Wywiady

Łukasz Drapała (Chemia)

2015-09-30

Łukasz Drapała – autor tekstów, kompozytor, ale przede wszystkimi wokalista zespołu Chemia. Przygodę z muzyką rozpoczął w liceum. Ta przygoda przerodziła się w wyboistą drogę, która trwa do dziś. W wywiadzie dla CantaraMusic.pl opowiedział o pracy nad niedawno wydaną płytą Chemii oraz o innych projektach, w których można go spotkać.

Rozmowa z: Łukasz Drapała

Natalia Zakolska: Podobno dobre płyty powstają w bólach, jak to było z „Let me”?

Łukasz Drapała: Nie wiem, czy dobre płyty powstają w bólach, bo słyszałem wiele dobrych płyt, które powstały w tydzień i bezboleśnie. Pewnie zależy to od aktualnego ładunku emocjonalnego, jaki posiadamy, gdy zaczynamy coś tworzyć, na jakim etapie życia jesteśmy. My chyba byliśmy w całkiem niezłym etapie, ponieważ zespół się ukształtował, jeśli chodzi o skład osobowy. Wcześniej wydaliśmy płytę „The One Inside”, która może nie zawojowała świata, ponieważ jesteśmy mało znanym zespołem i nie mieliśmy wsparcia promocyjnego, ale recenzje były całkiem pochlebne. Podczas pracy nad „Let me” byliśmy naładowani pozytywną energią! Płyta powstawała dość długo, bardzo ciężko jest spotkać się nam na próbach. Z Wojtkiem Balczunem pisaliśmy piosenki dość szybko, był materiał. Jednak zawsze musimy być w pełnym składzie, posiedzieć kilka godzin i pograć. Potem potrzebowaliśmy trochę czasu, żeby wszystko nagrać i zrobić z tego demo. Wtedy mogliśmy posłuchać, jak to brzmi i czy ma szansę zaistnieć. Dzięki tym nagraniom dotarliśmy do Mike'a Frasera i mogliśmy pokazać materiał naszemu przyszłemu współpracownikowi.

NZ: Jak nawiązaliście kontakt z Mike'm Fraserem, jak zaczęła się Wasza współpraca?

ŁD: Nasz przyjaciel Marc LaFrance, który współpracuje z nami od dawna, wszystkim się zajął. Jak to bywa w branży muzycznej – ludzie się ze sobą znają. My przekazaliśmy mu demo, Marc przekazał Mike'owi i Mike pomimo napiętego grafika na parę lat naprzód znalazł dla nas czas. Udało nam się uzbierać pieniądze na dwa tygodnie współpracy, czyli tyle czasu, ile mógł dla nas zarezerwować. Nasze piosenki spodobały się Mike'owi, demo zawierało dziesięć utworów, jednak Mike przyleciał do Polski, dzięki czemu mogliśmy zaprezentować mu ich szesnaście. W efekcie razem pracowaliśmy nad płytą. Bardzo ważne i nobilitujące było to, że o decyzji Mike'a decydowała jakość piosenki. Mike nie patrzy przede ws zys tkim na pieniądze, raczej interesuje go zawartość muzyczna, ponieważ nie chce psuć sobie reputacji, chce popracować nad czymś ciekawym.

NZ: Następną płytę też zamierzacie współprodukować z kimś z zagranicy?

ŁD: Myślę, że tak. Tam jest duży wybór realizatorów zajmujących się stricte muzyką rockową, która stamtąd de facto jest. W Polsce oczywiście też jest wielu dobrych realizatorów, jednak język współpracy nad muzyką rockową jest nam bliższy tam. Zresztą – i w recenzjach czytamy, że gramy muzykę stamtąd. Nie odrzucamy oczywiście współpracy z kimś z Polski, nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Może okaże się, że wybór padnie na kogoś stąd? Myślę jednak o kimś z zagranicy, ponieważ taka współpraca stała się już trochę naszą tradycją i automatycznie ta myśl jest w mojej głowie. 

