Der Weg Einer Freiheit

WywiadMaciej Majewski / foto: Mario SchmittDer Weg Einer Freiheit
Der Weg Einer Freiheit

Niemiecka formacja Der Weg Einer Freiheit łącząca black metal z post metalem jest właśnie w trakcie trasy promującej swojej 6 płyty zatytułowanej „Innern” w ramach której dwukrotnie zagrał w naszym kraju – w Krakowie i w Warszawie. Na tę okoliczność miałem okazję porozmawiać z mózgiem zespołu – gitarzystą i wokalistą Nikitą Kampradem, który opowiedział nie tylko o początkach zespołu, ale i złożoności jego muzyki, pracy studyjnej oraz fascynacji black metalem.

MM: Chciałem Cię zapytać o początek Twojej muzycznej drogi, ponieważ zanim założyłeś Der Weg Einer Freiheit, grałeś w blackmetalowym Frostgrim oraz w deathcore’owym Fuck Your Shadow From Behind. Skąd przyniosła się wziął ten deathcore?

NK: Zacząłem grać na gitarze, kiedy miałem 13-14 lat. To było około 2002-2003. Od samego początku bardzo lubiłem pisać własne rzeczy. Bardzo podstawowe, ale jednak. Mój przyjaciel miał cover band, więc wszedłem w to. Trwało to może przez rok. Graliśmy numery System of A Down, Muse i Deftones, które nie są zbyt skomplikowane na gitarze, no może poza Muse (śmiech). A potem zacząłem grać z innymi przyjaciółmi cięższą muzykę metalową – coś w stylu Death itd. Miałem też zespół, która nazywał się Stillborn. Nie ma żadnych nagrań online, więc nikt ich nie znajdzie (śmiech). Ale pierwszym zespołem, którego nagrań z moim udziałem można posłuchać, to wspomniany przez Ciebie Frostgrim – mój pierwszy zespół blackmetalowy. Jakiś rok później spotkałem innych chłopaków w Würzburgu, którzy siedzieli w bardziej nowoczesnym, metalcore’owym środowisku i oczywiście w międzyczasie pojawił się też deathcore, więc w jakiś sposób się tym zainteresowałem. Ale muszę przyznać, że moje serce i korzenie były zawsze na scenie blackmetalowej. Jeśli posłuchasz Fuck Your Shadow From Behind, to dużo jest piosenek, które też skręcają się w stronę melodyjnych blackmetalowych klimatów, więc nie był to standardowy zespół deathcore’owy. Nie wiem, jak wymyśliliśmy tę nazwę (śmiech). To był chyba pomysł naszego basisty. W ostatnich latach Fuck Your Shadow From Behind napisałem pierwsze piosenki dla Der Weg Einer Freiheit. Pierwszy album zrobiłem w całości sam w 2009 roku, a rok później wydałem go ponownie już z prawdziwymi bębnami, a potem już poszło.

MM: Rozumiem zatem, że debiut nagrałeś przy pomocy automatu perkusyjnego?

NK: Tak, ale wersji, która jest w serwisach streamingowych jest już z prawdziwymi bębnami. Nagraliśmy je z Christianem Bassem, który jest teraz bębniarzem Heaven Shall Burn. Nagrałem też na nowo gitarę i bas. Jedyną rzeczą, która pozostała z tego pierwszego wydania były wokale.

MM: Kiedy słucham kolejnych waszych albumów jak „Stellar” i „Finisterre”, słychać na nich więcej wpływów klasycznego black metalu. Mniej na nich momentów atmosferycznych. Co wtedy było Twoją główną inspiracją, bo gdzieś wyczytałem, że słuchałeś sporo Darkthrone?

NK: Darkthrone niekoniecznie, ale jeżeli pozostajemy w Norwegii i scenie skandynawskiej, to było zdecydowanie inspirował mnie Emperor.

MM: Chyba wiem dlaczego… Ihsahn też nagrywa mnóstwo rzeczy samodzielnie.

