Do czego może prowadzić nadmierna wrażliwość i jak sobie z nią radzić? Z tą uporczywością próbuje rozliczyć się Swiernalis w trzecim singlu - "Dziury w moim sercu", w którym usłyszeć można wyjątkowy głos Maxa Bravury.
Po świetnie przyjętych “Nie zmieniłbym wiele” i “Żeby mieć za czym tęsknić” Swiernalis nie odpuszcza z energią i szczerością. Artysta goni dalej w swoje najmocniejsze rejony i utrzymując stylistykę mezaliansu gitar i syntezatorów śpiewa, a nawet momentami krzyczy o tym, co mu najbliższe. O miłości i uzależnieniach. Słyszymy konsekwencję w brzmieniu za sprawą jego zespołu i kontynuację post-punkowego klimatu. Tym razem do utworu zaprosił Maxa Bravurę - posiadacza niepowtarzalnego głosu i osobowości scenicznej, a przy okazji przyjaciela codzienności. Chłopaków można było usłyszeć razem na wielu scenach, a w końcu usłyszeć we wspólnej piosence.
“Dziury w Moim Sercu” to rozliczenie się z tym co przynoszą uzależnienia w kontekście codziennego życia artysty, poczucia niedosytu i niewystarczalności. Swiernalis przyznaje się do swoich braków i rozwiązywania problemów w nie do końca bezpieczny sposób - nieporadnych ucieczek w używki, które na szczęście pozostawił daleko za sobą. I teraz próbuje to wszystko ułożyć na nowo.
“kto raz choć się nie zgubił - nie zrozumie ludzi, pobrudziłem, posprzątałem, będzie git”
Całość ubrana w post-bluesową energię przywołującą na myśl dzikość Jacka White’a i bezkompromisowość w sięganiu do sedna problemów. Ponownie na pierwszy plan wychodzą syntezatory i gitary skręcając delikatnie w stronę prostych, ale wybuchowych brzmień. Swiernalis konsekwentnie prowadzi narrację w klimacie poprzednich singli stawiając na przekaz i brzmienie, a nie przeprodukowanie.
Swiernalis dojrzał, spojrzał na siebie z dystansem i - jak sam przyznaje - nauczył się znajdować radość w życiu. Przeszedł długą drogę – zarówno zawodowo, jak i prywatnie.
Swiernalis kieruje swoją muzykę zarówno do dotychczasowych fanów, jak i nowego pokolenia. Jego teksty poruszają tematy tożsamości, zagubienia i samotności. Ci, którzy znają go od lat, mogą być zaskoczeni – to już nie chłopak w kapeluszu i krawacie, ani zagubiony outsider. Artysta, dojrzalszy i bardziej świadomy, tworzy na własnych zasadach – bez presji, ale z pełnym przekonaniem o wartości swojej muzyki. Po zakończeniu współpracy z Kayaxem po raz pierwszy wydaje materiał niezależnie. Współpraca z zespołem pod okiem Pawła Cieślaka zaowocowała albumem o spójnej, emocjonalnej narracji – rockowym, mocnym, momentami wulgarnym, ale bardziej przystępnym. Swiernalis nie szuka już potwierdzenia swojej wartości na zewnątrz – zyskał spokój i pewność siebie. To nowy, ekscytujący rozdział jego twórczości.