NZ: I tak z powodzeniem gracie na całym świecie. Jak odbierasz spojrzenie na rocka w Polsce i za granicą?

ŁD: Za granicą jest chyba bardziej naturalne. Niedawno mieliśmy krótką trasę w Niemczech i tam przyjęto nas bardzo entuzjastycznie. W Polsce, mówiąc brzydko, trzeba trochę popracować nad fanem. To nie jes t zarzut. Jest on bardzo wymagający, na początku mało ufa, musi lepiej zapoznać się z muzyką. W Niemczech czy Wielkiej Brytanii od pierwszej chwili jest entuzjazm, w sklepiku sprzedawały się nasze płyty, koszulki, zawieszki... Mam wrażenie, że wynika to z tego, że tam muzyka rockowa towarzyszy ludziom od zawsze. U nas jest to raczej rodzaj blokady mentalnej wywołanej...językiem. Chociaż zmienia się to z każdym kolejnym pokoleniem, ale do dziś spotykam się z zarzutem w Internecie, że „Chemia to wstrętne prosiaki, bo śpiewają po angielsku”. Jest to o tyle dziwne, bo ci sami ludzie, którzy to mówią, z miłością słuchają zespołów zagranicznych. Co to za różnica czy jestem z Berlina czy ze Szczecina? Za granicą z wiadomych względów na to nie patrzą i może dzięki temu łatwiej pokonują blokadę. Jednak w Polsce to się zmienia wraz z młodymi ludźmi, który otwierają się na muzykę anglojęzyczną. Nie mogę tego oceniać na podstawie tylko kilku lat pracy. Nie mogę narzekać na koncerty w Polsce, ponieważ mamy świetnych fanów, jest ich coraz więcej! Gra się coraz lepiej, a sama przecież pamiętasz, że nie zaczynało się od tłumów. 

NZ: To prawda. Czy w takim razie okładką płyty też chcecie dotrzeć do serc fanów? W postaci człowieka w miejscu serca są drzwi, a za nimi światło...

ŁD: Z okładką jest jak z tekstami, każdy ma prawo interpretować po swojemu! Każdy widzi tak, jak w nim to gra. Tę grafikę znalazł Wojtek, chociaż przeglądaliśmy prace Tomasza Alana Kopery pół dnia. Bardzo nam się podobały! Nagle Wojtek przesłał mi grafikę i poczułem to samo, co on – od razu wiedziałem, że to musi być okładka naszej płyty. Dla każdego w zespole pewnie znaczyła coś innego... Dla mnie zadziałała na zasadzie pokazania tego, co mamy w środku, wyrzucenia w zasadzie nie wiadomo czego. Czy to frustracja, czy miłość, pożądanie, nienawiść... Tak samo jak z tekstem – produktem naturalnej ekspresji. Zobaczyłem grafikę ze swojej perspektywy: trzeba być twardym, chociaż popękanym jak kamień, na który wpływa wszystko, co możliwe. Na okładce jest nawet trochę mchu, stoi się na nim i walczy o coś, a to, co się chce z siebie wyrzucić, jest zamknięte na kłódkę. Ta światłość pomału wychodzi, jakby zaraz miała eksplodować. Zaraz potem pojawił się ten tytuł: „Let me”, czyli „Pozwólcie mi”, pozwólcie mi cokolwiek... Pozwólcie mi być prawdziwym, pozwólcie mi zaistnieć, pozwólcie mi mnie posłuchać, grać, być tym, kim chcę. To jest dzisiaj walka o rzeczywistość, jeśli chce się być muzykiem. Ciężko czasami za to przeżyć, a chciałoby się robić to, co się kocha. 

NZ: Chcecie zaistnieć w jakimś szczególnym kraju?

