrała album, który będzie swoistą autoterapią, a także przygotowaniem na przyszłe cuda. Potrzebowałam tej odwagi, żeby wyjść ze swojej strefy komfortu jaką była dotychczasowa, zbudowana kariera. Tkwiłam w bardzo wygodnej pozycji i poczułam, że przestaje się w tych wygodach rozwijać.


- Słuchając „Runsotanów” odnoszę wrażenie, że ta płyta jest pewną całością. Nie chodzi tylko o klamry w postaci otwierającego album utwory „Runo” i zamykających „Stanów”, ale także o tematykę i ułożenie utworów. Wydaje mi się, że gdyby jedną z tych kompozycji wyjąć, to album byłby niepełny. Czy taki ciąg utworów był w Twoich planach od samego początku?

Planu nie było od początku natomiast ta historia naturalnie wypłynęła ze mnie w takim układzie. Album zaczęłam tworzyć zaczynając od logotypu. To znaczy od szyszki z okiem będącej symbolem szyszynki – gruczołu dokrewnego odpowiedzialnego za produkcję hormonu snu, a także nazywanego ‘’naczyniem duszy’’. Dla mnie to logo płyty od początku miało być symbolem tego procesu wewnętrznego przebudzenia, w który weszłam w czasie pandemii, ciąży a może wcześniej... Jednym słowem pragnęłam w końcu posłuchać przy tworzeniu „Runostanów” głosu swojego serca, swoich myśli – a nie wszystkich i wszystkiego dookoła. Nie chciałam spełniać niczyich oczekiwań. Chciałam wyrzucić z siebie sprawy po swojemu.

- Bardzo ważnym elementem tej płyty są intrygujące poetyckie teksty – idealnie pasujące do tej muzyki: niepokojącej, mrocznej. Większość z nich jest napisana w pierwszej osobie. To efekt Twoich doświadczeń czy obserwacji?

Ten element jest dosyć stały w mojej twórczości. Ponieważ jestem autorem swoich treści to staram się opowiadać o swoich emocjach i swoich doświadczeniach. Nigdy nie przychodziło mi łatwo pisanie jakiś historii wymyślonych. Nawet gdy piszę piosenkę o kimś, to jest w niej moja wrażliwość na tego człowieka. Moje współodczuwanie danej sytuacji. Takimi kompozycjami są utwory ‘’Mówiła niszcz” inspirowana historią niekochanego chłopca. Czy ‘’Na szczęście” o bardzo skrzywdzonej kobiecie. Te dwie historie dotknęły mnie bardzo i stały się również moim bólem oraz brakiem zgody na zło, czy brak empatii.

- A propos tekstów: kilka z nich napisał Jacek „Budyń” Szymkiewicz z Pogodna. Jak doszło do Waszej współpracy?

W liceum byłam fanką zespołu Pogodno. Zawsze byłam pod wielkim wrażeniem Budynia jako osobowości scenicznej, a także tego jak wyrażał się w słowach, w tekstach piosenek. Pomyślałam, że jeżeli mam kogoś wpuścić do tego intymnego świata jakim jest warstwa tekstowa to tylko jego. I finalnie na tę płytę współtworzyliśmy 4 teksty.

- Masz na swoim koncie sporo kooperacji. Czemu na tym albumie nie zaprosiłaś żadnego wokalisty bądź wokalistki?

Myślałam o kilku artystach przy tej płycie. Finalnie jednak ważne dla mnie było żeby ten materiał ujrzał jak najszybciej światło dzienne. Chciałam już oddać „Runostany” ludziom. Myślę też, że… nie lubię na siłę cisnąć spraw. Wszystkie współprace do tej pory przychodziły do mnie naturalnie we właściwym dla siebie czasie. Może ten album miał być po prostu taki saute bez dodatkowych atrakcji. Na kooperacje przyjdzie lepszy czas.

- Ten album ma bardzo filmowy klimat. Jak wyglądałby według Ciebie idealny film z muzyką z albumu „Runostany”?

- Thriller psychologiczny albo kryminalny! Razem z Pawłem Smakulskim wciąż rozwijamy naszą poboczną nie mniej ważną ścieżkę zawodową jaką jest produkcja muzyki ilustracyjnej do filmów. Pewnie dlatego gdzieś te nasze fascynacje podświadomie przemyciliśmy i dało się je usłyszeć na albumie „Runostany”.

- Dziękuję za rozmowę. 

Foto: Piotr Porębski


Rozmawiał: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load