Komety

Najnowsza i jednocześnie dziesiąta płyta studyjna – „Noc z Kleopatrą” to najbardziej nieoczywisty jak dotąd album Komet. W wywiadzie z liderem zespołu, Lesławem rozmawialiśmy o nowych, eksperymentalnych brzmieniach Komet na nowej płycie. Lider zespołu zdradził czy zna przepis na sukces i czy sukces zawsze musi być celem. Między innymi tematami zahaczyliśmy także o Warszawę, która nadal potrafi inspirować oraz o to, czy nowe technologie w tworzeniu i promocji muzyki to dar czy przekleństwo obecnych czasów.
ZH: „Noc z Kleopatrą” jest chyba jedną z najbardziej nieoczywistych płyt w historii Komet. Czy już na początku prac wiedziałeś, że tym razem chcesz odejść od tego, czego słuchacze mogą się po Was spodziewać?
Lesław: I ja tak sądzę. Zawsze zależało mi na tym żeby nagrywać płyty, które różnią się od poprzednich i które zaskakują. Tym razem odważnie sięgnęliśmy po niekonwencjonalne pomysły, do których musieliśmy dojrzeć.
ZH: Na „Nocy z Kleopatrą” pojawiają się nowe rozwiązania aranżacyjne, między innymi instrumenty dęte. Co dały Kometom te nowe brzmienia, czego nie moglibyście osiągnąć klasycznym składem?
Lesław: Wcielenie studyjne Komet jest zupełnie inne niż koncertowe. W studio czuję się jak niczym nieskrępowany, szalony naukowiec, który miesza ze sobą różne dziwne substancje. Na koncertach jesteśmy punkowym trio. Kocham oba wcielenia Komet w takim samym stopniu.
ZH: Który utwór z płyty najdłużej czekał na swoją ostateczną wersję? I co sprawiało, że nie chciałeś go jeszcze wypuścić w świat?
Lesław: Największą ewolucję przeszła piosenka „Wieczne wakacje”. Pierwsza wersja bardzo różniła się od ostatecznej, ale mam poczucie, że dzięki tym wszystkim zmianom dobra piosenka zmieniła się w bardzo dobrą. Nigdy nie opublikowałbym nagrania, z którego nie byłbym do końca zadowolony.
ZH: „Noc z Kleopatrą” określiłeś jako swój pierwszy „erotyk historyczny”. Skąd właściwie wziął się pomysł, żeby właśnie Kleopatra stała się bohaterką piosenki i całej płyty?
Lesław: To jedna z moich ulubionych postaci historycznych. Piosenka jest właściwe o tęsknocie za Kleopatrą, a nie o niej samej. Kiedy piosenka była już gotowa pomyślałem, że to byłby również bardzo dobry tytuł płyty.
ZH: Komety od początku były zespołem bardzo mocno związanym z Warszawą. Czy dzisiejsza Warszawa nadal Cię inspiruje, czy może musisz szukać dla swoich piosenek innych miejsc, epok i rzeczywistości?
Lesław: Nadal! To nie oznacza jednak, że piszę wyłącznie o Warszawie. Najlepszym dowodem na to jest piosenka „Noc z Kleopatrą”. Akcja piosenki rozgrywa się w starożytnym Egipcie.
ZH: Gdybyś miał wskazać jedną rzecz, której słuchacz nie powinien przegapić na „Nocy z Kleopatrą”, ale której nie da się usłyszeć przy pierwszym przesłuchaniu, co by to było?
Lesław: Z każdą płytą należy moim zdaniem spędzić trochę czasu. Pierwsze przesłuchanie z reguły nie pozwala jeszcze docenić wszystkich niuansów. Zachęcam wszystkich do posłuchania naszej nowej płyty przynajmniej paręnaście razy.
ZH: „Noc z Kleopatrą” ukazuje się dwa lata po „Ostatnim okrążeniu”. Co dziś, po premierze, powiedziałbyś o tej płycie, czego nie byłbyś w stanie powiedzieć, kiedy zaczynałeś nad nią pracować?
Lesław: Ostateczna wersja była dla nas zaskoczeniem, bo nie da się wszystkiego zaplanować. Kiedy rozpoczynaliśmy prace nad płytą nie wiedziałem jeszcze, że sięgniemy po tak niekonwencjonalne pomysły w paru nagraniach.
ZH: Wracając jeszcze do „Ostatniego Okrążenia”, czy spodziewałeś się wtedy tak dobrego odbioru płyty i co Twoim zdaniem najmocniej wpłynęło na taki odbiór fanów?
Lesław: Liczyłem na to, że zostanie doceniona ale rzeczywistość przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania. Silą płyty „Ostatnie okrążenie” są moim zdaniem na pewno bardzo osobiste słowa piosenek.
ZH: Czy poprzedni sukces stworzył jakiś schemat, którego starałeś się trzymać także przy tworzeniu „Nocy z Kleopatrą”?
Lesław: Nie. Chciałem nagrać płytę zupełnie inną. Nie jestem koniunkturalistą.
ZH: Wśród tytułów piosenek uwagę zwraca intrygujący „Chwyt Tobingtona”. Czym jest ów tytułowy chwyt i skąd wziął się pomysł na taki tytuł?
Lesław: Opowiadał mi o nim kolega z podstawówki. Podobno stosując ten chwyt można każdego obezwładnić. Podejrzewam, że to był jego wymysł bo wyżej wymieniony kolega miał bujną wyobraźnię. Po podstawówce nasze drogi się rozeszły. Słyszałem, że jest teraz politykiem.
ZH: Czy spodziewałbyś się na przykład 20 lat temu, że tworzenie nowej muzyki będzie kiedyś dawało takie możliwości, zarówno aranżacyjne, jak i promocyjne? Jaka jest Twoja pierwsza myśl na temat tej ewolucji?
Lesław: Staram się korzystać z dobrodziejstw cywilizacji podczas nagrywania i podczas promowania naszej twórczości. Nie znaczy to jednak, że nie widzę różnego rodzaju niebezpieczeństw związanych z rozwojem nowych technologii. Powinniśmy wszyscy na siebie uważać!







