Michael Brook - Cobalt Blue & Live At The Aquarium (reedycja)

Kultowa wytwórnia 4AD wznowiła kolejną płytę ze swojego głębokiego katalogu. Tym razem padło na pierwszy solowy krążek cenionego mistrza muzyki ambient, Michaela Brooka.
Postaci Michaela Brooka nie trzeba przedstawiać sympatykom muzyki ambient. Ten osiadły w Kalifornii inżynier dźwięku, muzyczny innowator i wynalazca, to jeden z najbardziej uznanych kompozytorów parających się dźwiękami tła – zarówno dla filmu, w kolaboracjach, oraz całkiem solo. Jego wielokrotnie nagradzana muzyka zdobi zarówno komercyjną „Gorączkę” czy „Mission: Impossible”, jak i bardziej niezależne „Wszystko za życie”, „Niewygodna prawda” czy „Fighter”.
Jeszcze szerzej od muzyki filmowej znane są jego kolaboracje. Warto przypomnieć „Sleeps with the Fishes” (4AD) powstały we współpracy z Pieterem Nootenem, współzałożycielem Clan of Xymox (równie znacząca postać dla muzyki ambient). Z kolei „Mustt Mustt” i „Night Song” (Real World) to już współpraca z najsłynniejszym śpiewakiem religijnym z Pakistanu, Nusratem Fateh Ali Khan i jego świtą, o silniejszym zabarwieniu estetyką new age i ‘muzyki świata’.
Matecznikiem Brooka pozostaje ‘rodzina’ muzyków związanych z Danielem Lanois, jego odkrywcą i pierwszym pracodawcą. Brook jest elementem tego samego ‘drzewa’ na którym wiszą Brian Eno, Roger Eno, Harold Budd, David Sylvian, Robert Fripp, czy Jon Hassell. Na jego talencie poznał się także Ivo Watts-Russell, szef 4AD, inspirując jego współpracę z Nootenem. To właśnie tam Brook nagrał swoją pierwszą ‘samotną’ płytę „Cobalt Blue” w roku 1992.
Brzmienie „Cobalt Blue” nieco różni się od poprzednich krążków Brooka. Do tej pory, był on ‘dostawcą’ barw, innowacji, technologii – słynna ‘infinite guitar’ to jego wynalazek, wymyślony w inspiracji muzyką Frippa i Eno. „Fishes” to bardziej płyta Nootena – tam Brook jedynie niósł pomoc. Nawet jego debiut „Hybrid” powstał w ścisłej współpracy z Eno i Lanois. Ale „Cobalt Blue” to już Michael Brook sam jeden, ze swoją gitarą i studiem, którym gra jak instrumentem.
„Cobalt Blue” nigdy nie należało do klasyki muzyki ambient, co być może stanowi jeden z powodów tej reedycji. To nie pierwszy raz, gdy 4AD odnawia ten album, razem z jego bliźniakiem nagranym przez Brooka na żywo w Londynie. To krążek o którym warto przypominać nie tylko fanom ambientu, ale także koneserom estetyki 4AD. Brzmi on tak, jakby The Edge pobierał lekcje u Robina Guthrie, używając Infinite guitar, której unikatowy egzemplarz de facto posiada.
Ambient to muzyka której słuchamy bez potrzeby koncentracji. Pomagają w tym hipnotyczne pętle, inspirowane doświadczeniami Cage’a, Reicha i Riley, a których powiernikami stali się Fripp i Eno, Basinski czy Roach. Styl Brooka różni się od tych tytanów gatunkowych rozpiętością; „Cobalt Blue” to zbiór miniatur, taki jak „Music For Films” Eno. Właśnie to powoduje, że słuchacze łamią zasadę muzyki tła i skupiają się na niej, łapiąc każdy ulotny, oniryczny dźwięk.
„Cobalt Blue” jest płytą niezwykle urokliwą, która używa typowych dla 4AD barw radosnego smutku. To rzecz z którą mógłby się ‘zgodzić’ zarówno Fripp (innowacje), jak i Guthrie (nastrój). Pasuje do czasów w których powstała, chociaż nie miała najmniejszych szans na zaistnienie w szerszej przestrzeni. Warto sięgnąć po jej podwójne wydanie uzupełnione koncertówką, chociażby dla „Ultramarine”, czterech minut po zażyciu eliksiru szczęścia i równowagi.