ŁD: Raczej szukamy ludzi, a nie obszarów geograficznych. Mi najbardziej zależy na Polsce. Tu jest mój dom, chciałoby się mieć największe wsparcie u siebie. Ważne, aby znaleźć ludzi podobnych do siebie, którzy tak samo jak my odbierają naszą muzykę. Ludzi, którzy ją lubią, w których pobudza ona receptory powodujące, że dzięki niej lepiej się czują. Interesuje nas przede wszystkim słuchacz bez względu na to kim jest i skąd jest. 

NZ: A jak trafiliście do angielskiego parku rozrywki MAGNE Science Adventure Center, gdzie nagrywaliście teledysk do „Fun Gun”?

ŁD: Długo rozmawialiśmy z Adamem Bakerem, który był pomysłodawcą tego szaleństwa. Jest bardzo pozytywnie zakręconym facetem, ma zwariowane pomysły! O jego scenariuszu i doborze miejsc dyskutowaliśmy bardzo długo. Stwierdziliśmy, że będzie wszystko pasować, bo chcieliśmy przekazać coś nie do końca oczywistego wynikającego z tej piosenki. Słyszałem różne interpretacje dotyczące tekstu, niektóre z nich krążyły wokół Klubu 27, jakoby była napisana w hołdzie dla tych, którzy trochę za wcześnie odeszli z tego świata. Mnie zainspirowały raczej wydarzenia, o których było głośno w telewizji. W tym wypadku chodziło o strzelaninę w kolejnej szkole. Adam natomiast przedłożył swoją interpretację. W teledysku mamy zupełnie inną historię, fabułę a'la Tarantino, ale w przyszłości, po apokalipsie. Wybór tego miejsca był podyktowany scenariuszem. Mogliśmy tam idealnie nakręcić wszystkie sceny w cieniach, z dymem i z iskrami. To były prawdziwe maszyny!

NZ: Nie baliście się?

ŁD: Bardzo się baliśmy! Iskry były olbrzymie, były specjalnie rysowane miejsca, w których kompletnie nie można było stać. Na szczęście zawsze jesteśmy przygotowani na takie sytuacje i kurażu dodawały nam kwadratowe butelki, które nas rozgrzewały, bo było bardzo zimno!

NZ: Wiecie już, która piosenka będzie następnym singlem?

ŁD: Nie mogę tego zdradzić, ponieważ nie jest to zbyt oczywiste. Na razie jesteśmy na etapie rozmów o teledysku. Jeszcze dwa, trzy tygodnie temu byliśmy pewni wybranej piosenki, tak teraz zastanawiamy się nad wszystkimi! Wzorem wyboru „She”, które jest singlem tylko w Polsce, wybierzemy następną piosenkę na podstawie tego, co ludzie piszą w Internecie. Komentarze są bardzo ciekawe, a tytuły się powtarzają. Może będziemy się tym sugerować, może nie? Zobaczymy. Mam wrażenie, że decyzje zapadną w tym tygodniu. Jeszcze dzisiaj jesteśmy umówieni z reżyserem, będziemy rozmawiać o scenariuszu teledysku. Jeśli okaże się, że sprawnie możemy wymyślić coś interesującego w krótkim czasie, padnie wybór na temat konkretnej piosenki, do której piszemy scenariusz. Jeśli okaże się, że tworzenie scenariusza nie idzie zbyt gładko, może będziemy się zastanawiać na temat dwóch jeszcze piosenek, które są w propozycjach. Cieszę się, że pojawiają się głosy, które mieszają nam w głowach! 

NZ: Co było Waszym typem?

ŁD: (śmiech) Nie daje Ci to spokoju! Nie mogę tego zdradzić, to będzie niespodzianka dla nas wszystkich! Nie wiem, co na to reszta zespołu, ale chciałbym tytuł zatrzymać w tajemnicy do samego końca, do samej premiery singla. Zupełnie bez zajawki, bez żadnego making of do dnia premiery, a ta na pewno nastąpi na antenie Antyradio. 

