Lunatic Soul - Transition II

Nowy album Lunatic Soul to uchwycenie momentu przejścia projektu studyjnego do formy rasowego, pełnokrwistego zespołu scenicznego.
Być może powtarzam się, ale chciałbym, aby to wybrzmiało – uważam, że „Through Shaded Woods” Lunatic Soul to jedna z najciekawszych płyt, jakie kiedykolwiek słyszałem. Moja sympatia do solowego projektu Mariusza Dudy ewoluowała z czasem; na początku podchodziłem do niego raczej chłodno, z dystansem, drugorzędnie względem głównego nurtu jego twórczości. Sytuacja uległa dramatycznej zmianie wraz z pojawieniem się płyty „Fractured” i jej ‘uzupełnienia’ w postaci „Under The Fragmented Sky”. Właśnie wtedy zrozumiałem, że jest to twór niezależny artystycznie, wciągający w niebanalną zagadkowość i ambientowy nastrój, o jaki mogę podejrzewać tylko nielicznych, najbardziej wytrawnych muzyków.
Wraz z premierą „Through Shaded Woods” byłem już pewien, że Lunatic Soul (i inne solowe płyty Dudy) są przeze mnie częściej słuchane, niż przeciwległy brzeg rzeki. Mój zachwyt nie byłby jednak pełen, gdyby nie dwupłytowe, kompaktowe wydanie tego leśnego albumu, zawierające kilka dodatkowych, pozornie niedokończonych numerów, które nie zmieściły się na głównym wydawnictwie. Szczególną uwagę spośród tych „odrzutów” zwracała monumentalna kompozycja „Transition II”, trwająca prawie 28 minut. Utwór o takich rozmiarach i ambicjach zasługuje na większą uwagę, niż tylko limitowany dodatek; zatem, Mariusz Duda postanowił opublikować ją ponownie, w nieco krótszej (ok. 24 minut), dopracowanej wersji, idealnej na ciemną stronę winyla.
Tak dochodzimy do tego nowego „uzupełnienia” albumu Lunatic Soul, które zawiera nieznane wcześniej „Realm of the Weeping Willows”, oraz dopracowane wersje „Vyraj”, „Hylophobia” i „Transition II”. Niby dodatek, a trwa to 43 minuty. Warto poświęcić mu uwagę nie tylko przez pryzmat leśnego albumu, którego nigdy dość, a którego „Transition II” jest młodszym bratem; to przede wszystkim ta tytułowa, klasycznie oldfieldowska kompozycja, która pełni rolę wrót czasu pomiędzy ‘starym’ Lunatic Soul, a tym ‘nowym’, jeszcze nieznanym. To moment w którym projekt studyjny przeobraża się w zespół sceniczny; nieprzypadkowo „Transition II” brzmi jak napisy końcowe, po których pojawia się komunikat, że agent 007 powróci w kolejnym filmie.
Wspomniałem Mike’a Oldfielda, w szczególności z myślą o jego klasycznych ‘dłużyznach’ takich jak „Tubular Bells” czy „Ommadawn”.„Transition II” jest ich dziedzictwem; to już nie las sensu stricte, a medytacyjna, modułowa podróż przez wszystko, czym jest Lunatic Soul i co Mariusz Duda chciał nam niewerbalnie przekazać. Zwraca uwagę fakt, iż jest to płyta w większości instrumentalna (znowu kłania się stary Oldfield), podobnie jak „Fragmented Sky”, a jej nastrój przekraczania pewnego progu jest wyraźnie wyczuwalny. Z jednej strony słychać tu smutek, melancholię, noc która okrywa ten las, ale zaraz obok, wśród kręgu platanów, są drzwi zza których przebija blask następnej komnaty. To nie odejście, lecz transformacja.
„Transition II” jest płytą, których na polskim nieboskłonie jest zdecydowanie za mało. Solowe dokonania Józefa Skrzeka, szczególnie te z lat 70., albo równie oldfieldowski Amarok to niewiele. Potrzeba nam więcej ‘Oldfieldów’, nieśmiałych wizjonerów, którzy potrafią operować całą litanią instrumentów i składać to w długie kompozycje, po jednej na stronę winyla. To ich nieposkromiona wyobraźnia, rytm serca i wytyczone przez rozum kształty, pozwalające malować progresywno-elektroniczno-folkową muzyką całe równoległe światy. A może to tylko portret artysty z czasów młodości, który nieustannie tworząc wciąż uczy się rozpoznawać samego siebie, odkrywając kolejne odsłony i odcienie tego samego natchnienia, które kazały mu wtedy sięgnąć po instrument?










