Archive

13 studyjna płyta Archive zatytułowana „Glass Minds”, pokazuje różnorodność stylistyczną zespołu, który na przestrzeni lat przyzwyczaił swoich słuchaczy do różnych wolt. Tym niemniej najnowsze dzieło grupy jest jednym z najbardziej złożonych strukturalnie i lirycznie spośród płyt, jakie nagrali w ostatnich 15 latach. Jej emocjonalność i swoista filmowość ujmuje. Jej tworzenie odbywało się niejako w cieniu zmagań z nowotworem pianisty zespołu Dariusa Keelera. W rozmowie z nim oraz Dannym Griffithsem i Pollardem Berrieriem, nie odczułem jednak żalu, czy smutku. Przeciwnie – panowie są dość podekscytowani nową płytą, choć opowiadają o niej raczej oszczędnie.
MM: Darius, jak się czujesz?
DK: Dobrze, póki co wszystkie wyniki są dobre, więc mam nadzieję, że pozbyłem się tego gówna.
MM: Czy Twoja choroba miała jakiś wpływ na proces twórczy?
DK: Tylko w takim stopniu, że pracowałem szybciej, bo co kilka tygodni przechodziłem chemioterapię. Ale pisaliśmy cały czas. Po drodze nagraliśmy przecież ścieżkę dźwiękową do filmu („Wingwoman” autorstwa francuskiej reżyserki Mélanie Laurent, który pojawił się w 2023 r. – przyp. MM). Także pod tym względem nic się nie zmieniło – cały czas tworzymy.
MM: Zaryzykuję tezę, że „Glass Minds” to najlepszy album Archive od czasu serii „Controlling Crowds”. Zaczyna się on od łagodnego utworu zatytułowanego… „Broken Beats”.
DK: Tytuł wyszedł z samego tekstu. Pasował do niego po prostu, ale wiem, co masz na myśli, bo nie ma w nim połamanych bitów. Przewrotność…
MM: Ale zdaje się, że są w nim trąbki?
DK: Owszem. Mieliśmy w studiu 15 trębaczy. Ale nie weźmiemy ich na trasę (śmiech).
MM: Co innego utwór tytułowy, zaśpiewany przez Lisę. Wydaje się dość metaforyczny.
DK: Tak, i Lisa napisała też do niego tekst. Ale nie chciałbym go interpretować w jej imieniu… Musiałbym ją zapytać, o czym jest… Moim zdaniem dotyka ego i kruchości.
MM: Z kolei „Patterns” rozwija spectrum muzyczne tej płyty. Brzmi jak nagranie Pink Floyd albo Porcupine Tree. Użyliście w nim melotronu?
DK: Tak, ale także sampli. Na tym prawdziwym zagrał Lee Pomeroy, który dołożył tutaj także partię basu.
MM: Widziałem teledysk do „Look At Us”, do stworzenia którego użyliście sztucznej inteligencji. Zupełne przeciwieństwo w stosunku do poprzedniej płyty, gdzie używaliście kamery Super 8.
DK: Dla mnie to wydaje się proste, jak wiele mamy narzędzi i jak możemy je wykorzystywać...
DG: W obecnym świecie AI jest narzędziem i kiedy jest używana kreatywnie, to jest bardzo pomocna. Nie pozwolimy natomiast, żeby AI napisała za nas muzykę…
MM: Nie mogłaby napisać lepszej muzyki niż wy sami.
DG: Oczywiście, że nie. Pomysł i wizja Maxima (Kelly’ego, reżysera teledysku – przyp. MM) jest tym, co chciał stworzyć. Nie mogliśmy tego odpuścić, bo zgodziliśmy się na taką realizację i staliśmy za tą ideą do końca. Myślę, że cała trylogia klipów, które stworzył Maxim, bo są jeszcze dwa – do „City Walls” i „Wake Up Strange”, jest niezwykle mocna.
PB: Trudno przyzwyczaić się do takiego narzędzia w świecie Archive, ale zapewniam Cię, że jest to równie ciekawe, jak użycie analogowej kamery Super 8.
MM: Słuchając całej waszej dyskografii na przestrzeni lat i włączając do tego „Glass Minds”, zdałem sobie sprawę, że wspólnym mianownikiem waszych utworów jest coś na kształt pierwotnej melancholii.
DG: To ciekawe, co mówisz, bo kiedy piszemy, wyrażamy i kanałujemy nasze emocje… Archive jest głęboko progresywną grupą - lirycznie pochodzi z bardzo głębokiego i bardzo wrażliwego miejsca, więc siłą rzeczy nasza muzyka naznaczona jest melancholią. Nie piszemy wesołych pop-piosenek, bo to nie jest nasz styl.
PB: Piszemy muzykę dla ludzi, którzy odczuwają głębokie emocje zarówno dobre, jak i złe.
MM: Mówicie, że nie piszecie piosenek pop, a „The Love The Light”? Mnie przypomina, zwłaszcza w refrenie Coldplay.
DG: Tu tekst też napisała Lisa. A Coldplay nagrali kilka świetnych piosenek.
DK: Coldplay to ostatni zespół, o którym bym pomyślał w przypadku tej piosenki (śmiech).
MM: W „Heads Are Gonna Roll” pojawiają się natomiast elementy hiphopowe.
DK: Uwielbiam hip hop. I teksty Jimmy’ego Collinsa.
DG: To, co jest ciekawe, to fakt, że to nie jest hip hop w sensie gatunkowym, mimo iż zawiera rap. To jest element przekrojowości w naszej muzyce, bo jednym z naszych korzeni jest nie hip hop, a trip hop. To nasze DNA. Czasem jest na pierwszym planie, a czasem jest schowane.
MM: „Where I Am” jest jedną z dwóch najdłuższych piosenek na płycie. To apokaliptyczne outro na końcu łączy się trochę z początkiem, czyli z „Broken Beats”.
DK: Wiesz, co ta piosenka przypomina? Davida Bowiego. I muzykę z „Miasteczka Twin Peaks”. To coś innego i bardzo dziwnego…
MM: Będziecie wykonywali tę płytę w całości na nadchodzących koncertach?
DG: W całości niekoniecznie, ale w znacznej części na pewno. To bardzo narracyjna płyta, więc można ją przedstawiać na żywo na różne sposoby. Pewnie wymieszamy te utwory między innymi.
DK: Bardzo ciężko jest być Archive w wersji na żywo. Mamy tyle utworów, że naprawdę jest w czym wybierać, a to jest cholernie trudne.
MM: Swoją drogą, był taki moment, gdy nie graliście na koncertach – także w Polsce „Again”. Zastanawiam się, jak to możliwe…
PK: Rzeczywiście był taki moment z 10-11 lat temu. To tak jak z Radiohead grającymi „Creep”… W Polsce zazwyczaj jednak go gramy.
FOTO: Grzegorz Szklarek
ARCHIVE - Warszawa, Torwar, 08.04.2026
Bilety: https://www.livenation.pl/event/archive-warsaw-tickets-edp1619238










