Wiktoria Zwolińska - przebłyski

Wiktoria Zwolińska wsparta przez kilku znakomitych gości wydała znakomity album "przebłyski". To jeden z najlepszych debiutów tej dekady na polskiej scenie muzycznej.
Debiutancki album Wiktorii Zwolińskiej dojrzewał długo. Młoda wokalistka przez ostatnie 3 lata serwowała single, których stylistyczna różnorodność wskazywała na brak zdecydowania, w którą muzyczną stronę pragnie pójść: popową, taneczną, alt-rockową? Na szczęście album „przebłyski” te wątpliwości rozwiał definitywnie. Jest to płyta zaskakująca wysokim poziomem, zarówno od strony wokalnej, jak i muzycznej oraz tekstowej. Wiktoria przelała na dźwięki zapis swoich trudnych doświadczeń z ostatnich lat oraz fascynację kinem z lat dziewięćdziesiątych. Na tą ostatnią kwestię wskazuje okładka płyty oraz tytuł jednej z piosenek czyli „Jak Matylda”. O który film chodzi? Odpowiedź na to pytanie zostawiam czytelnikom.
Pierwszy wniosek, który nasuwa się słuchaczowi po jednorazowym wysłuchaniu „przebłysków”, to robiąca ogromne wrażenie spójność płyty. Wręcz uważam, że utwory są tak dopasowane, że gdyby jedną z tych „cegiełek” wyciągnąć, cała konstrukcja albumu zaczęłaby trzeszczeć w posadach. Muzyka płynie powoli i leniwie oparta o delikatne brzmienie gitar, pianina i elektronicznych trzasków. Można powiedzieć, że klimat albumu jest wręcz senny, ale nie usypiający. Wiktoria czaruje słuchacza cichym, pozornie tylko słodkim śpiewem, a jej głos w większości utworów odgrywa rolę wiodącego instrumentu. Są tu także kompozycje bardziej dynamiczne (popowy na „przebłyskach” utwór „nie płacz dziewczyno” z gościnnym udziałem Livki czy „radiowy” „siódme-nie kradnij” nagrany z towarzyszeniem LOR), pojawia się też niemal shoegaze’owa ściana dźwięku w końcówce świetnie narastającego i urywającego się nagle „Jak Matylda”, a w "nie wiem gdzie jestem" są klimaty przypominające industrial rodem z...Nine Inch Nails. Jednak te piosenki są bardziej przerywnikami w mrocznej i nostalgicznej opowieści Wiktorii. Opowieści, która nasuwa skojarzenia z Laną Del Rey czy Billie Eilish.
Dawno nie słyszałem w polskiej muzyce tak dojrzałego debiutu. Jestem ciekaw, czy Wiktoria będzie w stanie utrzymać dalej tak wysoki poziom na kolejnym albumie, na który pomysły już podobno zbiera. Jestem dziwnie spokojny, że poradzi sobie. Ta dziewczyna jest dojrzałą osobą i doskonale wie, co chce osiągnąć. Jeśli gdzieś po drodze nie zabłądzi, to czeka nas w przyszłości dużo muzycznych wzruszeń sygnowanych jej imieniem i nazwiskiem.
GRZEGORZ SZKLAREK








