Bartosz Stobiński (Winiary Bookings)

WywiadGrzegorz Szklarek / foto: Winiary BookingsBartosz Stobiński
Bartosz Stobiński (Winiary Bookings)

W dniach 18-19 czerwca na terenach Letniej Sceny warszawskiej Progresji odbędzie się pierwsza edycja Summer Punch Festival. O kulisach powstania i organizacji tego festiwalu rozmawialiśmy z Bartoszem Stobińskim - współwłaścicielem agencji koncertowej Winiary Bookings organizującej to wydarzenie.

GS: Kiedy powstał pomysł na ten festiwal?

BS: Pomysł mieliśmy już od kilku lat, bo kiedy byliśmy jeszcze taką małą DIY-ową agencją i pierwszy koncert zrobiliśmy w 2012 roku, to organizowaliśmy przez 2 lata malutki dwudniowy festiwal w klubie Pod Minogą w Poznaniu, który się nazywał RazDoRokuFest. To była typowo hardcore-punkowa impreza. No i parę lat temu tak sobie rozmawiałem z moim wspólnikiem Tomkiem, że fajnie by było wrócić do formuły festiwalowej, ale już trochę na miarę naszych obecnych możliwości, czyli tego, jakie mamy know-how, kontakty, czy zaplecze finansowe. Natomiast kiedy zaczęliśmy robić pierwsze podchody, okazało się że to nie jest wcale takie łatwe, mimo że wielu agentów, z którymi działamy na co dzień, pytało nas co roku, czy jakiś festiwal zrobimy, czy mamy coś do zaoferowania tym zespołom, z którymi działamy. Natomiast to jest tak skomplikowana układanka, że okazało się, iż naprawdę do tego to trzeba napisać sobie jakiś plan i podejść trochę bardziej konkretnie, aby połapać wszystkie wątki w spójną całość.

Dwa lata temu zrobiliśmy pierwsze podejście, ale nie mogliśmy zabukować żadnych konkretnych headlinerów. No i od tego czasu już zaczęliśmy pracować tak na poważnie, żeby rok w przód podziałać i się udało.

GS: Który z zespołów zgodził się na udział w imprezie jako pierwszy?

BS: Z tego line-upu, który mamy, pierwsze było chyba Bad Omens. Trochę to trwało, bo niestety logistyka tego weekendu dla tych artystów jest dosyć ciężka. Nasza impreza będzie w ten sam weekend, w którym odbywa się Hellfest we Francji i Graspop w Belgii. Natomiast nie ma idealnej sytuacji, bo w ten weekend odbywają się te festiwale, a w inne odbywa się jeszcze dużo więcej w całej Europie. Tak więc ten termin jest podyktowany też konsultacjami z agentami artystów. Pytaliśmy się, co sugerują pod kątem właśnie tego, który weekend byłby dla nas najbardziej optymalny. Kilku tak zasugerowało i rzeczywiście spróbowaliśmy się wstrzelić. Bad Omens jako pierwsi się potwierdzili. Bardzo długo czekaliśmy na Three Days Grace, bo oni właśnie nie byli w stanie ogarnąć tej logistyki przejazdu z Francji do Polski, bo to jest zabójcza odległość. Finalnie się udało i też do nas dotrą.

GS: A któryś z tych wykonawców odmówił zagrania na Zachodzie, aby zagrać u Was?

BS: Chyba nie i wcale się nie dziwię, bo jednak jesteśmy debiutantami na europejskiej scenie jeśli chodzi o Summer Punch. Wielu agentów nam zaznacza, że dla tych artystów Hellfest i Graspop to jedne z kilku najważniejszych festiwali, żeby w ogóle trasa w Europie się odbyła. Tak więc wyglądało to tak, że czekaliśmy, aż się poustawia kalendarz Hellfestu i paru innych dużych festiwali w Europie, a my sobie siedzieliśmy w tym drugim, trzecim rzędzie i czekaIiśmy co zostanie dla nas. No i zostało dużo fajnych rzeczy, jak się okazało.

GS: Czy myśląc o tym festiwalu, chcieliście stworzyć jakąś filozofię wokół tej imprezy?

BS: Na pewno, bo mimo, że nasza oferta koncertowa jest bardzo szeroka i promujemy praktycznie każdy rodzaj muzyki, jak w sumie mało która agencja w Polsce, to jednak nasze korzenie i główna część naszego katalogu to jest mocniejsze granie gitarowe. My się wywodzimy ze sceny hardcore-punkowej, od lat promujemy tego typu zespoły, do tego metalcore, deathcore i tym podobne, więc stwierdziliśmy, że w tym się czujemy najmocniejsi. Poza tym poczuliśmy, że nie ma w Polsce takiej imprezy w stylu amerykańskiego Vans Warped Tour.