NK: To prawda. Czytałem wiele wywiadów z nim i słuchałem kilku nowych podcastów z jego udziałem. Myślę, że jest super autentyczny w tym, co robi. I to też słychać w jego muzyce. Natomiast sam chciałem się trzymać się tradycji niemieckiej sceny blackmetalowej i to jej wpływ uznałbym za najważniejszy

MM: Zmiany przyszły wraz z „Noktvrn”, która wyszła zdaje się w pandemii, czyli w 2021 roku. Pamiętam, że miała bardzo prostą okładkę. To w pewnym sensie bardziej progresywny album, bo nadał innego kolorytu waszej twórczości. Skąd się wzięło?

NK: Cóż, powiem, że czasami dzieje się to w wyniku wyboru pewnych efektów na gitarach lub wyboru syntezatorów. Myślę, że na „Nokvurn” było dużo więcej inkluzji tego rodzaju tekstur i właśnie syntezatorów, efektów na gitarach , które brzmią tak, jakby nie były grane na gitarach. Na przykład w piosence „Immortal” jest efekt na gitarze, który wielu ludzi uważa za syntezator, a to jest gitara. Myślę, że to także wpływ Radiohead, których bardzo lubię słuchać i na naszym ostatnim albumie „Innern” poszliśmy z tym jeszcze dalej.

MM: Skoro już o nim wspomniałeś – słuchałem „Innern” na przemian z wersją instrumentalną, nie patrząc na zmiany płyt i zastanawiałem się, gdzie podziały się wokale…

NK: (śmiech). Bardzo jestem ciekaw tego, co o tym myślisz, bo to był eksperyment dla nas. Myślimy, że tak dużo się dzieje na tej płycie muzycznie, że jeśli wyciągniesz wokal, to muzyka może działać w innym sposób.

MM: Myślałem, że może przygotowaliście ją z myślą o amatorach karaoke?

NK: Słuszna uwaga! Nigdy tego nie wiesz, jak może to zostać użyte.

MM: Moją uwagę zwróciła jeszcze jedna rzecz – nie nagrywacie krótkich utworów. Regularne utwory liczą 9, 11, 13 minut. To celowy zabieg?

NK: To bardzo trudne pytanie, ponieważ nie mam zaplanowanych piosenek pod kątem czasu ich trwania. Po prostu zaczynam pisać i piosenka pojawia się. Kiedy mam poczucie, że muszę ją rozwinąć, robię to. Działam trochę na wzór muzyki klasycznej, która ma ogromną dynamikę i natężenie. Później nie możesz skończyć piosenki, bo musisz mieć repryzę początkowego tematu na końcu piosenki. To wszystko zajmuje czas. Nie wiem czemu, ale zawsze kończę piosenki, które trwają dłużej niż 5 minut. Większość piosenek liczy 7-9 minut.

MM: Kiedy wiesz zatem, gdzie przestać rozwijać daną piosenkę?

NK: Po prostu wiesz. Mamy też szczęście, że pracujemy z wytwórnią, który nie mówi nam, ile mają trwać nasze piosenki. Zawsze są szczęśliwi, że otrzymują te dłuższe piosenki. Myślę też, że nasi fani bardzo się z tego powodu cieszą. Na ostatniej płycie pierwsza piosenka ma 9 minut, a druga 10 minut. Odpalasz album i najpierw musisz naprawdę wgryźć się w te piosenki i usłyszeć je może kilka razy, zanim je zrozumiesz. To jest coś, na czym chcę jeszcze bardziej skupić się. Żyjemy w czasach, kiedy uwaga ludzka jest krótka. A to jest wspaniałe doświadczenie, kiedy możesz w spokoju posłuchać i skupić się na muzyce.

MM: Widziałem klip do pierwszej piosenki na albumie nazywaną „Marter”. Wygląda na zwykłą wizualizację przy pomocy AI.

