"Odkryłem progresję akordów w refrenie „Boy from Michigan” na moim analogowym syntezatorze OB6, kiedy pracowałem nad „Love is Magic”. I chociaż wiedziałem, że powstanie z tego piosenka, to do końca nie byłem zdecydowany, co z tym zrobić. Czasami po prostu wiesz, że nie ma co się spieszyć z pewnymi pomysłami. Utwór jest inspirowany doświadczeniami, które wydarzyły się, kiedy miałem około 11 lat i planowaliśmy przeprowadzkę z Michigan do Kolorado. Mój najlepszy kumpel wziął mnie na bok i ostrzegł przed „tamtym światem" - tak więc piosenka jest o przejściu z okresu adolescencji w dorosłość, o prostocie i niewinności dzieciństwa i o często niemiłym przebudzeniu, które następuje, kiedy przekracza się próg dorosłości. Jest to również utwór o romantyzowaniu przeszłości, co może być niebezpieczne. Nie wierzę, że można lub powinno się żyć przeszłością, ale jeśli się ją ignoruje, no cóż, wiadomo” - tak o utworze mówi John Grant.
W ostatniej dekadzie John Grant ugruntował swoją pozycję jako jednego z wielkich muzycznych kronikarzy Amerykańskiego Snu, ukazanego z odwrotnej strony. Co by było, gdyby wszystko, co ci obiecano, na co ciężko pracowałeś, co kochałeś, o co się modliłeś, obróciło się w popiół? Grant w swoim najbardziej autobiograficznym dziele poddaje to wszystko dokładnej analizie. W ciągu dekady samodzielnego nagrywania płyt, artysta eksperymentował z nastrojem, fakturą i dźwiękiem. Na jednym krańcu muzycznej tęczy jest zaprawionym w bojach pianistą, na drugim - solidnym elektronicznym autorem. „Boy from Michigan” płynnie łączy obie te cechy. Grant zna Amerykę na tyle dobrze, by udokumentować ją w mikroskopijnych, malarskich szczegółach. Krucha intensywność wczesnych doświadczeń życiowych mężczyzny w średnim wieku, przekształca się ukradkiem w szeroką metaforę stanu narodu. "Myślę o tym, skąd przyszedłem", zauważa, "i o tym, w co wszedłem”.
Nowy krążek został wyprodukowany przez długoletnią przyjaciółką artysty Cate Le Bon. Grant stworzył na nowej płycie oszczędny, dziwnie zaaranżowany nowy świat, w którym przyszło mu żyć.
"Cate i ja jesteśmy ludźmi o bardzo silnej woli. Tworzenie płyty jest trudne nawet w dobry dzień. Narastający stres związany z wyborami w USA i pandemią zaczął nas naprawdę dopadać na przełomie lipca i sierpnia zeszłego roku, ale był to również okres pełen niesamowitych i radosnych momentów” - dodaje John Grant.