„Moje ulubione płyty to te, w których artysta nie boi się wyjść ze swojej strefy komfortu i ponownie odkryć sam siebie. Niezależnie od tego, czy mówimy o „The Juliet Letters“ Elvisa Costello, „Trans“ Neila Younga, „McCartney II“ czy „Watertown“ Sinatry. Obserwowanie artystów, którzy schodzą z utartych ścieżek na niezbadane wody, gdzie mogą polegać tylko na swoich pierwotnych instynktach muzycznych, jest fascynujące“ - mówi Lazer Viking.
„Zamiana gitar na syntezatory wcale nie była zamierzonym ruchem twórczym. Potrzebowałam po prostu zdystansować się od tego, kim byłem, by zamierzyć się z tym, co życie postawiło na mojej drodze. Musiałam znaleźć nowy głos, którym mógłbym przemówić do samego siebie. Głos, który potrafił przetworzyć żal" - kontynuuje zaprawiony tekściarz.
Pulsujące brzmienie Tunnel Vision producenta Tomasa Havlena służy jako idealny fundament dla brutalnie szczerych tekstów Vikinga. Niezwykle opanowany wokal prezentowany w piosenkach z wykorzystaniem auto-tune, to tak otwarta refleksja nad traumą, że każdy z wersów uderzy cię w splot słoneczny mocniej niż bęben basowy 808.
„Najlepsze teksty to te, które potrzebują tylko kilku słów, żeby cię rozwalić. To jest to, co najbardziej kocham w popie, zwięzłość i lekkość. To, z jaką łatwością opowiada każdemu o wszystkim“ - dodaje muzyk.
Dla tych, którzy są głodni każdego słowa Vikinga, Tunnel Vision nie będzie łatwy do słuchania. Jednak nawet gdy tematyka albumu pogrąża się coraz głębiej w mroku, echa stadionowego synth popu lat 80-tych, nostalgii nowej fali i ciężkich linii basowych Italo-disco pojawiają się zawsze w odpowiednim momencie, by przypomnieć, że ze świata Vikinga nie zniknęła jeszcze cała nadzieja.
„Tunnel Vision" to płyta w całości poświęcona życzliwości. Przypomnienie, że osobą, która najbardziej zasługuje na twoją życzliwość jesteś ty sam” - podsumowuje Lazer Viking.