NZ: Niech Ci będzie! To jeszcze odnośnie płyty… Z czego pamiętam nowy materiał zaczął powstawać jeszcze podczas nagrań „Let me”. Czy przez to zrezygnowaliście z jakiejś piosenki, a na jej miejsce pojawiło się coś zupełnie nowego?

ŁD: U nas powstawanie nowego materiału podczas pracy w studio jest całkowicie normalne. Nowopowstałe piosenki nigdy nie trafiają od razu na płytę, ponieważ nie ma na to czasu. Zawsze w studio spędzamy mało czasu, mamy bardzo napięty grafik, tempo pracy jest bardzo profesjonalne. Natomiast w przypadku płyty „Let me” było coś innego! Na płycie znajduje się dwanaście numerów, początkowo miało być ich szesnaście. Zrezygnowaliśmy z ballad. Kobiety z naszego otoczenia były zgodne – dla nich to były najlepsze piosenki. Do dzisiaj nie wiem, czy faktycznie były najlepsze, nie wiem, czy jeszcze wrócą…

NZ: W takim razie skąd decyzja o wyrzuceniu ich z płyty?

ŁD: Nie pasowały do koncepcji całej płyty. Po przesłuchaniu całej płyty wyciągaliśmy pojedyncze utwory, które nie pasowały do całej grupy. Chcieliśmy, aby koncepcja była bardziej zwarta, ale szkoda nam też było wyrzucać wszystko, co zostało wyprodukowane. Zamiast tego próbowaliśmy album skonsolidować, piosenki zbliżyć do siebie charakterem. Po powrocie do domu, jak przyznałem się, z których piosenek zrezygnowaliśmy, nieźle oberwało mi się od żony. Akurat na kartkach z tymi tekstami miałem narysowane przez nią serduszka! (śmiech) Niestety te piosenki nie przetrwały próby studia, ale być może kiedyś jeszcze do nich wrócimy. Może wydamy płytę z okazji odpadów, albo po prostu umieścimy je na kolejnej płycie. Wspomniane ballady powstały jako ostatnie, a z Wojtkiem cały czas piszemy kolejne piosenki i niewykluczone, że będą stanowić fundament dla kolejnego albumu. Na pewno nie chcemy się ich pozbyć, nawet ze względu na oceny, jakie dostały na samym początku. Marc LaFrance przyznał, że są świetne, ale do pozostałych po prostu za bardzo odstają kolorem. Po oczyszczeniu wstępnej wersji płyty, zostało dwanaście piosenek, których jesteśmy całkowicie pewni. Z perspektywy czasu widzę, że to był całkiem dobry krok, jest do czego wrócić! Ostatnio z Wojtkiem słuchaliśmy tych piosenek i stwierdziliśmy, że jeszcze można je ulepszyć. Poza tym prawie cały materiał na nową płytę jest już gotowy. W styczniu ruszamy do pracy całym zespołem w sali prób z nadzieją na rychłe wydanie następnej płyty. 

NZ: Co z Twoim drugim zespołem – Drapieżcami?

ŁD: Niestety nie po drodze nam z Drapieżcami. Mam w szufladzie dużo utworów, które czekają na swoją kolej. Nawet gdyby doba byłaby dłuższa, poświęciłbym więcej czasu dla Chemii, to ona jest priorytetem. Drapieżcy są przecudownym tworem, który kocham i uwielbiam, mam tam świetnych kumpli, z którymi bardzo dobrze mi się grało. W życiu czasem trzeba być mocno konkretnym i wszystkie swoje plany poświęcam Chemii. Oczywiście są projekty, w których tymczasowo uczestniczę. Jeden z nich mam w Szczecinie, poza tym jest jeszcze projekt Kuby Płucisza i metalowe zespoły, które zapraszają mnie do gościnnych nagrań czy występów. Będę brał nawet udział w nagraniu płyty dla dzieci! Tak naprawdę pewne rzeczy się dzieją cały czas, ale ciężko zostawić nawet na moment coś, w co się włożyło bardzo dużo pracy również pozamuzycznie. Z Wojtkiem w ten sposób pracujemy nad Chemią już od czterech lat. Spędzamy mnóstwo czasu nad tym, żeby zespół rósł w siłę, żeby coś się działo. Dbamy o nasze strony internetowe, o produkcję gadżetów… Chociaż mamy fajną managerkę, dużo rzeczy robimy sami, chorobliwie pracujemy wydzwaniając, gdzie jest to możliwe, spotykamy się z ludźmi. Chemia zajmuje bardzo dużo czasu w życiu, stąd taki projekt jak Drapieżcy musi poczekać aż sytuacja się uspokoi lub kiedy we mnie pojawi się tak mocna potrzeba czegoś osobnego, że aż będę musiał to zrobić. Trzeba pamiętać, że Drapieżcy to zespół (który podobnie jak w Chemii) reprezentuję jako frontman, nie jestem tylko członkiem projektu, lecz członkiem zespołu. Poza tym nie chciałbym wprowadzać zamętu, ale skoncentrować fanów na tym, czym aktualnie się zajmuję.

