Tori Amos - In Times Of Dragons

RecenzjaMaciej MajewskiTori AmosUniversal Music Polska2026
Tori Amos - In Times Of Dragons

“In Times Of Dragons”, czyli 18 już płyta Tori Amos, to kolejny etap jej twórczej drogi w kierunku intymności, przestrzeni i ciszy.

Jak sama mówi - album stanowi “metaforyczną opowieść o walce Demokracji z Tyranią, odzwierciedlająca obecne, ohydne, nieprzypadkowe podpalanie demokracji w czasie rzeczywistym przez 'Wierzące w Dyktatora Demoniczne Jaszczurki' (‘Dictator believing Lizard Demons’) w ich przejęciu Ameryki”.

To nie pierwszy raz, kiedy Amos zajmuje się mitologią, historią, czy też archetypami - podejmowała je chociażby na płytach “American Doll Posse” czy “Night Of Hunters”. Tym razem jednak robi to nienachalnie i introspektywnie, a całość jest bardzo dobrze zbalansowana. Otwierające, mantrowo-minorowe “Shush”, momentalnie wdraża w świat wykreowany przez Tori - ten, który już znamy i cenimy. Który skłania do refleksji, a czasem nawet przeraża. Gdzie eligijne dźwięki fortepianu są punktem centralnym, obudowującym głos wokalistki. Kompozycja tytułowa stanowi natomiast esencję płyty, gdzie bohaterka tekstu metaforycznie kreśli sytuację, w której się znalazła - między światem światem dyktatury i światem skądinąd wymarzonym, do którego pozornie wcześniej była przyzwyczajona. Co istotne - podważa tu zarówno siłę, jak i wiarę. Te częściowo odzyskuje w zaskakująco nośnym “Provincetown” oraz atmosferycznym “St. Teresa”, gdzie kłania się (który to już raz) Kate Bush. Jest też filuternie podana opowieść o miłosno-dziewczęcej wyprawie w “Gasoline Girls” oraz dwie krótsze kompozycje: eteryczna “Ode To Minnesota” oraz nieco pubowa, acz feministycznie zabarwiona przypowiastka “Fanny Faudrey”. Pierwszą połowę płyty zamyka zaś rozliczające “Veins” i przejmująco zagrane (choć początkowo sprawiająca wrażenie mało poważnego) “Strawberry Moon”.

Druga połowę albumu rozpoczyna retrospektywne “Song Of Sorrow”, a przede wszystkim głęboko miłosne “Flood”. Tori śpiewa w nim z ogromnym uczuciem żalu w głosie, który wręcz… mrozi. Zupełnie nie pasuje tu utwór “Pyrite”, który brzmi banalnie i przypomina zagubiony odrzut z lat 90. Szybko przełamuje to jednak “Tempest”, utrzymany w typowym dla Tori klimacie - trochę teatralnym, a trochę filmowym. Z kolei w “Angelshark” autorka kolejny raz podejmuje wątek miłosny, aczkolwiek tym razem uznaje kochanków za… gatunek zagrożony. Natomiast nieco mamrotliwy “Blue Lotus” trochę zaburza narrację i mimo udanego, minimalistycznego aranżu, trochę nuży. Kluczowa dla całości jest jednak “Stranger Together”, opowiadająca o relacji matki z córką. To jedna z najpiękniejszych kompozycji Tori Amos w ostatnich latach - wyjątkowo pokrzepiająca, a jednocześnie wzruszająca. Napisana przy udziale Natashyi Hawley, została wybrana na pierwszego singla, zapowiadającego “In Times Of Dragons”. Zamyka ją jednak iście sakralne i pełne napięcia “23 Peaks”, która przywołuje ‘dragon queens’, mogące przywrócić bohaterkę tekstu do stanu kobiecości. Ta symboliczna pieśń wieńczy całą opowieść - pełną wątpliwości, uczuć, emocji, ale też odwagi i wolności.

Zawsze byłem pod wrażeniem tego, jak Tori Amos potrafi skutecznie poprowadzić i utrzymać narrację na swoich płytach - zwłaszcza tych liczących ponad 70 minut. “In Times Of Dragons” mało ma momentów wątpliwych, czy niepotrzebnych. To album wymagający atencji, stworzony przez kobietę, która po raz kolejny objawia zajmującą stronę swojej - nie tylko artystycznej - osobowości. I tak jak nie zawsze rozumiem, co Tori Amos chce przekazać, tak tym razem przekonała mnie niemalże całkowicie.

TORI AMOS - Warszawa, Torwar, 12.05.2026

Bilety: https://www.livenation.pl/event/tori-amos-in-times-of-dragons--warsaw-tickets-edp1624908

Powiązane materiały