Anna Ruttar

Po jedenastu latach od wydania znakomicie przyjętego debiutu "Heart Made" Anna Ruttar zaprezentowała drugi autorski album. "In Between" to płyta, która wymyka się gatunkowym definicjom. Łączy jazz, blues, world music, elektronikę, piosenkę autorską i klasyczne brzmienia w spójną, niezwykle osobistą opowieść o miejscach, w których kiełkują emocje, wspomnienia i inspiracje.
GS: To Twoja pierwsza płyta od 11 lat. Czemu musieliśmy aż tyle lat czekać na ten album?
AR: Już zapomnieliśmy o pandemii, a jednak tutaj była istotnym czynnikiem, jeśli chodzi o tę płytę. Zabrałam się za nagrywanie kolejnego albumu 3 lata po pierwszej płycie solowej, która ukazała się w 2015 roku. Przed pandemią miałam napisane nowe piosenki i zdążyliśmy zarejestrować sześć instrumentali z moimi muzykami. Potem miał być ciąg dalszy, ale wszystko stanęło w miejscu. No i tak to się wszystko przedłużyło. 2 lata były zamrożone w czasie stricte pandemicznym. Nie ukrywam też, że sama koncepcja dotycząca brzmienia tej płyty zmieniła się zupełnie. Początkowo miałam wizję, by był to akustyczny materiał. Myślałam, że nie będę robić wycieczek w stronę elektroniki. Okazało się jednak, że ta pierwotna wizja wraz z upływającym czasem zaczęła ewoluować, więc musiałam też znaleźć nowy klucz do własnych piosenek. Do tego doszły kwestie związane z wydawnictwem, bo początkowo plany wydawnicze były zupełnie inne. Wszystko to pandemia przewartościowała. No a potem jeszcze kolejka wydawnicza.
GS: Wspomniałaś, że przed pandemią zarejestrowałaś pięć instrumentali. Czy te pięć szkiców trafiło na nowy album?
AR: Tak. Są to utwory: „Huśtawka”, „Nie Po Tobie”, „Utul Mnie”, „Tęsknię”, „Blues pod Słowikami” oraz „Kołysanka dla Adasia”. A reszta piosenek powstała już na bieżąco w studiu. Nagrałam instrumenty klawiszowe we współpracy z moim współproducentem, Szymonem Folwarcznym. A jeśli chodzi o wokale, nagrywałam je częściowo w MAQ Records oraz też u Szymka Folwarcznego.
GS: Co kierowało Tobą, że poszłaś na nowej płycie w stronę, powiedzmy, nieco alternatywną? W kilku utworach pojawia się elektronika, kojarząca mi się na przykład z Radiohead w utworze „Barwy”. Do tego są tam brzmienia world music, jest jazz, nawet odrobina rocka. Miejscami odeszłaś daleko od brzmień akustycznych.
AR: Głównymi czynnikami były upływający czas i zmiana pierwotnej wizy płyty. Na pierwszej płycie było sporo brzmień Fender Rhodes. Lubię brzmienia różnych klawiszy, nawet takie uciekające trochę w alternatywę. Na nowym albumie początkowo myślałam wyłączenie o fortepianie, ale to się odmieniło. Zapragnęłam, by wszystko harmonizowało z ewoluującą wizją. Świat przed pandemią i po pandemii, to już nie był dla mnie ten sam świat, a nowe doświadczenia sprawiły, że musiałam zaingerować w warstwę brzmieniową.
GS: Czy doświadczenia pandemiczne jak chociażby brak możliwości podróżowania, paradoksalnie wpłynęły na podróżniczy klimat albumu? Śpiewasz tu po francusku, polsku, pojawia się język chorwacki, a poza tym pojawiają się motywy podróży.
