Na kłopoty Bednarski a od hałasu jest Damian. Czyli rozmowa z Damianem Sfensonem Bednarskim, szefem bydgoskiego, grind core’owego bandu Unborn Suffer o muzyce co nikogo się nie boi, celach, poświęceniu i determinacji. A także o… problemach z umieszczaniem sekundowego utworu na płycie CD. Wychodzi z tego obraz dojrzałego zespołu, który świadomie i z klasą potrafi bawić się grind core’ową konwencją. Rzecz jasna, nie można ukrywać, że jest to muzyka adresowana do bardzo konkretnego grona odbiorców (fanatyków?), ale nawet w takiej niszy udaje się Unborn Suffer przemycić na „Da Fukk Is This??” parę nieoczywistych smaczków.
AL: Muzykę robi się zazwyczaj w jakimś celu z jakichś pobudek. W tym kontekście działalność zespołów takich jak Unborn Suffer jest dużym wyzwaniem. Jak to jest z Twoją motywacją? Co cię nakręca i daje kopa do działalności?
DB: Będzie to dość oklepana odpowiedz, ale co tu dużo mówić - miłość do muzyki. To uczucie grania, tworzenia, nagrywania a potem dzielenia się tym z osobami, które naprawdę chcą tego posłuchać. Na dodatek jest to mój styl życia od prawie 25 lat, więc nie wyobrażam sobie robić coś innego. Nauczyłem się patrzeć na to jak na szklankę w połowie pełną - cieszyć się z tego, co osiągnęliśmy i konsekwentnie kroczyć dalej, dopóki zdrowie mi na to pozwalać będzie.
AL: Konsekwencja niewątpliwie jest tu kluczem, podążę zatem - czy takie konsekwentne trzymanie kursu naraża Cię na jakieś uszczerbki w tzw. prywatnym życiu? Wiesz, praca obowiązki pozamuzyczne to duże wyzwanie i często trudno łączyć je z graniem tras i nagrywaniem itp itd…
DB: W przeszłości, jeszcze jakieś 10 lat temu tak było. W poprzedniej pracy szefostwo np. uważało, że jestem nieobecny umysłem, bo ciągle zajmuje mnie muzyka. Nie zgadzałem się z tym absolutnie, ale zgrzyty były. Z tego również powodu zdecydowałem się nie zakładać rodziny. Ziomki z kapeli rodziny mają, ale ja postanowiłem całego siebie poświęcić muzyce i dążeniu do celu. Takie sobie życie wybrałem i nie żałuję, nie drążę. Oczywiście, że są momenty zwątpienia; szczerze mówiąc, to pojawiają się coraz częściej, ale - tak jak mówię - to tylko momenty. Zaraz potem nagrywam / komponuję / miksuję / pracuję nad okładką, layoutem / videoklipem itd itp.
AL: Postawa godna podziwu/szacunku, ale jak zwykle nasuwa mi się pytanie czy takie zdeterminowanie swojego życia nie powoduje frustracji pt. „poświęciłem wszystko” a efekty są jakie są. Co dla Ciebie w takim życiowym formacie jest/będzie sukcesem?
DB: Nawiążę do wcześniej wspomnianej szklanki w połowie pełnej. Tak na to patrzę. Udało się wiele rzeczy osiągnąć, ważny jest sam fakt, że nadal jesteśmy, nadal gramy i nagrywamy, podczas gdy inni, którzy wkładali tyle samo pracy co my, a nawet więcej, i może nawet widzieli lepsze rezultaty niż my, już złożyli broń, kapeli nie ma.
AL: Unborn Suffer konsekwentnie (ulubione słowo…) trzyma się stylistyki Grundig córę’owej, dopracowując wszystkie elementy; nie korciło Cię nigdy, żeby chociaż ciut ciut „ukomercyjnić” dźwięki. Uznajesz coś takiego jak kompromis?
DB: Nie. Oczywiście, słucham i jaram się wieloma gatunkami muzycznymi, ale w celu grania czegoś innego mam drugi zespół - Kontagion. Może na początku istnienia Kontagion były jakieś wspólne mianowniki - gdzieniegdzie blasty, mój growl, ale po 17 latach istnienia kompletnie pozbyliśmy się tych elementów. Nie chcę w mojej wypowiedzi odbierać artyzmu Unborn Suffer - też co album wkładamy masę pracy, analizy i świeżości w naszą muzykę, tak aby w pierwszej sekundzie można było rozpoznać co to za zespół, ale mieć poczucie, że faktycznie ten album różni się od poprzednich. Spotkaliśmy się z opiniami, że "Da Fukk Is This??" jest bardziej przystępna i mniej męcząca niż poprzednie albumy. Nie było to naszym zamiarem, ale, jak widać, samo z siebie jakoś tak wyszło…
AL: O proszę potęga polaryzacji, bo dla mnie nowy materiał jest bardziej mroczny od poprzedniej płyty (śmiech). Ale skoro tak to opowiedz czym „Da Fukk…” różni się od poprzednika, no i dlaczego okładka jest… czarno-biała??
