Rzeszowski Mindheal zapowiada "Inner Space"

Czwarta płyta w dorobku elektronicznego projektu Mindheal ukaże się na początku listopada.
Na najnowszym albumie Mindheal odwraca klasyczne skojarzenia elektroniki i Berlin School. Zamiast kosmicznych pejzaży i ucieczki w outer space, "Inner Space" kieruje uwagę do wnętrza - do architektury psychiki i napięć współczesnego człowieka. To płyta o samotności w świecie, który wygląda na dobrze, wręcz perfekcyjnie urządzony. Album odnosi się do epoki, w której mamy więcej przestrzeni, komfortu i technologii niż kiedykolwiek, a jednocześnie coraz mniej obecności. Izolacja nie jest już karą. Staje się decyzją, designem, luksusem. Pustka zostaje opakowana w estetykę, oświetlona i sprzedana jako minimalizm albo prywatność premium. Żyjemy wśród ludzi, ale bez relacji. System działa coraz sprawniej – i coraz mniej potrzebuje człowieka.
Tytuły utworów – „Luxury Isolation”, „Please Enjoy Your Emptiness”, „Perfectly Lonely” czy „Smart Home For Broken Souls” – brzmią jak komunikaty systemowe lub hasła reklamowe. Pod uprzejmą powierzchnią kryje się sarkazm i ironiczny komentarz na temat alienacji i braku potrzeby bliskości. Ekskluzywna, limitowana edycja kolekcjonerska albumu zawiera kubistyczne grafiki z samotną postacią w geometrycznych przestrzeniach, co dodatkowo wzmacnia przekaz: pięknie zaprojektowane puste wnętrza stają się mapą stanu psychicznego.
Podobnie jak na poprzednich albumach artysty i tym razem zawartość muzyczna świadomie łączy kontrasty. Ciepłe analogowe syntezatory i lo-fi faktury odzwierciedlają pamięć, niedoskonałość i emocje. Cyfrowe warstwy i rytmy wprowadzają chłód, kontrolę i precyzję. To muzyka o świecie, który wygląda na idealny, lecz w rzeczywistości przenika go ludzka kruchość.
Inner Space to elektronika o przestrzeniach, których nie pokazujemy nikomu. O człowieku, który zamknął drzwi od wewnątrz i nazwał to domem.
Wojciech Stecko (Mindheal) o sobie: „Urodziłem się pod koniec lat 70', co w sposób nieunikniony wpłynęło na mój muzyczny gust, wciągając mnie w ducha i fascynujący świat dźwięków lat 80'. Czas, gdy młode uszy takie jak moje kształtowane były przez ikony new romantic i synth popu. Szybko odkryłem, że tam, gdzie słyszę syntezatory tam czerpię radość. Do początkowo niewysublimowanego gustu malca słuchającego prawie wszystkiego „z nurtu” - a więc Alphaville, Depeche Mode, Yazoo, OMD, Visage, Pet Shop Boys, Ultravox, Duran Duran, Tears For Fears, Spandau Ballet, Talk Talk czy Soft Cell - z czasem zaczęli dołączać wykonawcy muzyki elektronicznej: Tangerine Dream, Klaus Schulze, Jarre, Vangelis. Zafascynowany latami 70’ m.in. twórczością Pink Floyd jednocześnie przyglądałem się nowościom; a było czemu, gdyż przełom lat 80 i 90 to okres znaczących przemian. Uwielbiałem obserwować, jak ewoluują dokonania artystów, jak zmieniają się brzmienia, klimat kolejnych płyt, zwłaszcza w kontekście nowych modeli syntezatorów i maszyn perkusyjnych, które systematycznie i z regularnością pojawiały się w sprzedaży, a ja już wtedy ten rynek śledziłem. Eksplorowałem nowe gatunki od synthwave’u przez Enigmę z jej chórami spojonymi z klarownym czystym rytmem. Otarłem się o muzykę filmową zarówno klasyczną od Ennio Morricone jak i nowości, wliczając Hansa Zimmera, Angelo Badalamentiego i innych. Oczywiście mojej uwadze nie uchodziły kolejne dokonania Briana Eno, Dead Can Dance, Lisy Gerard oraz muzyki bardziej eksperymentalnej. Cały tamten okres w dużej mierze zdeterminował moje późniejsze dokonania muzyczne. Z klasyków, potrafiłem zanurzać się w Genesis i godzinami słuchać Queen czy U2. Chociaż rock jest mi bliski, próżno go szukać w moich kompozycjach, być może dlatego, iż nigdy nie opanowałem sztuki gry na gitarze. W swojej produkcji i w kompozycjach szukam niecodziennych zestawień; łączę stare analogowe syntezatory z nowoczesnymi barwami, czasem wręcz sterylnymi i krystaliczno-jasnymi. Napędza mnie taki eklektyzm oraz kontrasty, co bardzo często słychać w moich utworach. Oprócz emulacji analogowych maszyn z lat 80’ czy wręcz 70’ (wiernie odtworzonych albo celowo przetworzonych z użyciem nowoczesnych narzędzi) wplatam chętnie elementy orkiestrowe zwłaszcza smyczki. Nie potrafię bez nich żyć, zarówno tych klasycznych jaki i syntetycznych. Czasem łączę je z nowoczesną elektroniką, a czasem pozwalam brzmieć niezakłóconym”.



