Flea - Honora

RecenzjaFleaNonesuch Records2026
Flea - Honora

Pierwsza solową płyta Flea “Honora”, to ukłon basisty Red Hot Chili Peppers w stronę fascynacji jazzem.

Dominującym instrumentem jest tu trąbka, a więc de facto pierwszy instrument Flea. Album wyprodukowany przez Josha Johnsona, zawiera 6 autorskich kompozycji oraz 4 covery. Główny trzon wykonawczy stanowią wspomniany Johnson, który zagrał na saksofonie i klawiszach, a także gitarzysta Jeff Parker, kontrabasistka Anna Butterss i bębniarz Deantoni Parks. Wśród gościnnych instrumentalistów pojawili się także m.in. brazylijski perkusista Mauro Refosco i pianista Nathaniel Walcott oraz dwaj członkowie Red Hot Chili Peppers - Chad Smith i John Frusciante. Prawdziwą gratką jest jednak udział dwóch wokalistów, o których za moment.

Płytę rozpoczyna minutowe, plemienno-fushionowe intro “Golden Wingship”, po którym lider nabija rytm i wprowadza swoim basem “A Plea”. To kompozycja, którą znamy z pierwszego singla. Siedmio i półminutowa, z pulsującym vibem, silnym frazowaniem zespołu, a przede wszystkim istotnym przekazem politycznym, deklamowanym przez Flea, stanowi solidne wprowadzenie do “Honory”. A dalej jest jeszcze ciekawiej - w “Traffic Lights” gościnnie pojawia się Thom Yorke. Świetny, zbudowany na płynącym rytmie, ma w sobie coś z “In A Silent Way” Milesa Davisa. Inna sprawa, że w takim anturażu muzycznym wokal Yorke'a chyba się dotąd nie pojawił. Znakomicie wypada z kolei najdłuższy na płycie, transowy “Frailed”. To blisko jedenastominutowa medytacja muzyczna, gdzie na tle minimalistycznego, elektronicznego podkładu rytmicznego, partiami z gospodarzem wymienia się głównie sam Warren Ellis z The Bad Seeds Nicka Cave'a, który zagrał tu na flecie i skrzypcach oraz Parker, który delikatnie przygrywa w tle na gitarze. Sam Flea nawiązuje tu ponownie do Milesa Davisa, tym razem z okresu “Bitches Brew”, a jego grę na trąbce stanowią tu długie, posuwiste frazy. Zaś przyjemne “Morning Cry”, nawiązuje do najlepszych post-bopowych tradycji nagrań Theloniousa Monka i mimowolnie przenosi o kilka dekad wstecz. Kapitalne partie zagrała tu Anna Butterss, która subtelnie wzbogaca grę Parksa. Zupełnie odmienne wrażenie robi pierwszy z coverów w tym zestawie, a więc “Maggot Earth” z repertuaru Funkadelic, która brzmi tu o wiele prościej, niż w oryginale, a melancholijną trąbkę Flea uzupełniają partie wibrafonu Sashy Berlinera i fletu Dereka Davisa. Z kolei w “Wichita Lineman” z repertuaru Jimmy'ego Webba gościnnie zaśpiewał... Nick Cave! Nastrojowy aranż skrojony został idealnie pod niego i spokojnie mógłby się pod nim podpisać jako współautor.

A skoro jesteśmy przy nastrojowości, to tak ujmującej interpretacji “Thinking Bout You” Franka Oceana nie tyle nie słyszałem, co się nie spodziewałem. Natomiast zdominowana przez syntezator Mooga interpretacja “Willow Weep For Me”, brzmi jak elektroniczne odjazdy Milesa Davisa w latach 80. Tu najmniej słychać jednak wibrację Flea, choć jego trąbka jest miarowa i melodyjna. Na koniec dostajemy iście hymnowo-fushionowy “Free As I Want To Be”, który nawiązuje do twórczości Sly And The Family Stone, a ośmioosobowy chórek podniośle powtarza frazę tytułową w tle.

“Honora” to hołd dla jazzowej tradycji, złożony przez człowieka, którego znamy przede wszystkim z szalonej i intensywnej gry na basie w Red Hot Chili Peppers. Tutaj jawi się jako pokorny uczeń, ale jednocześnie pełnoprawny ‘kot’, dla którego gra na trąbce jest pewnym spełnieniem. Jestem pewien, że uznanie Flea w światku jazzowym jest kwestią czasu.

MACIEJ MAJEWSKI