Big Cyc

Właśnie ukazała się winylowa wersja drugiej płyty Big Cyca “Nie wierzcie elektrykom”. Wydaniu zasadniczemu towarzyszy płyta bonusową, na której znalazły się interpretacje dwóch utworów z płyty autorstwa Renaty Przemyk i Dr Misio. O niunsach, realizacji płyty w czasach szalejącego wczesnego kapitalizmu oraz o kolejnych pomysłach nie tylko zespołowych opowiedział mi Krzysztof Skiba.
MM: “Nie wierzcie elektrykom” ukazało się na winylu już w roku 2019.
KS: Tak, to już jest kolejna reedycja, to prawda. Teraz robimy całą taką serię, ponieważ winyle wracają do mody. Jest też moda na lata dziewięćdziesiąte, nie tylko w strojach, ale także właśnie w muzyce. Widzimy, że młodzież się tym interesuje - dla nich jest to coś nowego, coś ciekawego i stąd ta seria. Zaczęliśmy oczywiście rok temu od wydania “Z partyjnym pozdrowieniem”, ponieważ dzisiaj te winyle można ładnie wydawać. Można zamówić płytę czerwoną, zieloną, żółtą, jaką tylko się chce. Wielu ludzi takie płyty zamawia i są też bonusy. “Nie wierzcie elektrykom” w oryginale ukazała się w 1991 roku i to jest takie pierwsze rozliczenie, rodzaj podsumowania tego dzikiego kapitalizmu. Dzisiaj to oczywiście tej mocy nie ma, ale wtedy Lech Wałęsa był prezydentem, dostał ponad dziesięć milionów głosów. Były na przykład problemy z wydaniem tej płyty z powodu okładki. Wytwórnia się wystraszyła i dała ultimatum - albo okładka, albo tytuł. Postawiliśmy jednak na swoim i wyszła tak, jak chcieliśmy. I nikt specjalnie nie miał o to pretensji. Myślę, że Lech Wałęsa i politycy mieli wtedy ważniejsze sprawy na głowie.
MM: Płytę “Nie wierzcie elektrykom” nagrywaliście pod presją sukcesu “Z partyjnym pozdrowieniem”. Czy jakieś pomysły z tamtej płyty weszły na tą?
KS: Nie. To jest właśnie zawsze problem dla tego zespołu, który debituje. Masz kilka tak zwanych zapchajdziur koncertowych, które kompletnie się nie nadają na płytę. Mieliśmy tam jakieś covery, które graliśmy na tych pierwszych koncertach, bo wówczas własnych piosenek mieliśmy nie za dużo. Trzeba więc było szybko stworzyć repertuar. Wszystko było pisane nowo. Myśmy wówczas co roku wydawali nową płytę i tych pomysłów nam nie brakowało. Natomiast rzeczywiście przy okazji tej płyty nagrywaliśmy kawałkami. W zasadzie chyba dopiero od trzeciej płyty zaczęliśmy nagrywać tak, że zespół zamykał się w studiu i robi całość. Ale tu było tak: tu dwa kawałki nagrane, tam trzy itd.
MM: Bo byliście wówczas w trasie koncertowej i wiem, że utwór “Polacy” powstał za sugestią Andrzeja Puczyńskiego.
KS: Tak. “Polacy” zostali nagrani dosłownie w studiu. Ja zostałem zamknięty w pokoju, żeby napisać tekst. I okazuje się, że coś, co było napisane na kolanie, okazało się takim największym hitem z tej płyty, który gramy do dzisiaj na koncertach.
MM: W bonusach pojawia się wersja tego utworu w wykonaniu Dr Misio.
KS: To jest taki hymn, bo Arek Jakubik jest przecież aktorem i ma ten głos… Aranż zrobił Olaf Deriglassoff z tego, co wiem. Bardzo nam się to podobało w tej wersji i dlatego ją tu umieściliśmy. Poza tym ona była grana na takim koncercie z okazji 30-lecia Big Cyca w Operze Leśnej w Sopocie, gdzie gości było mnóstwo: od Krzysztofa Ibisza po De Mono i Kabaretu Łowcy. B. Nawet Grzegorz Skawiński zagrał gościnnie na gitarze bodajże w “Gumie” (śmiech). Także tych gości mieliśmy bardzo, bardzo dużo, ale właśnie na koniec wystąpił Dr Misio z tym utworem jako hymnem.
MM: Z kolei “Nie ma tu nikogo” w bonusach jest w wykonaniu Renaty Przemyk i utrzymany jest w stylistyce elektropopu. Ciekawe jest to, że ona śpiewa ten tekst z perspektywy kobiety i ma on zupełnie inny wydźwięk.
KS: To prawda. Oryginalnie to było pisane z punktu widzenia faceta, a tutaj jak śpiewa kobieta i zyskuje to inny wymiar.
MM: Sam utwór “Nie wierzcie elektrykom” pamiętam w wersji ze składanki “Nie zapomnisz nigdy” z 1994 roku i tam w refrenie jest odgłos… kaczki. Zastanawiam się, z czego to wynika?