Ludzie co roku z Polski w dużej ilości jeżdżą na Rock for People do Czech, bo to jest impreza trochę o takim profilu. Stwierdziliśmy, że fajnie by było stworzyć festiwal i miejsce dla tych osób, które wyznają podobne wartości w ramach tej szeroko rozumianej sceny core'owej, mają podobne podejście do życia i fajnie by było to wszystko skupić. Dlatego myślę, że to wszystko się kręci wokół tego.

Na pewno też jakimś słowem-kluczem dla budowania całej koncepcji festiwalu była tak bardzo popularna teraz "nostalgia", aczkolwiek chyba już trochę jesteśmy zmęczeni tym słowem, bo mamy wrażenie, że bardzo dużo festiwali próbuje grać na tych emocjach. My tego aż tak mocno nie używamy, mimo że gdzieś tam może cała identyfikacja wizualna i komunikacja trochę na to wskazuje. Nie staramy się tak bezpośrednio odnosić do tej nostalgii, bo tego już jest za dużo w eventach, natomiast wiadomo, że ciężko uciec od tego, że jest taki powrót i drugie życie dla tych zespołów z lat dwutysięcznych. Widać to po wyprzedanych salach. Myśle więc, że ideologia tego festiwalu kręci się wokół powrotu do korzeni, do autentyczności.

GS: Ale też chyba chcecie trochę taką społeczność wokół tego festiwalu stworzyć, o co czym świadczą imprezy, które organizujecie w Warszawie.

BS: Zrobiliśmy już trzy takie imprezy. Trochę się obawialiśmy jaki będzie odbiór ludzi, jak robiliśmy pierwszą taką imprezę dla community festiwalowego w Beer & Bones w Warszawie. Natomiast wyszło rewelacyjnie. Wydaje mi się, że jeśli chodzi o podejście do integracji ludzi jeszcze przed festiwalem, no to chyba jesteśmy pionierami w Polsce. Już od pierwszego spotkania knajpa była pełna, ludzie mogli sobie pograć w fajne quizy z wiedzy o tej muzyce, o tych zespołach. Było karaoke, była impreza z didżejami, można było wygrać fajne nagrody: wejściówki na festiwal, vouchery na merch. No i chyba to był najlepszy dowód na to, że jest potrzeba wśród ludzi, żeby wyjść, a nie tylko siedzieć przed ekranem telefonu i przewijać tego TikToka, Facebooka, czy Instagrama. Możesz przyjść samemu, poznać przed festiwalem jeszcze kogoś, żeby mieć towarzystwo na festiwal, a możesz też integrować się z ekipą znajomych w fajnej przestrzeni.

GS: Planujecie już drugą edycję Summer Punch?

BS: Pracujemy już nad tym. Natomiast tak jak wspomniałem wcześniej, musimy czekać na ruchy największych w Europie i zobaczymy jak to się rozwinie i na co będziemy sobie mogli my pozwolić, a plany na rozbudowę festiwalu są już od dawna w naszych głowach.

GS: Czy, jeżeli możesz rzeczywiście zdradzić, planujecie dalej kontynuować tę ścieżkę stylistyczną, która jest na pierwszej edycji czy też możecie chcecie rozbudować trochę bazę artystów w inne rejony ciężkiego grania?

BS: Na pewno chcemy utrzymać strukturę tego line-upu w tym klimacie, bo od początku mieliśmy założenie, że nie chcemy konkurować bezpośrednio z takim festiwalem jak na przykład Mystic, który uderza w ten bardziej klasyczny, oldschoolowy metal. Oni są w tym mocni, zbudowali sobie też społeczność skupiona wokół tej muzyki, dlatego to na pewno nie jest nasz kierunek. My chcemy bardziej iść w ten modern metal i rock. Mamy nadzieję, że w kolejnych latach uda nam się może trochę więcej tego hardcore punka przemycić do line-upu, bo teraz też trochę nie było opcji, żeby więcej takich zespołów zabukować. Natomiast nie wykluczamy tego, że będą eksperymenty. Czeski Rock for People ma taki "core" działalności rockowy, okołometalowy, ale w tym nowoczesnym wydaniu, a pomimo to co roku starają się przełamywać ten rockowy wizerunek. W tym roku jedną z headlinerek będzie Halsey. Byłem na tym festiwalu chyba dwa lata temu i wystąpił tam zespół Bombay Bicycle Club, który nie jest ani rockowy, ani metalowy. I mieli fajne przyjęcie chociaż akurat osobiście nie dałbym ich na main stage o dosyć wczesnej godzinie, bo myślę, że dużo fajniej by się na mniejszej scenie sprawdzili. Ale myślę, że fajnym pomysłem jest czasem coś dla przełamania, żeby zaskoczyć uczestników festiwalu i podejść do tematu trochę nieszablonowo i tego będziemy na pewno w kolejnych latach szukać.

SUMMER PUNCH FESTIVAL: Warszawa, Letnia Scena Progresji, 18-19.06.2026.

Informacje o festiwalu: https://summerpunchfestival.com/

Powiązane materiały