AR: Jak najbardziej tak. Chociażby tytuł płyty „In Between” dotyczy stanu bycia „pomiędzy”, stanu ducha w zawieszeniu. Podczas pandemii dotarło do mnie, jak bardzo wolność i możliwość podróżowania są dla mnie ważne. Oczywiście wcześniej miałam tę świadomość, ale nie wiedziałam jak to jest, gdy nie można podróżować wtedy, kiedy się chce. Od 2015 roku kursowałam tam i z powrotem między Francją i Polską, i nagle po prostu nie mogłam tego robić. Traktowałam to wręcz jako rodzaj zamachu na moją osobistą wolność. Wszystko to sprawiło, że motyw swobodnego przemieszczania się jest tak istotny na tej płycie.
GS: Ważnym elementem tej płyty są chemigramy. Skąd wzięłaś pomysł na ich wykorzystanie w oprawie graficznej? Poza tym wiem, że chemigramy mają też związek z tym, jak odnosisz do procesu tworzenia muzyki na tej płycie.
AR: Chemigramy pojawiły się już post factum, kiedy szukałam ilustracji, która wyraziłaby proces przekształcania moich piosenek i zmian, jakie zaszły z materiałem. Chemigramy to fotografia eksperymentalna, a Pierre Cordier, który je stworzył, mówi o nich jak o działalności wręcz laboratoryjnej i naukowej; potrzeba czasu, aby dojść do tego czym jest chemigram. Pojawia się kwestia zachodzących procesów, która była bardzo dla niego ważna i dla mnie też, bo sam proces przecież jest również poniekąd tematem tej płyty. Bycie pomiędzy, bycie w procesie. Jednocześnie, ważne jest to w jaki sposób chemigram jako taki oddziałuje na odbiorcę. Gdy miałam możliwość po raz pierwszy obejrzeć chemigramy prof. Janusza Musiała, który jest związany z Katowicką Szkołą Filmową Krzysztofa Kieślowskiego, miałam poczucie, że muszę się przy nich zatrzymać na dłużej, że te prace odbiorcę niemal zasysają. Obserwator musi po prostu wnikać, poszukiwać i zagłębiać się w tych obrazach. Nie są to oczywiście obrazy, które są dane w sposób natychmiastowy, ale stwarzają przestrzeń i możliwość refleksji, podróży w głąb.Oczywiście moim ogromnym marzeniem jest, aby słuchacze mojej muzyki decydowali się na taką podróż w głąb, a nie tylko zatrzymywali się na pierwszym wrażeniu.
GS: Chodzi chyba nie tylko o muzykę, ale także o teksty?
AR: Oczywiście. Ale traktuję teksty jako warstwę przenikającą się z warstwą muzyczną.
GS: Słuchając tej płyty jestem pod wrażeniem, jak udanie połączyliście różne brzmienia. Bo tak naprawdę, gdy wyciągniesz jedną z tych cegiełek, to ta płyta się rozsypie.
AR: Jeżeli postrzegasz ten projekt jako całość, to jest to dla mnie ogromny komplement. Wyjęta cegiełka znaczy inaczej. W dzisiejszych czasach, gdy wszystko jest fragmentaryzowane i sprowadzane do pojedynczych utworów, czuję się w podejściu do muzyki archaiczna, bo cały czas trzymam się wiernie konceptu płyty jako zbioru opowieści. Moim zdaniem, jeżeli artysta podsumowuje jakiś etap, nie może myśleć tylko jedną piosenką. I tu znowu nawiążę do początku naszej rozmowy. Nie mogę powiedzieć, że już na starcie wiedziałam jaka będzie ostateczna wizja. Natomiast potem, już podczas pracy z Szymonem, najważniejsza była kwestia naszych spotkań. Szymon doskonale mnie zna, wie, jakie mam gusta i upodobania. Zawsze pracujemy na zasadzie ścisłej i szczerej wymiany myśli. Chodzi mi też o myślenie barwą, kolorem, emocją, filozofią brzmienia. Daję mu bardzo precyzyjne wskazówki producenckie, które nakierowują jego myśli właśnie na konkretny tor.
GS: Masz już pomysły na kolejne projekty?
AR: Udało mi się nawiązać we Francji współpracę z wieloma muzykami, m.in. z cenionym akordeonistą Markiem Berthoumieux. To fenomenalny muzyk i czuję się zaszczycona, że mogę z nim koncertować. Kto wie, może ten projekt będzie można kiedyś zarejestrować?
