Swallow - Blown (reedycja)

RecenzjaJakub OślakSwallow4AD / Sonic Records2026
Swallow - Blown (reedycja)

Louise Trehy i Mike Mason, czyli nieco zapomniane Swallow, dostają od losu drugą szansę, a ich jedyny album powraca dzięki wytwórni 4AD w zupełnie nowej, kompletnej formie.

Historia stylu nazywanego shoegaze usiana jest żywotami genialnych zespołów, które istniały zaledwie kilka lat. Dziś, gdy ta odmiana indie rocka przeżywa swoje powtórne przyjście, przypominamy sobie o takich ekipach jak Pale Saints, Chapterhouse, Lush, Curve, czy Galaxie 500, a święta trójca gatunku, czyli My Bloody Valentine, Slowdive i Ride przeżywa renesans popularności. Dzieje się tak dlatego, że shoegaze jako styl muzyki rockowej wyprzedził swój czas, a znikające za ścianami gitar niewinne wokale i marzycielskie melodie, potok dźwięków, monotonne riffy, fale przesterów i kaskady sprzężeń dotarły do należnych uszy dopiero dziś.

Wśród tych nazw jest jedna ekipa, której historia to archetyp pierwotnego niepowodzenia shoegaze jako ciekawostki jednego sezonu. Swallow to angielski duet mający na koncie jedną płytę długogrającą i kilka lat działalności. „Blow”, ich wydany w 1992 roku album, nie zachwycił nikogo – ani krytyki, ani publiczności, ani samych artystów. Produkował ich John Fryer a wydało oczywiście 4AD, w efekcie czego brzmieli za bardzo jak Cocteau Twins (co w ich opinii było wadą), zbyt odmiennie od tego, jak sami sobie to obmyślili. Po tym ‘niepowodzeniu’ i braku motywacji do dalszej pracy i wspólnego związku, każde udało się w swoją własną stronę.

Warto wspomnieć, że zespół próbował ‘naprawić’ „Blow”, wydając go jeszcze raz w tym samym roku po radykalnym, własnoręcznym remiksie (jako „Blowback”), nadużywając kredytu zaufania ze strony 4AD i Ivo Watts-Russella; aczkolwiek, efekt (sprzedaż i popularność) był jeszcze gorszy – płytą nie zainteresował się nikt, a o jej istnieniu wiedzieli wyłącznie nadgorliwcy. I ta porażka być może skazałaby Swallow na wieczne zapomnienie, gdyby nie wspomniany przeze mnie renesans popularności shoegaze, którego jesteśmy obecnie świadkami, 30 lat po fakcie. Czas wreszcie zrównał się z tym zjawiskiem, a sam styl trafił na właściwą sobie publiczność.

Slowdive wyprzedaje trasy, MBV grają w Royal Albert Hall, Ride wydają najlepsze albumy, nawet Chapterhouse spotkali się celem krótkiej trasy po Anglii. 4AD wie, że mają w swoim katalogu wiele takich skarbów; zatem, czy to nie właściwy – być może jedyny – moment, aby przypomnieć o Swallow i „Blow”? To strzał w dziesiątkę. „Blown”, gdyż tak zatytułowane jest to wydawnictwo, to de facto kompilacja dwóch płyt – oryginalnego „Blow” i jej pierwszej modyfikacji, czyli „Blowback”, oraz dwóch nieznanych wcześniej kompozycji. Całość została kompletnie zremasterowana przez Anne Taegert, i brzmi, mówiąc wprost, jak zupełnie nowa płyta.

Jestem sympatykiem ‘poprawiania’ płyt, szczególnie wtedy, gdy rzecz wymaga poprawy; ale tu mamy przypadek Benjamina Buttona – zawrócenie biegu czasu. „Blow” brzmi fantastycznie i olśniewająco, całkowicie wypierając swoją pierwotną wersję. Zespół gra świeżo i radośnie, marzycielsko i niszczycielsko, tak jakby to oni, a nie Slowdive czy MBV, byli sztandarową marką w shoegaze. Słychać jest skąd wtedy przychodzili (Cocteau Twins, Cranes, Mazzy Star), oraz jak wiele zespołów potem zainspirowali (chociażby The Raveonettes). Ten prysznic dźwięków i kołyszące, dobiegające z drugiego pokoju słowa są nie do podrobienia – klasyczny shoegaze.

Zupełnie osobnym tematem jest „Blowback”. Nigdy nie słyszałem jego pierwotnej wersji, dlatego przyjmuję to, co zrobiła Anne Taegert jako jego jedyną formę. To rzecz, która brzmi jak „Pygmalion” Slowdive – sennie, eksperymentalnie, artystycznie, bez śladu jakiejkolwiek przebojowości (ku zgrozie wydawcy). Jest surowo, lecz przepięknie, jak niedokończone demo, którego nie doścignie żadna produkcja. Jeśli takie miało być „Blow” w swojej pierwotnej wersji, to rozumiem dlaczego Swallow byli niezadowoleni z efektów pracy Fryera. I sam nie wiem, która wersja podoba mi się bardziej; dlatego słucham ich obu i traktuję jak osobne wydawnictwa.