Dżem - Sobie Potrzebni

Piętnaście lat studyjnej przerwy. W historii rocka to prawie epoka geologiczna. A jednak właśnie po takim czasie Dżem wraca z płytą "Sobie potrzebni", zaskakując zmianą wokalisty.
Mikrofon przejmuje Sebastian Riedel, syn legendarnego Ryśka. Brzmi jak historia napisana przez los: syn wchodzi na scenę ojca. Ale to nie jest sentymentalna rekonstrukcja przeszłości. To moment, w którym legenda zderza się z nowym pokoleniem, a z tej iskry rodzi się energia, która potrafi przewietrzyć nawet najbardziej uświęconą rockową historię. Pytanie brzmi: czy Dżem wciąż ma w sobie tę duszę, która przez ponad pięć dekad trafiała prosto do ludzkich serc? Ta płyta jasno udziela na to odpowiedzi.
Na "Sobie Potrzebni" pojawia się świeży impuls, ale Dżem nie próbuje udawać kogoś, kim nigdy nie był. Rdzeń pozostaje ten sam: bluesowy kręgosłup, klasyczny rockowy puls i charakterystyczna, lekko zadymiona melancholia, którą zespół przez dekady doprowadził niemal do perfekcji. Nowa energia nie burzy tej konstrukcji, raczej wpuszcza do niej powietrze. Dzięki temu płyta brzmi jak naturalna kontynuacja historii, a nie muzealna rekonstrukcja. To wciąż ta sama dżemowa opowieść o człowieku, jego słabościach i nadziejach, tylko opowiedziana głosem kolejnego pokolenia.
Otwierająca wydawnictwo ballada „Mimo wszystko”, bardzo trafnie wyznacza emocjonalny nastrój albumu, jednak w dalszej części pojawiają się już bardziej dynamiczne utwory, takie jak „Idzie lepsze” czy „Dusza”, oparte na wyrazistych gitarowych riffach i mocnych refrenach. Kontrastują z nimi spokojniejsze kompozycje – „Sobie potrzebni” czy „Jeszcze” – które podkreślają melancholijny charakter albumu. Z kolei „Święty spokój” i „Amulet” wprowadzają energię bluesowo-rockowego grania. Momentami bywa wręcz tanecznie.
Teksty wyszły spod pióra Mirka Bochenka, który współpracuje z zespołem od 1993 roku. Ich siła tkwi w prostocie. Opowiadają o zwykłych sprawach, codzienności, nadziei, duchowości, ale potrafią też niespodziewanie skręcić w bardziej osobiste, egzystencjalne rejony. Bywa intymnie, momentami rozbrajająco szczerze. I choć nie brakuje refleksji, całość pozostaje zanurzona w jasnym tonie. To właśnie ta nuta nadziei sprawia, że "Sobie Potrzebni" nie jest płytą o ciężarze życia, lecz raczej o tym, jak mimo wszystko nie tracić równowagi.
Nie bez znaczenia jest, że za instrumentalną stronę albumu odpowiadają doświadczeni muzycy zespołu: gitarzyści Jerzy Styczyński i Adam Otręba, basista Benedykt Otręba, perkusista Zbigniew Szczerbiński oraz klawiszowiec Janusz Borzucki. Produkcją płyty zajął się sam zespół.
"Sobie Potrzebni" to płyta stojąca na dwóch solidnych filarach. Z jednej strony wiernie podtrzymuje charakterystyczne brzmienie Dżemu, z drugiej, pokazuje, że ta historia wcale nie została jeszcze dopisana do końca. To album, na który, być może, nikt już nie czekał z zegarkiem w ręku. A jednak, kiedy się pojawia, nagle okazuje się brakującym rozdziałem w opowieści o jednym z najważniejszych zespołów polskiego rocka. Rozdziałem, który domyka pewien krąg, a jednocześnie otwiera kolejny. I właśnie dlatego w biografii Dżemu brzmi on zaskakująco naturalnie, jak element, który od dawna czekał na swoje miejsce.
EWELINA MAREK