NZ: Odbiegając od tematyki zespołu… Ostatnio pojawiła się moda na coś, co nazywa się „barber shop” – salony fryzjerskie, tyle że koncentrujące się na strzyżeniu brody. Czy gdyby nie muzyka, mógłbyś zostać golibrodą?

ŁD: Golibrodą w życiu bym nie został, bo nie umiem strzyc brody! Prawdopodobnie też nim nie będę, ponieważ brakuje mi cierpliwości i precyzji do tego. Co więcej, prawdopodobnie mnie to nie pociąga. Za to pociąga mnie temat dbania o brodę. Jako człowiek z brodą i człowiek z brodą, który miał ją dużo wcześniej, zanim stało się to modne zakładam, że trzeba o nią bardzo mocno dbać. Takie „brodziszcze” nastawione jest na wiele życiowych niebezpieczeństw każdego dnia. Bardzo mocno proteguję to, żeby broda była zawsze ładna, pachnąca i „kobietolubna”. Nie tylko kobiety muszą lubić brodę, ale też broda musi lubić kobiety i być na nie gotowa. (śmiech) Na Facebooku jest projekt „Pan Broda” poświęcony pielęgnacji brody, ale niestety nie mam na niego tyle czasu, ile bym chciał. Ostatecznie i tak muzyka pochłania mnie w całości, codziennie szukam trochę czasu, żeby móc chwycić gitarę. Działalność zespołowa pochłania tyle uwagi, że „świętem lasu” można określić okazje, kiedy mogę wyjechać pośpiewać, pograć z kimś innym niż Chemia. 

NZ: To chyba na zakończenie powinnam życzyć Ci więcej czasu dla siebie?

ŁD: Oj tak, najchętniej usłyszałbym życzenia dużo więcej czasu, bo tego nigdy dość, a reszta się jakoś ułoży. 

NZ: Zatem życzę Ci dużo więcej czasu i dziękuję za rozmowę!

ŁD: Dziękuję!

Foto: M. Mutor


Rozmawiał: Natalia Zakolska


Tomasz Budzyński (Armia)

2015-11-05

Zespół Armia nie musi już niczego udowadniać. Od ponad 30 lat dowodzona przez Tomasza Budzyńskiego ,wciąż podąża swoją przez lata wypracowaną ścieżką. A jednak dwunasty studyjny album grupy zatytułowany „Toń” przekonuje, że Armia wciąż jest zespołem nieszablonowym i charakterystycznym. O jej najnowszym dziele opowiedział mi sam lider.

Czytaj więcej...

Grzegorz Kaźmierczak (Variete)

2015-10-29

Grupa Variete wydała nowy album koncertowy zarejestrowany podczas tegorocznego Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. O tym projekcie opowiedział nam lider i wokalista zespołu Grzegorz Kaźmierczak.

Czytaj więcej...

