Tentno - The truth is at the bottom of the bottomless…

RecenzjaMaciej MajewskiTentnoAlpaka Records2026
Tentno - The truth is at the bottom of the bottomless…

“The truth is at the bottom of the bottomless…” jest zwieńczeniem pewnego etapu w twórczości lidera zespołu, Krzysztofa Hadrycha, który podczas powstawania jej trochę jeszcze nie mógł zdecydować czy jest muzykiem jazzowym, czy metalowym.

I rzeczywiście, album nagrany w składzie Krzysztof Hadrych – gitara, Alan Kapołka – perkusja, Szymon Zalewski – kontrabas i Marta Prabucka - wizualizacje, puchnie wręcz od pomysłów. Kalejdoskopowo grupa pędzi między jazzem, metalem, gorącą improwizacją i wirtuozerią.

Otwierające “nie każdy umie coś zrobić w jakikolwiek sposób”, pokazuje to stylistyczne rozedrganie. Czy mocniej, czy bardziej free, a może jedno i drugie? Bardziej wyważone jest “today i will dissociate”, który po bardzo ‘wyrzeźbionym’ gitarowym intrze, osadza się w zdecydowanie bardziej ułożonych strukturach, kojarzących się trochę z metalowym fushion, twórczością Billa Laswella, czy Bucketheada. Zdecydowanie w stronę jazzu podąża natomiast zaskakująco minimalistyczny “the idea of separating dogs fighting scares me”. To niemalże… ballada, która przynosi pewne wyciszenie w tej gęstwinie dźwiękowej. W podobnym tonie wybrzmiewa “i have never lived a single unique experience”, choć niesie ze sobą nieco więcej niepokoju. Dopiero partie kontrabasu Szymona pod koniec utworu nieco go gaszą, przechodząc płynnie w “as you go down temperature and pressure rapidly increases”, która osadza muzyczną narrację najpierw w silnych gitarowych pasażach, by pod koniec ustawić je w aurze… ambientu. Ostateczną odpowiedź przynosi finałowe “i tried to love you, but you sound like 100000 collapsing buildings and it makes me very stressed”, gdzie jazzowe inklinacje ustępują ostatecznie metalowi - zawiłemu, technicznemu i sprzęgającemu.

“The truth is at the bottom of the bottomless…” brzmi jak zapis chwili, rozprzężonego nastroju, bazującego natłoku myśli i stłumionej dezorientacji. Jestem pewien, że zespół przekładając ten materiał na formułę koncertową, pozostawi jego wytyczne umownie. To płyta wyłącznie na warunki sprzyjające skupieniu, otwartości i pewnej sterylności. W przeciwnym razie wpędzi w konfuzję, zanim się skończy.