DB: Zacznę od okładki. Chcieliśmy, by można było odczuć różnicę między tym albumem a poprzednimi. Pomimo, iż nadal pojawia się nasza „postać” na okładce to zdecydowaliśmy się na layout w całości czarno-biały i brak zdjęć zespołu. Brak grafiki pod krążkiem CD, czarna tacka pod nim. Książeczka po raz pierwszy harmonijkowa a nie "klasyczna". Wydanie materiału również na kasecie. Chcieliśmy by to wszystko przypominało nostalgicznie lata 90. Są to drobne wybory, niby nie mające większego wpływu na całość, ale gdy sklei się to w efekt końcowy, widać nasz zamiar. Brzmieniowo tak samo. Miksując album starałem się odszukać wypadkową między analogowym brudem tamtych lat a klarownością dzisiejszej ery cyfrowej. Co do samej zawartości muzycznej - nie chcę się dogłębnie na ten temat wypowiadać, każdy powinien posłuchać tego materiału i wysnuć swoje wnioski, nie chcę narzucać słuchaczom, że O WŁAŚNIE TAK mamy im smakować. My dużo rzeczy zrobiliśmy inaczej, dużo wyborów i rozwiązań było dla nas nowych, mamy nadzieję, że nasi fani to usłyszą.
AL: Elementem, który mnie cały czas rozbraja jest ten wysoki, charakterystyczny werbel, który też kojarzy mi się właśnie z latami minionymi. To celowy zabieg czy chodziło po prostu o kontrast między riffowym mięsem i takim „punktem” rytmicznym?
DB: Wysoko strojony werbel to akurat żadna nowość u nas, jest on obecny praktycznie od pierwszej płyty. Ba, zdradzę, że właśnie na "Da Fukk Is This??" postanowiliśmy go trochę obniżyć, nie jest już tak brytwanno-puszkowaty jak chociażby na "Commit(ment to) Suicide". Dla mnie osobiście to minus, ja chciałbym chciał absolutną „picollo-puchę” (Piccolo – charakterystyczny, bardzo płytki werbel o specyficznym, wysokim, ostrym brzmieniu – przyp. red.) na werblu, kontrastującą z moją dziewięciostrunową gitarą. Ale to nie jest mój solowy projekt, Unborn Suffer to zespół, ja w nim nie jestem perkusistą więc ostateczne słowo miał garowy Lukass.
AL: Skoro przy zespołowej kuchni jesteśmy: jak wygląda tworzenie muzyki, czy w przypadku nowej płyty coś się zmieniło? Jaką macie metodologię?
DB: Poprzedni album "Commit(ment to) Suicide" był komponowany głównie na sali prób, bardziej oldschoolowo – trzech gości i burza mózgów. "Da Fukk Is This??" została skomponowana bardziej online - wymienianie się plikami, nagrywanie wersji demo, czy to ja z basistą + automat perkusyjny i wysyłanie perkusiście, by opracował swoje partie. Albo na odwrót - perkusista w całości komponował perkusyjnie numer od A do Z i wysyłał to reszcie, aby napisała do tego riffy. Potem ja i basista dyskutowaliśmy kto bierze jakie bębny i robi do tego riffy. Jest to też album, na którym rzadko spotykają się nasze wokale. Raczej zrobiliśmy podział, iż dany numer jest danego członka zespołu. I właśnie np. "I Order To Kill" jest w całości zaśpiewany przez Lukassa, "Imagine Intellectuality" przez Sławasa a "Reduce" przeze mnie. Z racji napiętych grafików w życiu osobistym każdego z nas, taki sposób pracy przyjęliśmy w przypadku tego albumu. I udało się.
AL: Czy taki styl pracy mógł wpłynąć na fakt, że materiał jest przyjemnie zróżnicowany? Np. właśnie zawiesiłem się na świetnym „Feel The Fear”…
DB: Styl pracy raczej nie miał to wpływu, tylko wcześniej wspomniane rozmowy o tym, co byśmy widzieli na tym materiale. Stąd dość długi jak na nas wspomniany "Feel the Fear" z cyrkowym wstępem czy zamykająca podstawową zawartość płyty trylogia "Cross Over All". Tego typu pomysły były już wcześniej przegadane i ustalone.