Bartek Grzanek

2015-10-29

Bartek Grzanek po wielu latach współpracy z różnymi artystami wydał swoją debiutancką płytę. Opowiedział nam o swoich doświadczeniach, inspiracjach, przygotowaniach do premierowego koncertu, który odbył się w łódzkiej Scenografii oraz o tym, jak to jest łączyć pracę nauczyciela i muzyka.

Czytaj więcej...

Lion Shepherd

2015-10-26

Lion Shepherd – zespół grający muzykę wzbogacającą rock i metal o akustyczne brzmienia etniczne. Świeżo po wydaniu płyty i na moment przed początkiem międzynarodowej trasy koncertowej opowiedzieli nam o tym, co jest dla nich najważniejsze.

Czytaj więcej...

Saratan

2015-10-21

Mieszanie muzyki orientalnej i metalowej ma świecie swoją szeroką tradycję. Na polskim gruncie jednak znacznie mniejszą. Krakowski zespół Saratan od kilku lat coraz skuteczniej przekonuje, że takie połączenie ma sens, a najnowsza płyta zespołu „Asha” jest na to dowodem. O muzyce zespołu, zmianach w składzie oraz o wspomnianym albumie opowiedzieli mi lider i główny autor muzyki grupy Jarosław Niemiec oraz jej wokalistka, Gosia „Maggie” Gwóźdź.

Czytaj więcej...

Kayah

2015-10-21

Z okazji dwudziestolecia płyty „Kamień” Kayah postanowiła uczcić ten jubileusz trasa koncertową, podczas której będzie wykonywała materiał z tego albumu. Udało nam się namówić artystkę na krótką rozmowę wspomnieniową w związku z płytą i nadchodzącymi koncertami.

Czytaj więcej...

Tomasz Uszyński (Dead Frank)

2015-10-15

Dead Frank to warszawski zespół grający alternatywnego rocka. Powstał w 2014 roku z inicjatywy Tomka Uszyńskiego (ex Voltage Betty) i Jacka (Perkoza) Perkowskiego (T.Love, Azyl P, De Mono). Panowie postanowili połączyć siły i współtworzyć ambitne, rasowe granie spod znaku Black Keys czy Jacka White'a z polskimi tekstami i przebojowymi refrenami. Na kilka naszych pytań odpowiedział Tomek Uszyński.

Czytaj więcej...

Rafał Tomaszczuk (Hidden By Ivy)

2015-10-07

Rzeszowsko-białostocki duet Hidden By Ivy wydał swój debiutancki album zatytułowany "Acedia". Jest to jedna z najpiękniejszych polskich płyt ostatnich lat - propozycja dla fanów dźwięków między innymi spod znaku wytwórni 4AD i rocka gotyckiego. Porozmawialiśmy ze współtwórcą zespołu - Rafałem Tomaszczukiem.

Czytaj więcej...

Fun Factory

2015-10-04

Po 20 latach przerwy z nowym singlem powróciła bardzo popularna w latach 90-tych niemiecka gwiazda muzyki euro dance. W związku z premierą utworu "Let's Get Crunk" do Warszawy przyjechali: Toni, Steve, Ski i Balca z Fun Factory. I to z nimi się spotkałem w jednym ze stołecznych hoteli.

Czytaj więcej...

Rykarda Parasol

2015-10-04

Uwielbiana w Polsce amerykańska wokalistka, songwriterka Rykarda Parasol opublikowała nowy album zatytułowany "The Colour of Destruction". Z tej okazji udało się nam porozmawiać z artystką w siedzibie jej polskiego wydawcy Chaos Management.

Czytaj więcej...

Krzysztof Rychard (Vapour Trails)

2015-10-02

W ubiegłym miesiącu do sklepów trafiła debiutancka płyta warszawskiej grupy Vapour Trails powstałej na gruzach formacji Phantom Taxi Ride. Z tej okazji na kilka naszych pytań odpowiedział lider zespołu Krzysiek Rychard.

Czytaj więcej...