KS: Takich szczegółów nie pamiętam. To był jakiś pomysł aranżacyjny w studiu. Nie podejrzewam, że chodziło tu o jakąś aluzję polityczną (śmiech). Tu musimy wyjaśnić, że kaczka to jest ten klasyczny efekt gitarowy. Nie ma tutaj nic politycznego. A “Nie zapomnisz nigdy” jest nagrane w konwencji koncertowej, ale to jest zrobione w studiu - to nie są prawdziwe koncerty. Natomiast “Nie wierzcie elektrykom” jest w konwencji audycji radiowej, którą prowadzimy z Konjem. Pamiętam, że bardzo nam się wszystkim podobał “Joe's Garage” Franka Zappy, który jest właśnie w takiej konwencji. Poza tym to jest mniej więcej ten sam czas, co początek “Lalamido”, które wystartowało w 1992 roku. Jak po latach tego słuchałem, to powiem Ci, że sam pękałem ze śmiechu, bo już nie pamiętałem, co to było (śmiech) Teraz to jesteśmy tacy troszkę rutyniarze, otrzaskani w bojach i tak dalej. A wtedy sprawiało nam to autentyczną radochę i frajdę.
MM: Wiem, że są pomysły, żebyście grali płytę “Nie wierzcie elektrykom” w całości na koncertach. Skoro kierujecie to do młodych ludzi, to czy nie myślałeś o tym, by zaktualizować na przykład nazwiska w tekstach i Mazowieckiego zamienić np. na Morawieckiego?
KS: Wiesz co, może rzeczywiście je uwspółcześnimy, ale granie na przykład pierwszej płyty i granie teraz tej kolejnej ma sens dla tych starych fanów, bo oni to znają, ale na przykład są numery, które są rzadko grane na żywo. Na przykład z pierwszej płyty “Aktywistów” nie graliśmy do tego momentu. Podobnie jest z “Dziećmi Frankensteina”, chociaż zdarza nam się to zagrać, no, ale gdy gramy całą płytę, to gramy całą płytę. To są zapisy tamtych czasów, także dla starych fanów. Natomiast ciekawym numerem, moim zdaniem - najlepszym z tej płyty - który mi się osobiście najbardziej podoba są “Oszukani partyzanci”. Bardzo namawiałem kapelę, żeby tę piosenkę grać w stałym repertuarze. Na razie jeszcze zespołu nie przekonałem. A to jest najbardziej punkowy numer z tej płyty z jeszcze bardziej aktualnym tekstem. To też była taka nasza reakcja na to, że właśnie wtedy, kiedy tam dosłownie pięć minut wcześniej padł komunizm, nagle okazało się, że tych, którzy walczyli z komunizmem są na pęczki. A teraz mamy dalej taką falę i wydaje mi się, że ta piosenka byłaby dalej bardzo, bardzo aktualna i taka w satyryczny punkt.
MM: A w “Bialym Misiu” napisaliście, że śpiewa gościnnie Marek Piekarczyk, a przecież to Jacek się wydzierał.
KS: (śmiech) Oczywiście to jest Jacek i z tym wiąże się cała masa anegdot. Wtedy TSA było bardzo popularne, ale to jest parodia Piekarczyka, parodia metalu. Natomiast na to nabrali się nie tylko fani, ale także dziennikarze, bo pamiętam taką recenzję, zresztą bardzo krytyczną. Już nie pamiętam, kto ją napisał, ale płyta została oceniona słabo, mimo, że była hitem i sprzedała się w dużym nakładzie. Zdanie było takie, że nawet Marek Piekarczyk swoim wokalem nie pomógł zespołowi w tej piosence (śmiech). Rozmawiałem z Markiem Piekarczykiem na ten temat i powiedział, że miał poważne problemy z fanami. On jest jednak z tego świata serio i jak on mógł z tymi cudakami, z Big Cyca coś nagrać, a jeszcze “Białego Misia”, no to już w ogóle (śmiech). To oczywiście jest cover słynnego hitu, do którego autorstwa przyznaje się kilku wykonawców, a myśmy to zrobili w wersji metalowej.
MM: Myślicie już o jakiejś nowej płycie w ogóle?
KS: Na razie promujemy tylko ten winyl, ale jest coś na jesień. Będą jakieś pierwsze przymianki do nowej płyty.
MM: Piszesz coś nowego, co będzie kolejną książką?
KS: Zbieram felietony. Niedawno ukazała się moja książka z opowiadaniami, czyli “Kobiety są naiwne”, a teraz mam taki zbiór felietonów. Myślę, że w przyszłym roku się ukaże książka pod tytułem “Planeta Idiotów”. Poza tym nagrałem nową piosenkę, która będzie miała premierę niebawem. To utwór solowy i też nagrałem teledysk do niej, co jest bardzo ważne i to jest pierwsza piosenka Skiby na serio i o tematyce miłosnej. Premierę robimy 19 sierpnia. W teledysku gra główną rolę moja żona, Karolina, ale to jest tak na marginesie.