AL: Ja z kolei bardzo dobrze przyjąłem żarcik „Jazz Until i Die” - więcej takich smaczków!!
DB: Wiadomo, he, he. Seria "...Until I Die" towarzyszy nam od 2006 i drugiej płyty "Is This Whate We've Created?". Już nawet mamy pomysł na kolejną część, ale za wcześnie by o tym opowiadać.
AL: Na płycie wyróżnia się też zaśpiewany w krajowym narzeczu „Nasz kraj” Co to za pomysł?
DB: Brach naszego perkusisty Lukassa grał kiedyś w punkowym zespole Rejestr Wariatów. Kapela ta nigdy nic nie nagrała, ale Lukass chciał zrobić ukłon dla dokonań swojego brata. Zaczęło się już na poprzednim albumie, gdzie nagraliśmy utwór "Pierdolę Was". "Nasz kraj" to kontynuacja tego pomysłu. Z tym, że to nie są full covery w klasycznym rozumieniu. Raczej stworzyliśmy swoją muzykę zachowując aranżacje i teksty pierwotnych wersji. W "Nasz Kraj" wokalnie również udziela się brat Lukassa. Obecnie bębni on też w zespole 21/37, polecamy zapoznać się z ich muzyką.
AL: W to zróżnicowanie wpisują się a jakże numery w tradycji „You Suffer”. Najkrótszy na płycie ma trzy sekundy. Macie ambicje nagrać coś krótszego?
DB: Jeśli dokładnie przeanalizujesz "Post Abortum pt. 5" to usłyszysz, że samej muzyki jest niecała sekunda. Reszta, czyli trzy sekundy z kawałkiem to nasze śmiechy ze studia. Byliśmy zmuszeni by taki zabieg zrobić, gdyż (uwaga, lekcja z tworzenia obrazów CD) płyta CD nie przyjmuje ścieżek krótszych niż cztery sekundy. Nawet, gdy wrzucaliśmy nasze nagranie mające poniżej sekundy to programy same dodawały 3 sekundy ciszy. Stąd taki zabieg. Jeśli w tej sytuacji pomyśleliście – ale czekaj, "You Suffer" ma sekundę i już chcecie biec do swojej kolekcji CD by wyciągnąć "Scum" i włączyć - ja pomyślałem to samo, sprawdziłem i zobaczyłem, iż numer ten na CD ma... sześć sekund, czyli pięć sekund ciszy. Problemy grindowego pierwszego świata (śmiech)
AL: No tak. Trzeba nowego nośnika. A poważniejąc: czy możemy mówić o jakimś generalnym przekazie nowej płyty?
DB: Tak. Że życie dzisiaj, w tym kraju, na tej planecie, w tych czasach, to jedna wielka chujnia. Aha i jebać KK.
AL: I to byłoby dobre zakończenie, ale muszę jeszcze zapytać o Kontagion: co słychać w tej części Twojej twórczości?
DB: Bardzo miło mi, że pytasz. W październiku wydajemy NA KASECIE splita z zespołami Skwar i Grilled Witch. Nagraliśmy na to wydawnictwo jeden utwór trwający 21 minut, 37 sekund i pokazaliśmy się z bardziej sludegowo-coreowej strony. Nowy album jest już nagrany, zmiksowany, ukaże się na początku 2026 roku. Wystąpimy również na tribucie dla Cannibal Corpse (z resztą wspólnie z Unborn Suffer…), premiera którego również w 2026. Przyznam się, że cały 2024 i pierwsza połowa 2025 to była nawałnica pracy w studio dla mnie. Nagrywanie w/w materiałów, łącznie z "Da Fukk Is This??" Unborn Suffer, miksowanie tego wszystkiego, tworzenie okładek, klipów... ech, dobrze, że już większość gotowa i prawie wszystko wydane lub gotowe do wydania. Przyznam, że lada moment zamierzam zrobić sobie przerwę od nagrywek studyjnych i skupię się na promowaniu tego wszystkiego, zarówno koncertowo jak i online.
AL: I właśnie tym gdzie kiedy i jak się objawicie koncertowo zakończmy wywiad!
DB: A takich sytuacjach polecam śledzić nas na naszych social mediach, najaktywniejsi jesteśmy na facebooku a dat koncertów co chwilę przybywa. W tym momencie pozwolę sobie wspomnieć, iż jesteśmy chętni na gigi; jeśli chcesz nas zobaczyć u siebie, droga osobo, czytająca to żaden problem - wystarczy do nas napisać!