Łukasz Drapała (Chemia)

2015-09-30

Łukasz Drapała – autor tekstów, kompozytor, ale przede wszystkimi wokalista zespołu Chemia. Przygodę z muzyką rozpoczął w liceum. Ta przygoda przerodziła się w wyboistą drogę, która trwa do dziś. W wywiadzie dla CantaraMusic.pl opowiedział o pracy nad niedawno wydaną płytą Chemii oraz o innych projektach, w których można go spotkać.

Czytaj więcej...

Damian Darlington (Brit Floyd)

2015-09-30

Damian Darlington zanim założył Brit Floyd, przez wiele lat występował w bodaj najsłynniejszym tribute bandzie Pink Floyd, czyli The Australian Pink Floyd. Doświadczenia w nim zdobyte oraz chęć pokazania twórczości słynnej grupy na jeszcze lepszym poziomie sprawiły, że założył właśnie Brit Floyd. Niebawem ten największy „floydowy” show przyjedzie do Polski – 2 i 3 listopada grupa wystąpi w Poznaniu i Krakowie. Z tej okazji porozmawiałem z założycielem Brit Floyd.

Czytaj więcej...

Władysław Komendarek

2015-09-02

Władysław Komendarek jest artystą nieszablonowym i wymagającym. Kieruje się intuicją i pasją. Na tegorocznym OFF-Festivalu porwał publiczność na Scenie „Trójki”. Niedługo po koncercie miał z nim okazję chwilę porozmawiać nasz wysłannik Maciej Majewski.

Czytaj więcej...

5 Angels

2015-08-23

Prezentujemy rozmowę z członkiniami najpopularniejszego czeskiego girls bandu 5 Angels. Po podbiciu rynku czeskiego i słowackiego zaczyna zdobywać coraz większą popularność w Wielkiej Brytanii, USA i Polsce.

Czytaj więcej...

Mick Harvey

2015-08-14

Mick Harvey, znany ze współpracy z Nickiem Cavem pod szyldami The Birthday Party i oczywiście Nick Cave And The Bad Seeds, był jedną z gwiazd tegorocznego Off-Festivalu. Zaprezentował wówczas repertuar Serge’a Gainsbourga, który nagrał na płytach „Intoxicated Man” (1995) i „Pink Elephants” (1997). Przed koncertem skorzystałem z możliwości krótkiej rozmowy z artystą.

Czytaj więcej...

Hugo Race (Hugo Race & The True Spirit)

2015-08-08

Nasz wywiad z australijskim wokalistą, gitarzystą, autorem tekstów i kompozytorem Hugo Race'm. Był muzykiem Nick Cave & The Bad Seeds w połowie lat 80., a Henry Rollins nazwał go "największym skarbem narodowym Australii". W maju tego roku wydał nowy, znakomity album pod szyldem Hugo Race & The True Spirit.

Czytaj więcej...

Piotr "Mały" Sonnenberg (Vincent)

2015-07-27

Wrocławski Vincent po latach niebytu powrócił do aktywnej działalności fonograficznej (płyta „Aura”) i koncertowej. Z tej okazji z wokalistą zespołu, Piotrem „Małym” Sonnenbergiem porozmawiał nasz wysłannik Maciej Majewski.

Czytaj więcej...

Kamil Durski (Lilly Hates Roses)

2015-07-23

Nowa płyta duetu Lilly Hates Roses zatytułowana "Mokotów" ukazała się w czerwcu. Z tej okazji udzielił nam wywiadu Kamil Durski, który wraz z Kasią Golomską tworzy zespół.

Czytaj więcej...

William Doyle (East India Youth)

2015-07-19

William Doyle aka East India Youth to jeden z najbardziej cenionych, młodych brytyjskich twórców muzyki elektronicznej. Wydał niedawno drugi album zatytułowany "Culture of Volume" dla znanej wytwórni XL Recordings. Z tej okazji zgodził się odpowiedzieć na kilka naszych pytań.

Czytaj więcej...

End of content

No more pages to load