sneaky jesus - for better future

RecenzjaMaciej MajewskiSneaky JesusAudio Cave2026
sneaky jesus - for better future

“for better future” to domknięcie ‘trylogii dedykowanej’ wrocławskiego ensamble’u.

Tytułowy lepszy czas ma tu swoje znaczenie, bo jak sami mówią: “Dla nas ten lepszy czas nastąpił wraz z otrzymaniem telefonu z propozycją zagrania koncertu na festiwalu w Bośni. Pod wpływem upojenia wizją bałkańskiej trasy oraz dołączenia nowego kompana podróży, świetnego perkusisty i super zioma - Michała Wdowikowskiego, zaczęliśmy komponować świeże rzeczy, aby po prostu mieć co zagrać na festiwalu. Kompozycje, tematy, które były zbyt abstrakcyjne, aby zmieścić się na poprzednią płytę, złączyły się w całość i wylądowały na tym krążku".

W rzeczy samej - materiał zawarty na płycie jawi się sporo otwartością blisko free, spiritual, czy nawet fushion, ale jest jednocześnie liryczny, filmowy, a momentami - zaskakująco zwarty. Weźmy otwierającego “Upiora w wizjerze”, który na powolnym, resorowym rytmie najpierw narasta wyboldowanymi partiami saksofonu Matyldy Gerber, by mniej więcej w połowie na miarowej pracy sekcji rytmicznej zafundować… śpiewy chóralne. Nic w tym jednak nie odstaje, bo całość zawiązuje się silnym pochodem saksofonowym i powrotem do transowego tematu głównego. Pulsująco płynie natomiast “Spięty koleś w grobie”, początkowo prowadzony głównie przez gitarę Macieja Forreitera, a potem już zgodnie i wręcz harmonijnie z resztą instrumentalistów. To jeden z najbardziej miodnych fragmentów płyty - kojących i przyjemnych, niemalże… funkowych. Z kolei “Dzień dziecka w sklepie z kruszywem” to, co najmniej dwie kompozycje w jednej. Najpierw wariacka, gęsta kawalkada kontrabasu Franciszka Pospieszalskiego, przechodząca w lekko zmutowaną, ale kapitalnie płynąca narrację, która podkręcona przez cały zespół, udanie ‘przegrzewa się’ w finale. Po stanowiącym swoiste interludium “Przydziale” (przyjemnie zapętlonym i wyciszającym), dostajemy nieco afrykańskiego w duchu (sic!) “Mufasę”. Doprawdy trudno nie ulec kołyszącemu rytmowi tego utworu - nieznacznie popisowego, gdzie poszczególni instrumentaliści świetnie się uzupełniają. Ale prawdziwą perełką jest tu “Z sercem na ręce” - ujmująco liryczne, niczym ścieżka dźwiękowa do filmu przyrodniczego, pozbawionego komentarza Krystyny Czubówny. A skoro jesteśmy przy filmach do “Przecisk” idealnie nadałby się do ilustracji pościgu (nawet rowerowego). Opowieść, którą snuje tu Matylda przy wtórze sekcji dętej, po prostu wciąga. Zaś zamykający album “Sarkofag” dopełnia całości, jeszcze raz ukazując konsolidacyjne możliwości wykonawcze tego składu.

“for better future” pozostawia jedynie niedosyt jedynie na odcinku czasowym, bowiem trzymając się długości ‘winylowej’, pozbawia słuchacza czegoś więcej. Tego jednak zdaje się będzie można doświadczyć na koncertach zespołu.