Misia Furtak - Otuchy

Po dwóch albumach skierowanych w kierunku świata zewnętrznego, “Otuchy” zwracają się ku wnętrzu człowieka i licznym rozterkom, z jakimi się zmaga.
Tytuł “Otuchy” nie jest tu bez znaczenia, bo według słów samej artystki - nie tylko ona jej potrzebuje, ale i świat dookoła. Słychać tu już w otwierającym płytę “Czuję” - zgrabnym, altpopowym i lekko naznaczonym chłodem. To bardzo udane wprowadzenie w atmosferę albumu. Jeszcze ciekawiej jest w deklaracyjnym “Cała naprzód”, gdzie subtelność przekazu Misi po prostu ujmuje. Ale najsilniejsze wrażenie w tej części robi utwór “Nie bój się” z gościnnym udziałem Katarzyny Nosowskiej. Duet pań buduje tu coś na kształt relacji i obustronnego wsparcia w obliczu strachu. Przekonująco. Gdyby bowiem posłuchać tego utworu acapella, przekaz zostałby zachowany.
Nieco abstrakcyjnie wypadają natomiast “Białe kwadraty”, które za sprawą delikatnego, i odrobinę rozmazanego aranżu, stanowią nieco odrealnioną część płyty. Spore wrażenie robi też “Przed siebie” z gościnnym udziałem Darii ze Śląska. Jeżeli z Nosowską Misia stworzyła relację opartą na wsparciu, tak tutaj ewidentnie prowadzi dialog doświadczeń - zaskakująco wspólnych. To kolejny przykład, gdzie tytuł albumu odbija się werbalnie.
Więcej wątpliwości przywołuje zaś “Gdzie mój rytm?”, naznaczony - a jakże - rytmiczną partią bębnów i gitar. Podmiot liryczny szuka tu równowagi - tak pożądanej w dzisiejszym świecie. Z kolei “Nie chcę” nie mówi tyle o niechęci, ile o stawianiu granic - także podczas prób znalezienia spokoju., a nerwowa, wyraźnie przyśpieszona końcówka utworu tylko to podkreśla. Ukojonie przynosi “Drugi brzeg” - utwór chwytliwy, nawet nieco skoczny, w którym autorka tekstu wydaje się zdawać sobie sprawę, gdzie się znajduje. Natomiast jedyny anglojęzyczny utwór na płycie, czyli “Come Home”, spokojnie mógłby być kawałkiem bonusowym - nie tylko ze względu na inny jezyk, ale i swoiste podsumowania powrotu do tytułowego domu (a w tym wypadku - niejako do siebie). Album zamyka natomiast zaśpiewany acapella “Czyj to głos?”, stanowiący swoiste outro całości.
Warto było czekać na “Otuchy”. Misia Furtak w przeciwieństwie do znacznej części koleżanek po fachu, nie przesadza i nie egzaltuje swojego istnienia, tylko skłania do refleksji, empatii i troski o samego siebie. Płyta nie tylko na jesień, ale po prostu na czas ludzkiej niepewności ‘tu i teraz’.