NK: Mieliśmy tylko 2 tygodnie, żeby to zrobić. Inicjalny plan filmu był zupełnie inny, ale w końcu, z prywatnych powodów, producent nie mógł tego zrealizować. Musieliśmy znaleźć rozwiązanie, bo chcieliśmy to wypuścić jako pierwszy sygnał, jeśli chodzi o „Innern”. Nasza wytwórnia dotarła do producenta z Finlandii, który robi właśnie takie wizualizacje. Pomyśleliśmy, że to pasuje. Ale szczerze mówiąc, jak on to zrobił - nie wiem. Nie mogę sobie tego wyobrazić. Tak, może było to w jakiś sposób tworzone przy pomocy AI, ale są też platformy, z których można ściągnąć albo zapłacić za licencję na krótkie fragmenty płynów, które są nagrane i można je połączyć w swoim własnym video. To jest to, co on zrobił. Było to najlepsze, co mogliśmy zdobyć w tak krótkim okresie.

MM: Rozmawiasz ze mną ze swojego studia. Zastanawiam się, czy to jest Twoja główna praca oprócz zespołu?

NK: W tej chwili, z ukończeniem ostatniego albumu, w pierwszej kolejności pochłania mnie zespół. Obecnie nie pracuję w studiu, oprócz masterowania. To akurat najłatwiejsza część – zajmuje najmniej czasu. To wciąż nie jest łatwe w całej produkcji muzycznej. Wcześniej, kilka lat temu, pracowałem bardziej w obszarze nagrywania. Robienie tego dla innych zespołów, pochłania sporo czasu.

MM: Myślisz już o nowym albumie?

NK: Nie, na razie jeszcze nie. Wciąż jesteśmy w trakcie trasy koncertowej. Do pracy nad nowym materiałem prawdopodobnie wrócę pod koniec roku. W przyszłym roku planujemy coś naprawdę wyjątkowego.

MM: Na koniec chciałbym zapytać o przyszłość black metalu. Czy uważasz, że łączenie go z post metalem i innymi gatunkami to naturalny kierunek rozwoju tej muzyki? Black metal istnieje od ponad czterdziestu lat. Poza oryginalnymi zespołami i pionierami gatunku wciąż pojawiają się nowe podejścia do tej stylistyki. Czy Twoim zdaniem jest jeszcze przestrzeń, by ją rozwijać i odkrywać na nowo?

MM: Mam do tego bardzo pragmatyczne podejście. Black metal to po prostu gatunek muzyczny. Każdy gatunek może ewoluować i zmieniać się wraz z artystami, którzy go tworzą. Każdy muzyk ma prawo do własnej interpretacji black metalu — podobnie jak każdego innego stylu muzycznego. Muzyka jest otwarta na wszystko i właśnie to uważam za jedną z najpiękniejszych rzeczy w tej dziedzinie. Zajmuję się nią przez całe życie. Muzyka jest moim życiem. Jedną z największych przyjemności podczas pracy nad nowym albumem jest dla mnie odkrywanie nowych rzeczy. Gdybym wciąż eksplorował wyłącznie to, co już znam, nie rozwijałbym się jako artysta. Uważam, że w każdym gatunku muzycznym wciąż jest mnóstwo możliwości i obszarów, które warto odkrywać. Oczywiście są też pewne elementy, które pozostają dla mnie szczególnie ważne i z których nie chciałbym rezygnować. W przypadku mojej muzyki, jednym z takich elementów jest właśnie black metal. Uwielbiam blasty. Nie pytaj mnie dlaczego — po prostu je uwielbiam! (śmiech). Kiedy nasz perkusista gra je na żywo, a ja akurat nie muszę śpiewać, często odwracam się i obserwuję, jak gra. Naprawdę sprawia mi to ogromną przyjemność. Podobnie jest z melodiami — również je uwielbiam. To wszystko zawsze będzie częścią naszej muzyki, choć może ewoluować i prowadzić nas w zupełnie nowe kierunki. Nie postrzegam tego jako problem, lecz jako szansę na dalszy rozwój — zarówno samej muzyki, jak i mnie jako muzyka.