Feuerschwanz

WywiadMaciej MajewskiFeuerschwanz
Feuerschwanz

W ciągu ponad 20 lat działalności Bawarczycy z Feuerschwanz wypracowali sobie pozycję zespołu bardzo rozrywkowego i energetycznego. Mieszając folk z klimatami średniowiecznymi oraz metalem, zjednali sobie publiczność nie tylko w rodzinnych Niemczech, ale i w całej Europie. Zespół prawie w całości wyprzedaje swoje trasy koncertowe, dostarczając przede wszystkim dużo radości swoim charakterystycznym humorem, który ubiera w przebojowe, metalowe kawałki. Na ostatniej płycie grupy gościnnie pojawiają się m.in. Doro Pesch oraz Lords Of The Lost, a wśród znajdujących się na niej utworów - cover “Gangnam Style” PSY. Zaś już 25 marca zespół wystąpi na deskach stołecznej Progresji. O barwnej działalności Feuerschwanz opowiedział nam frontman grupy - Hauptmann Feuerschwanz, czyli Henrici.

MM: Punktem wyjścia dla zespołu był folk. Skąd zatem pojawiły się elementy metalu?

Henrici: Pierwotnym pomysłem było stworzenie zespołu rockowego, który poruszałby wątki średniowieczno-fantastyczne a to wszystko podane z dużą dozą dość rubasznego humoru. Kochamy średniowieczne klimaty, ale nie chcieliśmy być kolejnym ‘poważnym’ zespołem folkowym. Humor był naturalny – to część naszej tożsamości. Z czasem muzyka stała się cięższa, ale dystans do siebie został. Podstawę naszych metalowych wpływów stanowią Iron Maiden i Blind Guardian.

MM: To widać już w nazwie waszego zespołu...

Henrici: Oczywiście! (śmiech) Płonący ogon można przecież tłumaczyć na różne sposoby. Poza tym lubimy balansować między epickością, a absurdem. Średniowiecze w naszej wersji to nie tylko rycerze i bitwy, ale też karczmy, zabawa, smoki, ale i ludzkie słabości.

MM: Skład przechodził modyfikacje. Zauważyłem, że najczęściej opuszczali go perkusiści.

Henrici: Tak, to było pewnym zaskoczeniem, bo Sir Lanzeflott opuścił nas po bodaj 15 latach. Stwierdził, że ma dość. Gra w Feuerschwanz nie wymaga może superprecyzji, ale jest dość intensywna. Wcześniej opuścił nas Der Knappe, ale jego rola była nieco inna. Teraz gra z nami Rollo H. Schönhaar i świetnie się razem bawimy,

MM: Mówisz, że muzyka stała się cięższa, bo zaczęła skręcać w stronę heavy metalu, czy raczej power metalu. To nadało jej też epickości. Czym to było spowodowane?

Henrici: Dorastamy jako muzycy. Nadal lubimy żarty, ale chcieliśmy też pokazać, że potrafimy też tworzyć epickie, emocjonalne utwory. Albumy takie jak „Memento Mori” czy „Das Elfte Gebot” to już przykłady bardziej dojrzałego brzmienia.

MM: Nagrywacie też z zaskakującą regularnością – co roku wychodzi nowy album.

Henrici: Energia nas roznosi (śmiech). Chcemy dostarczać ludziom przede wszystkim dobrą zabawę, więc tworzenie i nagrywanie nie jest dla nas wielkim problemem. Staramy się jednak z każdą kolejną płytą coś dodawać lub zmieniać.

MM: Jak to wygląda w praktyce?

Henrici: Zazwyczaj zaczyna się od riffu albo melodii folkowej. Potem dokładamy gitary, aranżacje i tekst. Często pracujemy wspólnie – każdy dorzuca coś od siebie.

MM: A jak to było w przypadku waszej ostatniej płyty „Knightclub”, gdzie nagraliście cover „Gangnam Style” PSY, a w utworze „Valhalla” pojawiła się Doro?

Henrici: Podobnie jak w poprzednich. Zawsze mamy różne pomysły i tym razem pomyśleliśmy, żeby przerobić „Gangnam Style”, bo to hit, jakich mało obecnie. A Doro to królowa heavy metalu. To, że przyjęła zaproszenie na naszą płytę, to zaszczyt.

MM: A do PSY nie dotarliście?

Henrici: Nie, nie udało nam się zdobyć do niego kontaktu. Poza tym on chyba jest strasznie zajętym gościem. W końcu to globalna gwiazda.

MM: Wasze koncerty są bardzo energetyczne i dość widowiskowe. Co jest ich istotą?

Henrici: Kontakt z publicznością. Chcemy, żeby ludzie czuli się jak na wielkiej średniowiecznej imprezie. Jeśli ktoś wychodzi z koncertu zmęczony i szczęśliwy – to znaczy, że zrobiliśmy dobrą robotę.

MM: Oprócz gitary, grasz na lutni. Jaka Ci się na niej gra?

Henrici: Inaczej. Lutnia jest delikatniejsza od gitary i wymaga nieco innego strojenia. No i ma inne brzmienie.

MM: 25 marca wystąpicie w Warszawie z Miracle Of Sound. Domyślam się, że możemy się spodziewać humorystyczno- średniowiecznej balangi?

Henrici: Tak jest! Będzie mnóstwo energii, epickich refrenów i niespodzianek. Gwarantujemy dobrą zabawę!

Foto: Stefan Heilemann

FEUERSCHWANZ:

25.03.2026. Warszawa, Progresja

Bilety: https://winiarybookings.pl/kup-bilety/feuerschwanz-miracle-of-sound-w1n1ary-warszawa-marzec-2026