Swans - Newly Sentient Being

Swans podsumowują niezwykły okres działalności monumentalnym albumem koncertowym Newly Sentient Being. To wydawnictwo to zapis ich finałowego berlińskiego koncertu w tej formule zespołu, jaki miał miejsce pod koniec listopada 2025 roku.
Michael Gira oficjalnie zakończył istnienie „big bandowej” inkarnacji Swans – na własnych zasadach i z donośnym przytupem. Ów kolektyw muzyków pod jego wodzą istniał 15 lat, w różnych składach wydając epickie płyty i grając najgłośniejsze koncerty. Gira wspominał niegdyś, że pierwszy etap działalności Swans w 1997 roku zabijał w oparach frustracji, rozczarowania i wycieńczenia. Tym razem, wyciągając z tego lekcję, nasz bohater napisał ostatni rozdział – a w zasadzie epilog – w chwili, gdy zespół osiągnął już wszystko, co mógł. Porównania do Roberta Frippa i kolejnych inkarnacji King Crimson nasuwają się tu same, tym bardziej że Karmazynowy Król zszedł ze sceny z uśmiechem na ustach – podobnie jak dziś lider Łabędzi.
Swans nie kończą jednak istnienia. Gira już zapowiedział następne wcielenie zespołu w bardziej kameralnej formie. Tymczasem przenosimy się do Berlina i znakomitego klubu Festsaal Kreuzberg. Swans zagrali tam dwa finałowe koncerty trasy promującej album „Birthing”, będące ich symbolicznym pożegnaniem z erą potężnego brzmienia. Nowy krążek to trwająca ponad dwie i pół godziny rejestracja drugiej z tych nocy. Choć występy nie różniły się od siebie pod kątem setlisty, to jednak – jak udowadnia to nagranie – wiodły przez portale i krajobrazy znane dotąd wyłącznie bezpośrednim świadkom. Na tym polega magia tych odchodzących Swans: na oswobodzeniu żywiołu muzyki i wielkiej improwizacji pod batutą, a w zasadzie samą ręką Giry.
„I am the arm and I sound like this” – te słowa znane sympatykom Twin Peaks pasują jak ulał do berlińskiego występu. Wszyscy przyszli tu bowiem na otwarcie portalu, na przejście do Czarnej Chaty, na spojrzenie w Oko Saurona, jakie muzyka Swans zapewnia na żywo. Album przynosi trzy zupełnie nowe utwory: potężne “The End of Forgetting”, tytułowe “Newly Sentient Being” oraz wieńczące całość “The End of Regretting”. Nawet wycieczki do znanych już kompozycji – poddanej głębokiej dekonstrukcji, blisko 40-minutowej wersji „The Merge” oraz hipnotyzującego „Paradise Is Mine” – są autonomiczną wariacją na temat niż wiernym wykonaniem. To muzyczna wolność bliska tradycyjnej psychodelii Pink Floyd czy jazzowym improwizacjom Coltrane’a.
O ile opisywanie studyjnych płyt Swans w jakimś stopniu udawało mi się na przestrzeni lat, o tyle doznanie ich muzyki na żywo to zupełnie inna kategoria. Rytuał, zaklęcia, obrządek, przekraczanie progów, przywoływanie mocy – to jedyne skojarzenia, jakie przychodzą na myśl podczas odsłuchu tego materiału. Swans przeistoczyli się z post-punka w post-rock, generujący równie potężne nawałnice co Godspeed You! Black Emperor. O ile w przypadku kolektywu z Montrealu służą one obserwacji koszmarów tego świata, o tyle Swans to pełna introspekcja. To medytacja transcendentalna i spacer po krawędzi pomiędzy jawą a nadświadomością. Wszystko to zatopione w oparach harmonijnego zgiełku i inkantacjach arcymaga.
Swans generują potężną ścianę dźwięku i hałas w wyższych skalach Beauforta. Ich noise uspokaja, otacza i hipnotyzuje. Nie bez powodu liryka Giry bazuje na anaforach, wprowadzając słuchacza w stan oddalenia. Tak, na koncertach zatyczki do uszu były rekomendowane, ale na płycie – dzięki znakomitemu miksowi – uderza sama esencja. Słyszymy narastające fale, które niczego nie niszczą, lecz przesuwają znane nam kształty ku zupełnie nowym postaciom. I jak zawsze, tak i tu musi nastąpić kumulacja aranżacji i improwizacji, zakończona zapaleniem świateł, uśmiechem i ukłonem lidera. Miałem okazję oglądać ich na żywo pięć razy w ciągu tych piętnastu lat. Słuchając „Newly Sentient Being”, mam wrażenie, że to wciąż o pięć razy za mało.











